Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 1 maja 2014

Żyj chwilą...

-Marco żyje,ludzie on żyje!!!-Darłam ryja,natychmiast przybiegli lekarze.Nie mogłam w to uwierzyć.Jednak życie potrafi zaskakiwać i to pozytywnie.Łzy smutku i rozpaczy zamieniłam na łzy radości i szczęścia.
-Niech pani opuści salę musimy przebadać pacjenta.-Krzyczeli lekarze,którzy biegali w okół Marco.
Wyszłam na korytarz gdzie czekał na mnie Łukasz.
-Weronika ! co z nim!!.-Darł się Łukasz.
Podeszłam do niego i mocno się w niego wtuliłam nie mogłam nic powiedzieć.
-Przykro mi Wera.-Po moich płaczach łuki stwierdził,że Marco nie żyję no ale się mylił.
-Łukasz ja...JAK MOGŁEŚ TAK POMYŚLEĆ!!!.-Wybuchnęłam śmiechem.
-Marco żyje żyję żyję!!.-Skakałam jak debil w okół Piszczka.
-Wystraszyłaś mnie!!.-Zaczął śmiać się razem ze mną Łukasz.
-Wiesz lubię straszyć ludzi.
-Nie dziwię ci się,wiesz jak nam ciebie brakowało ,ciebie i Marco waszych głupich żartów,beznadziejnych sucharów.
-No ale sucharów z dźemem.-Wtrąciłam.
-Tak,bez was było bardzo nudno.-Stwierdził Łukasz.
-A...co z Omerkiem.?-Zapytałam Łukasza. Szczerze to bardzo, bardzo za nim tęskniłam ale dzieci poniżej 18 lat nie mogły przebywać w szpitalu.Nie mogłam go zobaczyć ale nigdy o nim nie zapomniałam.Tęskniłam za nim całując jego fotografię.
-Pod naszą opieka nic mu nie jest. Wiesz, on bardzo za wami tęsknił codziennie pytał się gdzie mama, gdzie tata, my nie wiedzieliśmy jak mamy mu to powiedzieć że wy jesteście w śpiączce.Przecierz to tylko dziecko.
-Właśnie tylko dziecko ,któremu nie umiem dać najważniejszej rzeczy w jego życiu... ,miłości..-Stwierdziłam siadając na krześle.
-Nie mów tak jesteś bardzo dobrą matką.-Pocieszał mnie Łukasz.
-Tsaa..-Nie wierzyłam w słowa Łukasza.
-Weronika ja cię na prawdę podziwiam, przerzłaś bardzo wiele w swoim życiu, zdrada Mario,Dominika i do tego dziecko a mimo to dałaś sobie radę z wszystkim problemami.Uwierz mi nie jedna by już uległa..Jesteś bardzo silną kobietą inne powinny brać z ciebie przykład.
Naszą rozmowę przerwał lekarz.
-Pani Weroniko.. ja na prawdę nie wiem jak to się stało,że Pan Marco się obudził może pani go odwiedzić.-Powiedział lekarz z uśmiechem na twarzy.

Weszłam do dużej ,niebieskiej sali na której lerzał Marco.
Patrzyliśmy sobie prosto w oczy i po prostu nic, tylko łzy .Spojrzałam na nogi Marco,które były..po prostu były w gipsie niby zwykły gips a zmienia życie człowieka o 180 ..Następnie spojrzałam na Marco,po jego oczach widziałam wielki ,ogromny smutek i ból.A przed wszystkim strach ,że nigdy nie będzie już mógł grać w piłkę nożną. Pierwszy raz widziałam Marco jak płaczę .Przybliżyłam się do niego i ścisnęłam jego dłoń.
-Marco ja..-Nie mogłam wykrztusić ani słowa.
-Cii.. po prostu zostań.-Powiedział.Położyłam się koło niego i spojrzałam w jego błękitne oczy.Wiem,że chcę spędzić z tym mężczyzną całe swoje życie bez względu na wszystko.
-Ja Weronika obiecuje ci ..wierność, miłość i że cię nie opuszczę aż do śmierci.-Powiedziałam patrząc w jego oczy.Ujrzałam lekki uśmiech na twarzy piłkarza a następnie usłyszałam następujące słowa,które w jego ustach brzmiały inaczej.
-Ja Marco obiecuję ci ..wierność,miłość i że cię nie opuszczę aż do śmierci.-Powiedział Reus.
Położyłam się obok niego i zasnęłam trzymając go za dłoń.


Obudziłam się z uśmiechem przy Marco.Cieszę się , że on żyje .
-Marco ja dzisiaj wychodzę ze szpitala, muszę się spakować.
-Dobrze ,ale wrócisz...
Pocałowałam go i odeszłam.Spakowałam się i z pomocą Łukasza wróciłam do domu.Zostawiłam walizki w swoim domu i pojechałam do mieszkania Piszczków aby odebrać Omera.Po 30 minutach byliśmy na miejscu.Bardzo się cieszę ,że zobaczę Omerka , w końcu!Weszłam do domu, od razu powitała mnie Kamila.
-Hej.-Przytuliła mnie mocno.
-Hej.-Odpowiedziałam z uśmiechem.
-Dawno cię nie widziałam..myślałam żę cię już nigdy nie zobaczę.-Powiedziała mi do ucha .
Stałam przed nią i zdałam sobie sprawę ,że trzeba żyć każdą chwilą.Cieszyć się nawet z  najmniejszych rzeczy w życiu bo niby ,że mała rzecz a może cieszyć bardziej niż duża.
-Gdzie Omer?-Zapytałam z niecierpliwością aż w końcu go zobaczę.
-Gdzieś tu był.-Zaczęła rozglądać się Polka.Nagle w progu stanął Omerek trzymając w rękach samochodzik.
-Ciocia pats samotodzik sie ze...-Nie dokończył mówić kiedy mnie zobaczył.Z jego malutkich rączek wypadłą zabawka,w jego niebieskich oczkach pojawiły się łzy.Omerek stał bez ruchu i przyglądał mi się bacznie.
-Omerku chodz do mamusi.-Powiedziałam i rozłożyłam ręce.
Dziecko jednak stało i bacznie mi się przyglądało jakby z nie dowierzeniem że to ja jego mama.
Czyżby własne dziecko mnie nie poznawało.Traciłąm już nadzieję że mnie rozpozna serce krajało mi się na pół własne dziecko zapomniało jak wygląda jego mama.Co on musiał czuć gdy mnie przy nim nie było ,że jego rodzice go zostawili lecz to nie było tak.
-Mamusia...?-Naglę powiedział nieśmiało.Podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam.Mówiąc mu do ucha.
-Już nigdy...przenigdy cię nie zostawię.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Komentttttt i leci następny przynajmniej 5 i mówcie czy mam kończyć i zaczynać nowy ???


niedziela, 27 kwietnia 2014

Nie możesz mnie zostawić.

                                               Żyj.. puki możesz żyć i ciesz się chwilą



Pierwsze co powiedziałam gdy obudziłam się w szpitalu to rozpaczliwe Marco ,lecz go przy mnie nie było.Nie miałam siły się ruszyć nie miałam siły płakać. Chciałam tylko wiedzieć gdzie jest Marco.Czy żyję.Nagle przybiegli do mnie lekarze i zaczęli krzyczeć.
-To cud ,cud ona żyje jak to,przecież ten wypadek był bardzo ale to bardzo groźny,praktycznie nie dało go się przeżyć.-Powiedział zdziwiony lekarz.Natychmiast zaczęli mnie badać.Nie wiedziałam o co chodzi,wszyscy koło mnie biegali  i krzyczeli .
-Gdzie jest Marco.-Powiedziałam ostatkiem sił lecz nikt mi nic nie mówił.Traciłam już powoli wiarę ,że żyje .Cały czas myślałam o jego słowach ''Weźmy ślub'' ,czemu nie odpowiedziałam mu ,nie zdążyłam powiedzieć Tak.
-Czy możecie mi powiedzieć gdzie jest Marco!-Krzyknęłam i w tedy wszystko zaczęło mnie boleć jeszcze bardziej.
-Proszę pani ,proszę się nie odzywać bo to pani tylko szkodzi!!-Krzyknął zabiegany lekarz.
-W dupie to mam!! , muszę wiedzieć czy on żyję!!!-Wydarłam się na niego płacząc.
-Pan Marco..
-Tak.-Byłam gotowa na najgorsze.
-On..
-Człowieku ja tu zaraz umrę.
-On żyje ale jest w stanie podobnym do pani czyli krytycznym.
-Chce się z nim spotkać.!!-Ulżyło mi i to bardzo nie wiem co bym zrobiła gdyby go przy mnie nie było.
-Czy pani widzi jak pani wygląda,pani teraz absolutnie nie może się nigdzie z tąd ruszyć.-Powiedział zdenerwowany lekarz.
- A może mi pan powiedzieć tylko który dzisiaj.
-Tak 12 września.
Coś mi tu nie gra przecież wypadek był w czerwcu.
-Ale wypadek był wczoraj a nie w wreśniu.Chyba się panu miesiące pomylił.
-Była pani w śpiączce naprawdę to cud że pani żyje,każdy tracił już nadzieje na to,że pani się jeszcze obudzi.Pani chłopak nie miał tyle szczęścia co pani.
-Jak to.
-Pani chłopak jeszcze się nie obudził jest w śpiączce.


3 tygodnie później




Lekarz powiedział,że czuję się już lepiej.Mogłam już wstać na nogi i swobodnie się poruszać.Jednak pierwsze co mi przyszło do głowy to iść do Marco o którym myślałam dniami i nocami.
W końcu mogłam zobaczyć go po tylu miesiącach.Weszłam do pokoju i od razu w oczach łzyon leżał jagby martwy.Gdzie jest mój kochany zawsze radosny Marco mój skarb.Czemu mi to robisz czemu cierpie,czemu znów wylewam łzy na podłogę .Co czułam. Nie czułam nic,pustka ,zero.Podeszłam bliżej na jego umięśnionej sylwetce widniały rany.Uklęknęłam przy nim i położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
-Marco...powiedz,powiedz że mnie kochasz powiedz,że mnie nie zostawisz ,powiedz co kolwiek byle co.-Nagle jego serce przestaje bić.
-Marco prosze nie rób mi tego,nie zrób to dla Omera przecież on potrzebuje ojca.-To była najgorsza chwila w moim życiu,nie da sie tego opisać słowami.Stracić kogośtak nagle w sekundę,stracić osobę najważniejszą osobę w życiu.
Z moich oczu popłyneły łzy cierpienia,spadły prosto na serve.Patrzyłam zapłakana na niego .
-Kocham cię na zawsze.-I nagle cud,poprostu cud .
-Marco ty żyjesz.-Pocałowałam go tak jak nigdy .
-Weronika.-Powiedział z ledwością.

piątek, 25 kwietnia 2014

Strata..



Nowy dzień ,cieszę się,że Dominika jest z Moritzem są naprawdę słodka parą. Leżałam u boku Marco i myślałam jak zawsze zresztą ,o moim szczęściu.
-Marco, wstawaj ty leniu!.-Wrzasnęłam naglę.
-Nieee.-Jęczał Marco.
-Wstawaj!.-Powtórzyłam powtórnie.
-Zostaw mnie kobieto.-Mówiąc to Marco wsadził głowę pod poduszkę.
-Sam tego chciałeś Marco.-Zaczęłam go gilgotać po brzuchu.
 W końcu Marco śmiejąc się złapał mnie w pasie u usiadł na mnie .
-Złapałeś mnie Marco jestem twoja.-Powiedziałam z uśmiechem.
Marco zaczął mnie całować.Nagle zaczął dzwonić telefon,jednak żadne z nas na to nie zareagowało.Telefon dzwonił chyba już 3 raz.
-Ja odbiorę.-Powiedziałam z trudem.
-Zostaw go !-Gdy miałam już wziąść telefon Marco złapał mnie za rękę  całując mnie przy tym po szyi.
Odpuściłam ,jednak telefon nie dawał nam spokoju i nadal dzwonił.. W końcu Marco się zdenerwował i przestał mnie całować.
-Nie na widzę telefonów.-Powiedział zły i się odkręcił w drugą stronę.
Ja tylko się uśmiechnęłam i odebrałam dzwoniący telefon.Okazało się ,że dzwoni Piszczek
-Hallo.
-Przyjeżdżaj szybko do szpitala.!!-Darł się Łukasz.
-Jakiego szpitala!!.-Zerwałam się z łóżka.
Jednak Łukasz mi nie odpowiedział tylko się rozłączył.
-Marco ubieraj się jedziemy do szpitala.!
-Co jak gdzie ?-Zapytał Marco nie wiedząc o co chodzi.
Ubrałam się szybko i poszłam na dół ,aby powiedzieć Dominice,żeby zaopiekowała się Omerkiem.
-Dominika zajmij się nim my z Marco jedziemy do szpitala.-Powiedziałam nerwowo.
-Nie ma sprawy .-Odpowiedziała Dominika nie wiedząc o co chodzi.




Po 30 minutach byliśmy z Marco na miejscu.Weszliśmy do dużego budynku.Gdzie czekał na nas Łukasz.
-O co chodzi Łukasz!-Darłam się na niego.
-Kamila ..ona.
-Co ona! co jej jest!!-Darłam się na niego ,lecz on nie mógł wydusić z siebie ani słowa.
-Ona teraz właśnie rodzi.!!-W końcu powiedział Łukasz.
Marco nic nie mówił tylko się zaczął śmieć.
-I o to tyle afery,człowieku ja przez ciebie musiałem..-Nie dokończył Marco bo Weronika spojrzała się na niego wzrokiem ,który mówił jasno zamknij się bo pożałujesz.
-No ja musiałem wcześnie wstań przez ciebie.-Wybronił się z tej sytuacji Marco.
-Nie martw się Łukasz,wszystko będzie dobrze.-Pocieszałam Łukasza.
Po chwili spędzonej z Łukaszem na korytarzu przed salą , w której leżała Kamila wyszedł lekarz.
-Przepraszam pani Kamila prosiła do siebie pana Lukasa Piscka.-Powiedział lekarz po niemiecku.
-Tak to ja.-Powiedział Łukasz i wszedł na sale.



Czekaliśmy na niego dosyć długo jedna kawa druga w końcu Marco powiedział a raczej zajęczał.
-Chodźmy do domu! nudzi mi sięeeeee.
Już mieliśmy wychodzić gdy z sali wyszedł zadowolony od ucha do ucha Łukasz mówiąc.
-Mam śliczną małą córeczkę aaa!!!!-Wydarł się na cały szpital.
-Stary gratulacje.-Przybił mu piątkę Marco.
-Gratulacje.-Przytuliłam Łukasz.
Weszlismy do sali gdzie leże Kamila i usłyszeliśmy od razu płacz dziecka.
-Jeju jakie to jest słodkie.-Powiedziałam i dodałam.
-Pamiętasz jak Omerek się urodził.
-Jak mógłbym zapomnieć jednej z najwspanialszych chwili w moim życiu.-Powiedział piłkarz i przytulił się do mnie.

Posiedzieliśmy chwilkę z Kamila i udaliśmy się do domu.Łukasz jeszcze został z Kamila na jakieś badania.
Siedzieliśmy w samochodzie gdy Marco przyciszył radio i mówił.
-Mam dla ciebie pewną propozycję.
-Tak.-Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po Marco.
-Weśmy ślub.-Wyskoczył w najmniej niespodziewanej chwili.
-Marco ja ..-Zaniemówiłam.
-Zatkało cie co,ale ja chcę być twoim mężem już na papierze kocham cię .Nagle usłyszałam pisk dalej nic nie pamiętam.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Komentujcie motywujcie :) 4 komy  miało być tak fajnie no ale nie może tak być 


KOMENTUJCIEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! :) :::::::)))))))




środa, 23 kwietnia 2014

Nie..to nie tak !




Życie moje, tak samo jak twoje ma dużo dobrych stron, no ale ty przecież widzisz życie zawsze od tych złych stron.
Na moim sercu jest wielka rysa której nie da się zagoić czemu ranisz mnie aż tak boleśnie przez ciebie draniu muszę teraz cierpieć.

miesiąc później

Dominika szykowała się do snu .Leżała sobie grzecznie w łóżku czytając książkę pt.''Miłość''.  Nagle  do sypialni, którą miał dzielić z Dominiką wpadł Leitner w samych bokserkach.
-Może byś się ubrał.-Zwróciła się do Leitnera Dominika.
-A co nie podoba ci się.-Zaczął drażnić się z Dominiką Moritz.
Dominika przekręciła oczami i odłożyła książkę na półkę.Zaraz potem Moritz położył się obok niej, zabierając jej całą kołdrę.
-Ej!
-Oddawaj!-Zaczęła się drzeć Dominika.
-Nie.-Śmiał się Leitner
- Nie drażnij się ze mną bo zrobię się nie grzeczna.
- Hym czytli szantaż.-Spojrzał na nią,tak jak nigdy Leitner dodając.
-Lubię niegrzeczne dziewczynki.
Zaczęli zbliżać do siebie swoje usta on złapał ją za rękę dotknęli swoich ust i poczuli się jak w niebie .
Nagle Dominika oderwała się od niego.
- Znamy się miesiąc
- A ja nie mogę bez ciebie żyć, dla mnie ten miesiąc był jak rok.Próbowałem się do ciebie zbliżyć lecz ty dawałaś mi zawsze kopa. Dominika teraz wiem ,że z tobą chce spędzić resztę życia wiem co  przeżyłaś i już nigdy nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić mała kocham cię.
-Ja czuję do ciebie to samo ale..Moritz ja...-Naglę Dominika zerwała się z łózka i wybiegła płacząc z pokoju.Zeszła na dół gdzie Marco bawił się z Weroniką i Omerkiem żelkami mówiąc ''żelek cię zje'' łaskocząc Weronikę w brzuch.
-Marco przestań.-Nagle z twarzy Marco i Weroniki znikł uśmiech widząc rozpłakaną Dominikę ,która wychodzi z domu.
-O co chodzi?-Zapytał Marco patrząc z zdziwieniem na Weronikę.
-Mnie się pytasz, idę za nią.
-Dobra ja zostanę z Omerkiem.-Nagle do salonu, na dół zbiegł Moritz.
-Gdzie ona jest?!-Zapytał .
-Co ty jej zrobiłeś wyszła z domu, Weronika za nią pobiegła.
-Ja nic, nie wiem o co chodzi?-Powiedział zrozpaczony Moritz po czym udał się do drzwi wyjściowych.


Biegłam za nią a ona nie chciała się zatrzymać.
-Stój.-Darłam ryja na cały regulator, dogonił mnie Leitner a ,że był szybszy dogonił Dominikę i objął w pasie.Stwierdziłam,że lepiej będzie jak zostawię ich samych i poszłam do domu.
-Spójrz mi w oczy.-Moritz złapał ją kurczowo za ręke.
-Moritz ja czuję się jak szmata.
-Czemu ?.-Zapytał Leitner.
W jej oczach pojawił się łzy , przypomniała sobie wszystko co zrobiła Weronice ,Mario i Marco.A przed wszystkim przypomniała sobie to co zrobiła sama sobie.
-Wiesz jak to jest zabić drugiego człowieka!!.-Wydarła się na cały głos.
-Zabiłam własne dziecko rozumiesz, rozumiesz jestem zabójcą.!!
-W tym momencie Moritz przytulił ją mocno do siebie.
-Wiesz jak ja się czółam jakbym straciła cały świat , jeden ruch i straciłam wszystko co miałam.Do dziś nie mogę sobie tego wybaczyć, patrze na Omerka i widzę moje dziecko.
-Cii wszystko będzie dobrze .-Pocieszał ją lecz to nic nie dawało.
-Nie mam po co żyć.-Nagle powiedziała odrywając się od niego.
-Gdybym stracił ciebie stracił bym wszystko.-Bez zastanowienia Moritz przyciągną ją do siebie i zaczął namiętnie całować.
-Z tobą ,przejdę nawet najtrudniejsze chwilę nie zostawię cię nigdy mała.
-Obiecujesz?-Zapytała ocierając łzy.
-Obiecuje.-Popatrzył w jej błękitne oczy ,złapał za ręke i udał się wraz z nią do domu.


Weszli do domu i od razu pytania Marco.
-Co to było za przedstawienie!.
- Nie ważnę.-Odpowiedziała z uśmiechem Dominika patrząc na Mortiza.
-Dobra dziwne ale nie będę się czepiał.-Skomentował Marco.
-No i prawidłowo.-Odpowiedział mu Leitner.
-Dobra chodźcie na kolacje.-Zawołała Weronika.
-Ej to miała być kolacja we dwoje za wcześnie wróciliście.- Palną jak zawsze Marco tymi swoimi sucharami.
-Y Marco jaki suchar.-Skomentowała Dominika.
-No ale z dżemem.-Odpowiedział Marco.
-Suchar z dżemem specjalność Marco.-Powiedziałam z uśmiechem.
-No ale wybaczcie na kolacje przygotowałam naleśniki nie suchary.
-No przeżyjemy.-Odpowiedziałam Dominika.
-Pyszne!-Powiedział Marco.
-Ubrudziłeś się kochanie.-Skomentowałam .
-Gdzie?
Pocałowałam go namiętnie.
-Już nic nie ma.-Uśmiechnęłam się.
-Ale wy się kochacie.-Skomentował Moritz.
-Nom bez mojej księżniczki to nie wiem co bym zrobił.-Odpowiedział Marco patrząc w oczy Weronice.




----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 Takie namiętne obiecuje żę będzie akcja w następmnym xDProszę o komentarze 4 i pisze next i przy okazji zapraszam na mój kanał youtube .Dodaje tam filmiki o Marco Mario i całej Borussi




czwartek, 17 kwietnia 2014

Przypadek nie sądze






 Miałam już wychodzić z domu Mario,gdy ten złapał mnie mocno za rękę i przycisnął do ściany,zaczął namiętnie całować w tej samej chwili do domu Mario wszedł niespodziewanie Marco.Oderwałam się natychmiast od Mario i przywaliłam mu z liścia w twarz.Marco żucił  się na Gotzego i zaczął go bić.
-Marco uspokuj się !-Darłam ryja na nic ani jeden ani drugi nie miał zamiaru odpuścić.
-Jak mogłeś mi zabrać dziewczynę!-Krzyczał Mario .
-Widocznie nie byłeś tak dobry w łóżku żeby ją zadowolić,że wybrała mnie.!-Powiedział Marco,zatkało mnie.
To bardzo  rozzłościło Mario .
-Mario uspokuj się!!-Wydarłam się płacząc.
Gdy Marco zobaczył moje łzy przestał bić Mario.Szybko do mnie podbiegł i zaczął przytulać.Mario leżał z twarzą czerwoną od krwi.
Kucnęłam przy Mario razem z Marco zanieśliśmy go na łóżko.Marco usiadł ponieważ również miał rozwalony nos we krwi.
-Zachowaliście się jak dzieci.-Skomentowałam zła.
Zrobiłam im zimne okłady i obu oczyściłam z krwi.

-Przepraszam Marco.-Odezwał się po chwili Mario.
-To ja przepraszam nie powinienem mówić ci ,że jesteś..-Nie dokończył Marco bo zaczął się śmiać.
-Ale ty Marco jesteś głupi,z kąd wiesz jaki jest Mario w łóżku.-Zapytałam Marco na co Mario spojrzał na mine Reusa i zaczął się śmiać.
-Mniejsza o to, to jest nie istotne.Może w końcu do tych waszych mózgownic dojdzie ,że nie możecie się już kłócić to bez sensu.
-Masz racje .-Chłopaki krzyknęli równo i podali sobie ręce.
-No to na zgodę robimy teletubisiowy krem.-Wrzasnął Mario.
-Zgoda .-Obaj wstali i ruszyli do kuchni robić jakiś tak krem,nie miała pojęcia co to jest jak im coś strzeli do głowy to nie wiadomo czy masz się śmiać czy płakać.


Spędziliśmy miło czas u Mario, po 3 godzinach, byliśmy w domu.W wejściu przywitał nas Omerek i Dominika.
-Mamusia!!
-Hej mały .
-Czemu jeszcze nie śpisz mały, jest już późno.-Zapytał Marco patrząc na Omerka.
-No juz idę chyba nie.-Odpowiedział słodko Omerek i skierował się w stronę sypialni.
-Dobranoc.-Powiedziałam do synka całując go w czoło,to samo zrobił Marco.
-Dominika dzięki,że się nim tak zajmujesz.
-Nie ma sprawy i tak nie mam co robić.
Udałam się na górę aby wziąść prysznic jednak Marco mi w tym przeszkodził wlazł do łazienki i nie miał zamiaru z niej wyjść.
-Wyłaź byłam pierwsza.!
-Chciała byś.-Powiedział Marco z tym swoim uśmieszkiem.
-Marco !!.-Ten nic nie mówiąc zdjął koszulkę,mówiąc
-Wiem ,że lubisz mój szekszy brzuszek.
-YY zdjęłąm koszulkę mówiąc.
-Wiem ,że lubisz mój szekszy brzuszek xD.
-Dobra wygrałaś.-Zaśmiał się Marco wychodząc z łazienki.

Wyszłam po 30 minutach ,Marco umył się na dole i teraz leżał grzecznie,no dobra nie grzecznie w łóżku.
Weszłam do pokoju a ten z tekstem.
-Hey babe comon to bed Now!!.
Zaśmiałam się i położyłam się koło dzikiego Marco,który zaczął mi jeździć palcem po brzuchu i coraz wyżej i wyżej.
-STOP.-Zabrałam mu z tamta ręke.
-Uparta dziewczynka,tak bawić się nie będziemy.-Rzekł Marco siadając na mnie,przytrzymując mi przy tym ręce uniemożliwiając mi poruszanie się.
-Ej !-wrzasnęłam.
-Ty jesteś moja ja jestem twój i razem będziemy wywalać gnój.
-HaHa.-Zdążyłam powiedzieć tylko to gdyż Marco zaczął mnie namiętnie całować.
Strony się zmieniły teraz to ja byłam na górze.
-Ej!-Wrzasnął Marco.
Zaczęłam się cwaniacko śmiać.Zdjęłam z niego koszulkę i zaczęłam delikatnie go całować po torsie, on zrobił to samo.
-A serio jestem lepszy od Mario.
Nic mu nie odpowiedziałam tylko kontynuowałam pocałunki.



Minęła noc,kolejna noc z Marco.Leżeliśmy obok siebie patrząc sobie głęboko w oczy.Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Ja pójdę.-Ubrałam szlafrok i poszłam na dół otworzyć drzwi.
-Niespodzianka.!-Wrzasną
-Leitner!!.-Krzyknęłam z nie dowierzeniem wskakując na szyje  Moritzowi .
-Co ty tu robisz.
-A więc..-Nie dokończył bo na dół przyszedł Marco i zaczęli się ze sobą witać.
-No a więc ja ... WRACAM DO DORTMUNDU NA STAŁE.-Wypowiedziała słowa Moritz.
-Zajebiście.-W tym momencie na dół zeszłą Dominika.
-Hej.-Powiedziała nieśmiało
-O hej poznaj Moritza .-Powiedziałam do Dominiki.
-Hej Dominika.-Podała nieśmiało ręke Dominika .Trzymali się tak za ręke i ani jedno ani drugie nie potrafiło jej od sobie oderwać,patrzyli sobie w oczy i nic.
-Ekkhem.-Chrząkną Reus patrząc na mnie i się uśmiechając.
Nagle Moritz wybuchnął śmiechem , szybko wszyscy zaczęli się śmiać.
-Dobra chodźmy na śniadanie.Wszyscy kierowaliśmy się do kuchni.
W pewnej chwili usłyszałam płacz Omerka dochodzące z góry.Szybko pobiegłam na górę.
-Ciii co się stało.-Powiedziałam czule do dziecka, głaszcząc je po głowię.
-Mamusiu bo mi sie snilo ze ten potful chce mnie zjesc i on mi mowil ze ja nie bende jus nigdy mial rodzicow .-Móił przerażony wtulając się we mnie.
-Ten potwór gada głupoty.-Rzekłam z uśmiechem i wzięłam Omerka na ręce.Zeszłam z nim na dół.
-O a kto to jest.-Żekł do Omerka  Moritz.
-Mała awaria,duży potwór .-Powiedziałam
-Nie przejmuj się tata ci dzisiaj kupi odlotową piłkę.-Pocieszał go Marco biorąc go od mnie na ręce.
Razem z Dominiką przygotowywałyśmy śniadanie.
-Przyznaj ,że ci się on podoba.-Walnęłam łokciem Dominikę.
Ona nic nie mówiąc tylko się do mnie uśmiechnęła.
Usiadłyśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.
-Dobra  mam do was proźbę czy ja mógłbym zostać tu na parę dni, bo wiecie dopiero co przyjechałem i muszę czegoś poszukać, a nie chcę się błąkać po hotelach.-Poprosił nas o to Moritz.
-Jasne.-Rzekliśmy oboje.
-Tylko jest mały problem.-Powiedziałam.
-Jaki?-Spytał Marco.
-Będziesz musiał spać z Dominką .-Uśmiechnęłam się do niej.
Dominika zakrztusiła się herbatą.
-No dobra skoro muszę.-Nie miał z tym problemów Leitner.
-ŻE CO!!.-Krzyknęłą Dominika.
-Nie chisteryzuj przecież on ci nic nie zrobi.-Zaczęłam się śmiać.
-Ta żeby on jej nic nie zrobił.-Zaczą się śmiac razem ze mną Marco.
-Ha Ha ha bardzo śmieszne.-Powiedział Moritz .

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to jest 4 komentarze i next leci .Serio to nie wiem czy wam się spodoba ale dobra xDDDDDDD







poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Mów szeptem...o miłości

Czemu nadal błądzisz w moich myślach jeżeli szukasz  wyjścia to jest ono w moim sercu.

Obudziłam się w ramionach mojego Marco.Tylko mojego.Mam  wielkie szczęście,że on i mój synek Omerek są przy mnie.Bez nich mój świat nie miał by sensu.
Marco zaczął otwierać swoje niebieskie oczy.
-Hej-Powiedział patrząc mi w oczy.
Pocałowałam go mówiąc.
-Kocham cię Marco.
-Ja ciebie bardziej słońce.
-Marco coś nie daje mi spokoju ty wiesz co.-Spojrzałam na niego.
-Mówiłem ci już-Nagle przestało być miło.Marco oderwał się od mnie i patrzył w sufit .
-Marco.-Położyłam się na jego klatce piersiowej.
-Ja muszę się spotkać z Mario.-Powiedziałam do niego błagalnym głosem.
-Nie!.-Krzykną Marco .
-Czemu.Nie zabronisz mi.
-Zabronie!.
-Marco przecież nic mnie z nim nie łączy a dobrze wiesz ,że to również ty mógłbyś być ojcem dziecka!.-Przesadziłam,wiem ,że zraniłam tymi słowami Marco.W jego oczach pojawiły się łzy.
Nastała cisza.Długa męcząca cisza.W końcu Marco odwrócił się w moją stronę mówiąc.
-Boja się ,że cię stracę.-Powiedział przez łzy.
-To tylko spotkanie.-Spojrzałam na niego.
- Kocham cie Marco już na zawsze.-Spojrzałam na pierścionek zaręczynowy.Uśmiechnęłam się i pocałowałam Marco .Wstałam i zaczęłam się ubierać wiem,że Marco będzie zły lecz ja muszę spotkać się z Gotze.Miałam już wychodzić spojrzałam ostatni raz na Marco ,który milczał.Uśmiechnęłam się do niego i zniknęłam w drzwiach.Dominika z Omerkiem jeszcze spali .Założyłam buty i wyszłam z domu.Idąc tak ulicami Dortmundu myślałam o wszystkich chwilach spędzonych z Mario.

Po 30 minutach byłam przy domu Mario .Zapukałam do drzwi.Po chwili wyszedł z nich Mario.
-Hej.-Powiedziałam nie śmiało.
-Hej, wejdz.
-Musimy pogadać.-Powiedziałam.
Weszłam do domu zdjęłam buty na korytarzu zobaczyłam jedno znajome mi zdjęcie ,moje i Mario na wakacjach w Madrycie gdzie oboje się całujemy.Mario stał w futrynie i patrzył na mnie,która dziwnym códem stałam przy zdjęciu i nie mogłam oderwać od niego oczu.Może dlatego właśnie Marco nie chciał abym poszła do Mario bał się ,że wszystkie wspomnienia wrócą.
-Oj sorry zamyśliłam się.-Spojrzałam z uśmiechem na Mario.
-O czym chciałaś porozmawiać.
-Mario mam nadzieje ,że nie masz mi niczego za złe .
-Aha przyszłaś tu tylko po to.
-Nie!-Zareagowałam szybko.
-Pamiętasz tą noc, impreza u Piszczka.
-Najgorsza impreza w moim życiu.-Powiedział Mario spuszczając głowę.Złapał mnie nagle za rękę i zaczął mówić.
-Gdyby nie ona to teraz byłabyś przy mnie wspierała mnie w każdy momencie moje życia.Pamiętasz jak było nam z sobą dobrze , byłaś dla mnie wszystkim, jesteś nadal ,myślę o tobie 24 godziny na dobę.Nie  mogę
 o tobie zapomnieć .Twój uśmiech twoje oczu są dla mnie czymś więcej.Ta jedna jedyna noc ja nawet jej nie pamiętam ona nic dla mnie nie znaczy..
-Mario ja..-Musze mu to powiedzieć ale nie wiem jak .W tym momencie nie wiedziałam co robić Mario patrzył na mnie i mówił ja nie mogłam mu powiedzieć przestań !  nie miałam odwagi zachowywałam się jak tchórz .Czemu akurat ja muszę zawsze cierpieć.
-Nic nie pamiętałeś bo ...Dominika dosypała ci czegoś do drinku tak samo jak Marco.-Mario spojrzał na mnie.Zaczęłam mu wszystko po kolei mówić.Płacząc przy tym jak małe bezbronne dziecko.


-Impreza u Piszcza piękna noc , idziemy zakochani w  blasku księżyca.Wchodzimy nagle do miejsca które zmienia nasze życie .Ja podeszłam do Marco kilka mocniejszych drinków i...-Przerwałam bo musiałam wytrzeć łzy.
 -Obudziłam się u boku Marco. Szybko wyszłam z pokoju i szłam płacząc przez korytarz.Dominika dobrze wiedziała że będę iść akurat prosto do sypialni.Weszłam do środka zobaczyłam ciebie .Nawet nie wiesz jak się czułam widząc ciebie razem z moją najlepszą przyjaciółką.Chciałam się zabić.Nie miałam dla kogo żyć.Tego samego dnia wyjechałam do Polski.Gdy byłam na miejscu w moim starym studenckim mieszkaniu w Warszawie myślałam tylko o jednym. Żyletka ....Straciłam dużo krwi wyszłam na ulice i upadłam.Obudziłam się w szpitalu.Lekarze mówili,że códem przeżyłam, ale to nie była jedna informacja była jeszcze jedna.Jest pani w ciąży.Co w tedy czółam ...powiem ci tylko tylko tyle ,że gdyby nie Piszczek i Kamila to już byś mnie nigdy nie zobaczył.Minęło kilka dni wróciłam do Dortmundu , nabrałam odwagi by powiedzieć ci wszystko ,że dziecko nie jest twoje.Dalej to znasz prawdę.

 -Weronika....
 -Mario chce żebyś wiedział,że między nami już nic nie będzie, jestem z Marco szczęśliwa, nie mam ci niczego za złe .
-Jak ona mogła mi to z robić i czemu.-Zapytał
-Ona była o mnie zazdrosna, a pozatym to po tym co nam zrobiła poszła na imprezę gdzie... po prostu ją zgwałcili.Później wyjechałam do Irlandi na leczenia psychiczne.Wybaczyłam jej.
-Nie wiem czy dobrze robisz.-Powiedział Mario.
-Zabaczymy pozyjemy,
-Mario zostańmy przyjaciółmi.
-Będzie mi trudno.. ale skoro ty jesteś z Marco szczęśliwa .
-Jestem i to bardzo.
-Ja rozważam przejście do Bayernu tutaj nnic mnie już nie trzyma a po za tym Marco nie mogę na niego patrzeć on mnie nienawidzi.
-On po prostu musi się przyzwyczaić do dziecka.
Uściskałam Mario i kierwałam się do wyjścia.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo prosze o komentarze przynajmniej 3 i pisze kolejny rozdziała bo nie wiem czy wam sie podoba to co ja pisze.xD











poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Zazdrość czy jednak smutek?

Czemu mi to robisz. Jak możesz tak postępować z ludźmi dla których kiedyś byłaś na prawdę ważna.
- Weronika nawet nie wiesz co te 9 obsranych miesięcy dla mnie znaczyło i jak bardzo mnie zraniło myślisz, że chciałam cię zranić uwierz mi nie, ja byłam szantażowana bita i zgwałcona!-Powiedziała przez łzy które spływały jej po puliczkach .
Zatkało mnie nigdy bym się nie spodziewała tego co powie mi Dominika. Moje oczy zrobiły się czerwone i już miałam wybuchnąć płaczem
-Jak to byłaś szantażowana?-Zapytałam z nie do wierzeniem.
-Przepraszam- Powiedziała po czym chciała wybiec z domu lecz zatrzymał ją Marco.
-Stój nigdzie nie idziesz do puki wszystkiego nie powiesz!-Wrzasną do niej Marco.
Usiadłam na kanapie mój dawny koszmar wrócił i znów mnie męczy widzę rozpłakaną Dominikę i tak na prawdę to nie wiem czy powinnam jej uwierzyć. Przecież ona tak bardzo mnie zraniła.
-Ja nie chciałam to miało być inaczej!-Wrzasnęła przez łzy Dominika.
-Jak inaczej?-Zapytałam patrząc jej w oczy.
-To ja miałam teraz siedzieć obok Marco, to ja miałam teraz mieć z nim dziecko i tworzyć szczęśliwą rodzinkę. Ty zawsze byłaś tą lepszą zawsze taką kochaną Weroniką, zawsze odbierałaś mi wszystkich chłopaków. Wiesz jak się w tedy czułam ?.Aż do pewnego dnia w końcu zrozumiałam ,że to musi się skończyć . Wyszłam ze szpitala siedział  koło mnie Marco od razu mi się spodobał ,czułam ,że on czuje do mnie to samo ,że w końcu znalazłam kochającą mnie osobę. Poszliśmy do jego domu pamiętam jak dziś była piękna noc. Weszliśmy do domu miło rozmawialiśmy i...
-Skończ!-Nagle Marco wstał i powiedział.
-Nie możesz zrozumieć że ja wtedy nie wiedziałem co robię.
-No a wiesz czemu nie wiedziałeś co robisz?-Zapytała Dominika patrząc na dywan.
-Dosypałam ci do wina narkotyk gwałtu. Dalej Marco... byłeś cudowny.-Mówiła patrząc na blondyna.
-Obudziłam się w twoich ramionach narkotyk przestawał działać o 10:00  była 9:54.Leżałeś koło mnie i nagle wybiła 10:00 .Twoja reakcja nie była reakcją na jaka oczekiwałam.Wtedy zrozumiałam ,że tu znów chodzi o ciebie.-Dominika spojrzała na mnie .
- Postanowiłam się zemścić przespałam się z Mario mu też dosypałam coś do drinku.Pewnego dnia ty o wszystkim się dowiedziałaś,zrozumiałam jak bardzo cię zraniłam . Nie mogłam sobie wybaczyć tego jakie świnstwo popełniłam , tego samego wieczoru poszłam na impreze...-W tym momencie Dominika umilkła na chwile odwracając głowę w tył .
-Na tej imprezie zostałam zgwałcona , obudziłam się na policji.Nie mogłam z nikim porozmawiać wszystkich zraniłam nikt nie chciał mnie znać.Wyjechałam do Irlandii na 8 miesięcy dowiedziałam się tam,że jestem w ciąży usunęłam.-Dominika już dalej nie była w stanie nic mówić.
-Cii- Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.Nie mogłam sobie wyobraźić tego jak można usunąć swoje własne dziecko to tak jakbym ja usunęła, chociaż mi tez było bardzo ciężko w tym czasie. .
-Pszepraszem wyksztusiła Dominika.
-Wybaczam ci .-Powiedział przez łzy.
-Mogę u was zostać na parę dni do puki się nie ograne.-Zapytała mnie o to Dominika patrząc na mnie ze łzami w oczach.
-Jasne , możesz iść do gościnnego pokoju na górę.-Odpowiedziałam jej.

Dominika nic nie mówiąc wzięła swoją walizkę i poszła na górę po drodze łapiąc się za brzuch i płacząc.
-Nie mogę w to uwieżyć.-Powiedział z niedowierzeniem w to co usłyszał od Dominika.
-Marco?-Zapytałam.
-Czy ty zdajesz sobie sprawę ...,że to mogło być twoje dziecko.-Zapytałam cicho siadając przy zdruzgotanym Marco.
-Albo Mario - Po chwili odpowiedział mi Marco. 
-Muszę do niego zadzwonić i pogadać.-Już miałam rękę na telefonie,gdy Marco złapał mnie za rękę.
-Weronika.-Spojrzał mi w oczy Marco.
-Nawet gdyby to było moje dziecko to i tak bym cie kochał i kocham nadal.-Powiedział i mnie pocałował.
- Przecież ty nie wiedziałeś co robisz ona ci coś dosypała, .. to nie istotne Marco.
-Przez to wszystko zapomniała o własnym dziecku!!-Krzyknęłam na cały dom.
-Spokojnie u Piszczków niczego mu nie zabrakło?-Uspokajał mnie Marco.
-No może mu było dobrze ale oni sa pewnie nim wykączeni.-Odpowiedziałm z uśmiechem.
-Gdzie są klucze ?
-Na stole.
-Jadę po niego.
-Ja też ,czekaj!-Krzyknął za mną Marco.
-Dobra powiem Dominice że jedziemy po Omerka.

Udałam się na górę gdzie przez drzwi słyszłam płacz mojej przyjaciółki.Serce mi się krajało ja bez mojego dziecka nie mogę dnia wytrzymać, nawet nie wyobrażam sobię co ona musi czuć w ty momencie.
-Dominika my jedziemy po Omerka.-Zdałam sobie sprawę,że ona nawet go nie zna ale mniejsza o to.Przez drzwi usłyszałam tylko krótkie wymuszone OK.

Zeszłam na dół.Ubrałam się i udałam do sportowego samochodu w ,którym czekała na mnie Mraco.
W końcu ruszyliśmy.Po 30 minutach byliśmy na miejscu.
Weszliśmy do domu gdzie podejrzanie panowała cisza( Omerek ma 3 lata) nagle usłyszałam tupanie stup i głośne Mama!. W zięłam dziecko na ręce i mocno przytuliłam.
-No a taty już nie widziałeś?-Zapytał z uśmiechem Omerka po czym mocno się do nas przytulił.
-Hej -Krzyknął  radośnie Piszczek ,który patrzył się na nasze przytulańce.
-Elo- odpowiedziałam  z uśmiechem . Po chwili przyszła też Kamila z szklanką herbaty mówiąc.
-Chodźcie na kawę.
-Tak zrób naszą ulubiona kawę i wszystko ci opowiemy.-Odpowiedziałam z uśmiechem.
-Ej z kądś to znam.-Spojrzła na mnie podejrzanie Marco.
Yy może z reklamy xD.-Odpowiedziałam irytująco.
Usiedliśmy z Kamilą przy stole bo oczywiście chłopaki poszli bawić się z Omerkiem.
-Dominika ona wróciła.-Powiedziałam Kamili na co ona zrobiła minę wtf?.
-Co??
-No to opowiedziałam Polce całą historie.
-Nie do wiary.-Powiedziałam po chwili z łazami w oczach.
-No bardzo mi jej szkoda chociaż tyle złego mi zrobiła.
-Weronika wiesz,że to mogło być dziecko Marco.
-Wiem.-Odpowiedziałam odwracając głowę w tył gdzie widziałam słodkiego roześmianego Omerka ,który patrzy się na swoje tatę, który jeździ samochodem po głowię Łukasza mówiąc-Zjem twoje włosy a później nakarmię cię żelkami.
 Spojrzałam na Kamile z śmiechem.
-Marco ty już lepszych tekstów nie masz?-Zapytałam ze śmiechem.
 -Zjem cię .-Marco pokazał mi przy tym język śmiejąc się.
Minęły dwie godziny  czas się zbierać.Pożegnaliśmy się z Piszczkami dziękując im za opiekę nad Omerkiem. Po 30 minutach byliśmy w domu.Weszliśmy do willi .Poczuliśmy jakieś zapachy dochodzące z kuchni.
-Mmyyy..-Wydał z siebie głos Marco.
-Spojrzałam się na niego.
-Kochanie twoja kuchania jest najlepsza.-Powiedział po chwili z uśmiechem od ucha do ucha.
Weszliśmy do kuchni gdzie Dominika cos pichciła.
-Hej pomóc ci.-Zwróciłam się do niej z uśmiechem.
-Nie już wszystko gotowe pomyślałam ,że wam się jakoś odwdzięczę i coś upichcę.-Odpowiedziała Dominika.
Wzięłam Omerka na ręce i poszłam do Dominiki.
-Poznaj mojego małego najważniejszego mężczyzne Omerka
-Ej myślałem że to ja jestem ważniejszy-Odezwał się Marco,który siedział prz stole.
-Mama moja -Krzykął z uśmiechem Omerek patrząc się na Marco.
-Ej to moja żona.
-Omerek pokazał Marco język śmiejąc się.
-Osz ty wrzasnął Marco i podszedł do Omerka zaczęli jak małe dzieci ganiać się w okół stołu śmiejąc się prz tym.
-Dzieci powiedziałam patrząc na Dominikę która kończyła z uśmiechem potrawę.
-Spokój krzyknęłam biegać razem z nim po całym domu. Marco złapał mnie w tall i położył na łózko.
Omerek poszedł do Dominiki .Dominika wzięłą go na ręce mówiąc do nas no to chyba ja pójdę z Omerkiem na górę położyć go spać bo nasz mały ksiązy trochę ziewa.
-Mama ja ide śpać z ciociom pa.-Pomachał nam Omerek.
-Hymm czy my kochanie zostaliśmy sami?-Zapytał marco całując mnie po ustach.
Ani mi się waż Marco.




sobota, 22 marca 2014

Przeszłość

Szliśmy z Marco ulicami Dortmundu . Zakochanie i szczęśliwi.
- Kocham cię
- Ja ciebie bardziej Weroniko.
- Patrz Marco jak pięknie ten pierścionek błyszczy.Ci na prawdę na mnie zależy Marco.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo ciebie kocham .
Patrzyliśmy sobie w oczy . Jego słodkie niebieskie oczy zwrócone w moją stronę. Marco wziął mnie za biodra i delikatnie musnął w usta . Staliśmy na ulicy Dortmundu wśród ludzi i zapomnieliśmy o całym świecie.Naszą miłosną sielanke przerwał mój telefon, który zaczął dzwonić jak najęty.To był Łukasz.
-Halo Weronika jest już późno więc zabieramy Omerka do siebie.
- Jeju całkiem o nim zapomniałam , przepraszam.
- Spokojnie mały cały czas spał, nie przeszkadzam . Chciałem cię tylko powiadomić.
- Dzięki , pa.-zakończyłam rozmowę z Piszczkiem

-A więc na czym..- Nie dokończyłam bo Marco namiętnie mnie pocałował.
- Idziemy do domu Marco, bo ziomno się robi.
- Chodzmy .- Przyznał mi racje Marco i udaliśmy się do domu.

Ledwo weszliśmy do domu a Marco przyciągnął mnie do siebie mówiąc.
- Teraz chce przeżyć z tobą tą noc tak jak ty chcesz. Kochać się z tobą z twoją wzajemnością.Wtedy to nie było prawdziwe.
-A więc Marco ja...- Nie dokończyłam, znowu.
Marco wziął mnie na ręce zaniósł na górę, położył na łóżku.
- Na pewno tego chcesz.- Spytał Marco?
- Na pewno Marco.- Odpowiedziałam.
Marco delikatnie mnie całował.
Następnego dnia obudziłam się u boku Marco.
- I jak spałaś księżniczko.-Spytał uśmiechnięty od ucha do ucha Marco leżący na brzuchu.
-Wspaniale Marco , wiesz co ty całkiem całkiem jesteś w tych rzeczach.- Powiedziałąm z uśmiechem.
- Sama powiedziałaś ,że jestem lepszy od Mario.-Zaśmiał się Reus.
Marco zaczął całować mnie delikatnie po brzuchu, co zaczęło mnie łaskotać .
- Przestań to łaskocze- Zaczęłam się śmiać jak opętana.
W końcu wstałam w samej bieliźnie i zaczęłam kierować się w stronę szafy.
- Gdzie jest moja nowa bluzka.-Zwróciłam się do Marco,który leżał na łóżku i cały czas się na mnie patrzył.
-Na górze.
-Nie ma.-Stwierdziłam po chwili.
-No to pewnie na dole.-Odpowiedział mi znów Marco.
-Nie ma- odpowiedziałam , po czym spojrzałam na Marco, który naiętnie się na mnie patrzył i dziko uśmiechał.
-Jesteś piękna.-Dodał Marco.
-Tak chciałbyś żebym tak przed tobą paradowała w samej bieliźnie całe dni yhy.
-Czekaj zaraz ci pomogę.-Marco wstał z łóżka w samych bokserkach i do mnie podszedł od tyłu.
Marco podszedł do mnie od tyłu i delikatnie ściągnął ramiączko od biustonoszu.
-No miałeś mi pomóc Marco.-Spojrzałam na niego, i poprawiłam ramiączko.
-Dobra już dobra -Powiedział ,niechętnie.
-No i jest.-Marco znalazł koszulkę .
Zaczęłąm się ubierać, Marco wrócił na swoje łóżko i znowu przyglądał mi się bacznie co robię.
-I będziesz się tak lampił.-Zwróciłąm się do Marco trochę zdenerwowana.
-No a nie mogę patrzeć się na moją piękną,boską,namiętną...-Marco dalej wymieniała a ja krok po kroku zbliżałam się do niego.
-słodką, kochaną...-Marco dalej wymieniał a ja byłam dosłownie milimetr od niego .
-Marco-Przerwałam mu .
-Tak -Odpowiedział za niecierpliwiony mężczyzna w porządaniu jak najszybszego pocałunku.
-Zbieraj się jedziemy po dziecko!-Krzyknęłam .Mina Marco była bezcenna.
-No ruszaj się Marco?.
-Ale ty jesteś.-Powiedział przygnębiony i zły.
-Wiem wiem Marco jestem piękna inteligentna namiętna..-Drwiłam z Marco.
-A teraz kto ostatni na dole ten robi kanapki z nutellą.
Zeszliśmy razem na dół a raczej Marco zszedł a ja byłam znoszona przez niego na rękach.Usiadłam na kanapie i czekałam aż Marco zrobi mi coś dobrego do jedzenia.
-Marco, co ty tam w tej kuchni robisz.?
-No jedzenia a co można robić w kuchni.
-No nie wiem ci to różne pomysły do głowy wpadają.
Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.
-Ja otworze.-Powiedziałam.
Poszłam otworzyć drzwi których lepiej nie powinnam otwierać.
-A ty tu czego.-Spytałam z dziwieniem.
-Możemy pogadać.?
-Nie ma o czym zniszczyłaś moje życie
-Proszę porozmawiajmy.-Nalegała.
-Dobra ale tylko chwilę.
-Kto to?-Zapytał Marco
-Nikt ważny gotuj sobie.
-To wy jesteście razem?-Spytała zdziwiona Dominika .
-No a co smutno ci wiesz akurat to nasza miłość z Marco przetrwała, może nie wiesz że my mamy dziecko.
To była moja dawna najlepsza przyjaciółka Dominika, gdy ją zobaczyłam wszystkie wspomnienia wróciły jak zły sen o którym chciałam jak najszybciej zapomnieć.Jak koszmar który ciągle powraca. Jestem teraz szczęśliwa z Marco i nie pozwolę aby ktoś zniszczył naszą miłość.
-Bo ja..
-No ty .. ty mi życie zniszczyłaś.
-Ale ja..Weronika ja wiem że źle zrobiłam ale ja byłąm zazdrosna ty zawsze byłaś ta lepsza ładniejsza,mogłaś mieć wszyskich .
-Co ty gadasz jakbyś byłą ta gorsza to byś nie omotała dwóch mężczyzn tak bardzo mi bliskich.
-Weronika ja ciebie proszę.
-Dobra jak masz takie głupoty gadać to wyjdź .
-Dobra posłuchaj mnie jeszcze chwilę.
-Streszczaj się bo ja muszę w spokoju zjeść a ty mi tu od rana humor psujesz.-Odpowiedziałam bez namysłu popijając  herbatkę, może trochę głupio no ale serio głodna byłam xD.
-Od tamtego razu minęło 9 miesięcy.Po tym wszystkim co ci zrobiłam nie mogłam sobie tego wybaczyć wyjechałam do Irlandii na specjalne leczenia.Okazało się tam ,że jestem w ciąży.Mogę być w ciąży tylko z Marco lub z Mario.
W tej chwili akurat wszedł Marco który usłyszał to co mówi Dominika.
-Co?-W tym momencie szklanka z herbatą runęłam na podłogę.
-Nie dość ci ,że przespałaś się z Nimi obojga , zabrałaś mi wszystko to masz jeszcze  czelność właźić do mojego życia z butami.!!!
-Nienawidzę cię.






--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Plis komentujcie bo mam przez to motywacje ale dziwny rozdział serio !!! xDDD no ale takie życie w next będzie lepszy







piątek, 14 marca 2014

Piękna ... jest tylko ona (love)

Kiedy tak leżałam w szpitalu nie wiedząc jeszcze co mi jest , myślałam nad moim życiem i nad Mario czy to jest na pewno dziecko Marco czy Mario. W tej chwili na sale wszedł Marco, zdenerwowany Marco.
- Weronika kto jest ojcem.-  Krzyczał Marco.
- Marco proszę spokojnie - Odpowiedział z łzami w oczach.
- Przepraszam...- Opanował się po chwili Marco.
- Przecież wiesz że ciebie kocham ale , do szpitala przyszedł Mario i on twierdzi ,że to może być jego dziecko. Nie chcę ciebie stracić i nie chce stracić naszej miłości - Powiedział to i mocno mnie przytulił.
- Na pewno jej nie stracisz Marco kocham cię i już na zawsze będziemy razem zapamiętaj to sobie raz na zawsze.- Powiedział to patrząc się na Marco z uśmiechem.
- Ale nie chce żyć w niepewności ... nie umiem - Powiedział z oczami pełnymi strachu Marco.
Nagle do sali w której leżałam wparował Mario.
- A ty tu czego!?. - Powiedzaiał nieprzyjemnie do Mario Marco.
- No może ty myślisz ,że to twoje dziecko... no to się mylisz pamiętasz kochanie tą noc piękną noc..- Mówił Mario patrząc mi w oczy z wścipskim uśmiechem.
- Przestań Mario to było mi mięło już nie ma nas!!- Krzyknęłam zdenerwowana.
- Tak pamiętam jak się podniecałaś byłaś wyjątkowo piękna tamtej nocy..- Swojej opowieści nie dokończył Mario gdyż dostał od Marco w pysk.
- Skończyłeś już debilu, masz z tąd wyjść natychmiast bo roztrzaskam ci łeb!!- Wkurzył się Marco.
W tej chwili coś  zabolało mnie w brzuchu , poczułam skurcze zaczęłam zgnać się z bólu , Marco zawołał lekarza dalej nic nie pamiętam.


Obudziłam się i zobaczyłam szczęśliwego Marco siedzącego przymnie .
- Marco co mi jest czemu ja...- Nie dokończyłam bo Marco namiętnie mnie pocałował.
- Kocham cię- Powiedział Marco po czym usłyszałam płacz dziecka.
- Oderwałam się od Marco i zobaczyłam jak pielęngniarka niesie mi do rąk dziecko.
Ta chwila była dla mnie chwilą która mogła trwać wiecznie miałam w rękach moje małe maleństwo od którego moje życie przewróciło się do góry nogami. Z oczy zaczęły mi płynąć łzy radości.
- To nasze małe maleństwo nie zależnie od tego czy jest ono twoje czy Mario i tak to ty zawsze będziesz jego ojcem Marco- Powiedział tą i spojżłam się na MARCO KTÓRY płakał ze szczęścia.
Na sale wszedł lekarz i oznajmił że jutro będziemy mogli opóścić szpital.




Następnego pięknego dnia obudziłam się przy moim małym skarbie i Marco leżącym mi na nogach. W końcu MARCO otworzył oczy i uśmiechnął się gdy zobaczył dziecko po chwili powiedział.
- Nazwiemy go Omerek.
- Zawsze mi się to imię podobało.
Naszą rozmowę przerwał lekarz.
- Możecie państwo już wyjść z szpitala
 - Dziękujemy panie doktorze.- Powiedział Marco i zaczął pakować torby.
- Wiesz co zrobiłem test na ojcostwo i przyszły wyniki otworzyłem i ... jestem ojcem - Powiedział szczęśliwy.
- No wiedział,że nim jesteś patrz jaki jest do ciebie podobny.
- Tak ciekawe czy będzie taki z charakteru po mamusi.




Po godzinie drogi byliśmy w domu.
- Uff jak dobrze,że już jesteśmy w domu.-Oznajmił zmęczony Marco
- No i niby z dnia na dzień zostaliśmy rodzicami -  z uśmiechem popatrzyłam na Marco.
- Wiesz co dzisiaj planuję cię gdzieś zabrać, z dzieckiem zostaną Łukasz i Kamila. W końcu muszą się przyzwyczajać za miesiąc będą mieli własne.- Oznajmił łapiąc mnie za biodra Marco.
- Z koro nalegasz pocałowałam Marco.
- Nasze pocałunki przerwał płacz dziecka.
- Jeju chłopie ty to wiesz kiedy przeszkodzić rodzicom- Powiedział zrezygnowany Marco.
Ja tylko się zaśmiałam i poszłam do dziecka.

Mijały godziny ,aż w końcu do drzwi zapukali Łukasz i Kamila.
- No hej Marco pokaż nam tego swojego brzydala- Zaśmiał się Łukasz.
-No akurat śpi.
- Dobra jakby mały czegoś potrzebował to wszystko jest naszykowane na stoliku.- Powiedziałam do Kamili i Łukasza.
- Nie śpieszcie się damy sobie radę nie jesteśmy małymi dziećmi, w końcu my za miesiąc będziemy mieli to samo więc pa.- Powiedział Piszczek zamykając drzwi.
- A więc młoda damo zabieram cię w tajemnicze miejsce.- Mówiąc to Marco wziął mnie na ręce i kierował się w stronę samochodu.
- Tak a w jakie miejsce .. powiesz mi..?- Dopytywałam ale Marco milczał.
Po godzinie jazdy byliśmy na miejscu.
Byliśmy przed jakąś wieżą .
- Y aha Marco o co chodzi?- Zapytałam ale Marco nic nie mówiąc wziął mnie za rękę.
Szliśmy w górę po schodach na których leżały płatki róż. w końcu byliśmy na górze .
- MARCO JA ... jak tu pięknie .- Nie mogłam wyjść z podziwu tak było códownię wszędzie świece, nakryty stół  róże i piękny widok .
W tym momencie Marco klęknął przed wyciągnął pierścionek i powiedział:
-Czy wyjdziesz za mnie.
Zatkało mnie nie mogła wykrztusić ani słowa.
Rzuciłam się na niego i zaczęłam go namiętnie całować.