Szliśmy z Marco ulicami Dortmundu . Zakochanie i szczęśliwi.
- Kocham cię
- Ja ciebie bardziej Weroniko.
- Patrz Marco jak pięknie ten pierścionek błyszczy.Ci na prawdę na mnie zależy Marco.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo ciebie kocham .
Patrzyliśmy sobie w oczy . Jego słodkie niebieskie oczy zwrócone w moją stronę. Marco wziął mnie za biodra i delikatnie musnął w usta . Staliśmy na ulicy Dortmundu wśród ludzi i zapomnieliśmy o całym świecie.Naszą miłosną sielanke przerwał mój telefon, który zaczął dzwonić jak najęty.To był Łukasz.
-Halo Weronika jest już późno więc zabieramy Omerka do siebie.
- Jeju całkiem o nim zapomniałam , przepraszam.
- Spokojnie mały cały czas spał, nie przeszkadzam . Chciałem cię tylko powiadomić.
- Dzięki , pa.-zakończyłam rozmowę z Piszczkiem
-A więc na czym..- Nie dokończyłam bo Marco namiętnie mnie pocałował.
- Idziemy do domu Marco, bo ziomno się robi.
- Chodzmy .- Przyznał mi racje Marco i udaliśmy się do domu.
Ledwo weszliśmy do domu a Marco przyciągnął mnie do siebie mówiąc.
- Teraz chce przeżyć z tobą tą noc tak jak ty chcesz. Kochać się z tobą z twoją wzajemnością.Wtedy to nie było prawdziwe.
-A więc Marco ja...- Nie dokończyłam, znowu.
Marco wziął mnie na ręce zaniósł na górę, położył na łóżku.
- Na pewno tego chcesz.- Spytał Marco?
- Na pewno Marco.- Odpowiedziałam.
Marco delikatnie mnie całował.
Następnego dnia obudziłam się u boku Marco.
- I jak spałaś księżniczko.-Spytał uśmiechnięty od ucha do ucha Marco leżący na brzuchu.
-Wspaniale Marco , wiesz co ty całkiem całkiem jesteś w tych rzeczach.- Powiedziałąm z uśmiechem.
- Sama powiedziałaś ,że jestem lepszy od Mario.-Zaśmiał się Reus.
Marco zaczął całować mnie delikatnie po brzuchu, co zaczęło mnie łaskotać .
- Przestań to łaskocze- Zaczęłam się śmiać jak opętana.
W końcu wstałam w samej bieliźnie i zaczęłam kierować się w stronę szafy.
- Gdzie jest moja nowa bluzka.-Zwróciłam się do Marco,który leżał na łóżku i cały czas się na mnie patrzył.
-Na górze.
-Nie ma.-Stwierdziłam po chwili.
-No to pewnie na dole.-Odpowiedział mi znów Marco.
-Nie ma- odpowiedziałam , po czym spojrzałam na Marco, który naiętnie się na mnie patrzył i dziko uśmiechał.
-Jesteś piękna.-Dodał Marco.
-Tak chciałbyś żebym tak przed tobą paradowała w samej bieliźnie całe dni yhy.
-Czekaj zaraz ci pomogę.-Marco wstał z łóżka w samych bokserkach i do mnie podszedł od tyłu.
Marco podszedł do mnie od tyłu i delikatnie ściągnął ramiączko od biustonoszu.
-No miałeś mi pomóc Marco.-Spojrzałam na niego, i poprawiłam ramiączko.
-Dobra już dobra -Powiedział ,niechętnie.
-No i jest.-Marco znalazł koszulkę .
Zaczęłąm się ubierać, Marco wrócił na swoje łóżko i znowu przyglądał mi się bacznie co robię.
-I będziesz się tak lampił.-Zwróciłąm się do Marco trochę zdenerwowana.
-No a nie mogę patrzeć się na moją piękną,boską,namiętną...-Marco dalej wymieniała a ja krok po kroku zbliżałam się do niego.
-słodką, kochaną...-Marco dalej wymieniał a ja byłam dosłownie milimetr od niego .
-Marco-Przerwałam mu .
-Tak -Odpowiedział za niecierpliwiony mężczyzna w porządaniu jak najszybszego pocałunku.
-Zbieraj się jedziemy po dziecko!-Krzyknęłam .Mina Marco była bezcenna.
-No ruszaj się Marco?.
-Ale ty jesteś.-Powiedział przygnębiony i zły.
-Wiem wiem Marco jestem piękna inteligentna namiętna..-Drwiłam z Marco.
-A teraz kto ostatni na dole ten robi kanapki z nutellą.
Zeszliśmy razem na dół a raczej Marco zszedł a ja byłam znoszona przez niego na rękach.Usiadłam na kanapie i czekałam aż Marco zrobi mi coś dobrego do jedzenia.
-Marco, co ty tam w tej kuchni robisz.?
-No jedzenia a co można robić w kuchni.
-No nie wiem ci to różne pomysły do głowy wpadają.
Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.
-Ja otworze.-Powiedziałam.
Poszłam otworzyć drzwi których lepiej nie powinnam otwierać.
-A ty tu czego.-Spytałam z dziwieniem.
-Możemy pogadać.?
-Nie ma o czym zniszczyłaś moje życie
-Proszę porozmawiajmy.-Nalegała.
-Dobra ale tylko chwilę.
-Kto to?-Zapytał Marco
-Nikt ważny gotuj sobie.
-To wy jesteście razem?-Spytała zdziwiona Dominika .
-No a co smutno ci wiesz akurat to nasza miłość z Marco przetrwała, może nie wiesz że my mamy dziecko.
To była moja dawna najlepsza przyjaciółka Dominika, gdy ją zobaczyłam wszystkie wspomnienia wróciły jak zły sen o którym chciałam jak najszybciej zapomnieć.Jak koszmar który ciągle powraca. Jestem teraz szczęśliwa z Marco i nie pozwolę aby ktoś zniszczył naszą miłość.
-Bo ja..
-No ty .. ty mi życie zniszczyłaś.
-Ale ja..Weronika ja wiem że źle zrobiłam ale ja byłąm zazdrosna ty zawsze byłaś ta lepsza ładniejsza,mogłaś mieć wszyskich .
-Co ty gadasz jakbyś byłą ta gorsza to byś nie omotała dwóch mężczyzn tak bardzo mi bliskich.
-Weronika ja ciebie proszę.
-Dobra jak masz takie głupoty gadać to wyjdź .
-Dobra posłuchaj mnie jeszcze chwilę.
-Streszczaj się bo ja muszę w spokoju zjeść a ty mi tu od rana humor psujesz.-Odpowiedziałam bez namysłu popijając herbatkę, może trochę głupio no ale serio głodna byłam xD.
-Od tamtego razu minęło 9 miesięcy.Po tym wszystkim co ci zrobiłam nie mogłam sobie tego wybaczyć wyjechałam do Irlandii na specjalne leczenia.Okazało się tam ,że jestem w ciąży.Mogę być w ciąży tylko z Marco lub z Mario.
W tej chwili akurat wszedł Marco który usłyszał to co mówi Dominika.
-Co?-W tym momencie szklanka z herbatą runęłam na podłogę.
-Nie dość ci ,że przespałaś się z Nimi obojga , zabrałaś mi wszystko to masz jeszcze czelność właźić do mojego życia z butami.!!!
-Nienawidzę cię.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Plis komentujcie bo mam przez to motywacje ale dziwny rozdział serio !!! xDDD no ale takie życie w next będzie lepszy
Łączna liczba wyświetleń
sobota, 22 marca 2014
piątek, 14 marca 2014
Piękna ... jest tylko ona (love)
Kiedy tak leżałam w szpitalu nie wiedząc jeszcze co mi jest , myślałam nad moim życiem i nad Mario czy to jest na pewno dziecko Marco czy Mario. W tej chwili na sale wszedł Marco, zdenerwowany Marco.
- Weronika kto jest ojcem.- Krzyczał Marco.
- Marco proszę spokojnie - Odpowiedział z łzami w oczach.
- Przepraszam...- Opanował się po chwili Marco.
- Przecież wiesz że ciebie kocham ale , do szpitala przyszedł Mario i on twierdzi ,że to może być jego dziecko. Nie chcę ciebie stracić i nie chce stracić naszej miłości - Powiedział to i mocno mnie przytulił.
- Na pewno jej nie stracisz Marco kocham cię i już na zawsze będziemy razem zapamiętaj to sobie raz na zawsze.- Powiedział to patrząc się na Marco z uśmiechem.
- Ale nie chce żyć w niepewności ... nie umiem - Powiedział z oczami pełnymi strachu Marco.
Nagle do sali w której leżałam wparował Mario.
- A ty tu czego!?. - Powiedzaiał nieprzyjemnie do Mario Marco.
- No może ty myślisz ,że to twoje dziecko... no to się mylisz pamiętasz kochanie tą noc piękną noc..- Mówił Mario patrząc mi w oczy z wścipskim uśmiechem.
- Przestań Mario to było mi mięło już nie ma nas!!- Krzyknęłam zdenerwowana.
- Tak pamiętam jak się podniecałaś byłaś wyjątkowo piękna tamtej nocy..- Swojej opowieści nie dokończył Mario gdyż dostał od Marco w pysk.
- Skończyłeś już debilu, masz z tąd wyjść natychmiast bo roztrzaskam ci łeb!!- Wkurzył się Marco.
W tej chwili coś zabolało mnie w brzuchu , poczułam skurcze zaczęłam zgnać się z bólu , Marco zawołał lekarza dalej nic nie pamiętam.
Obudziłam się i zobaczyłam szczęśliwego Marco siedzącego przymnie .
- Marco co mi jest czemu ja...- Nie dokończyłam bo Marco namiętnie mnie pocałował.
- Kocham cię- Powiedział Marco po czym usłyszałam płacz dziecka.
- Oderwałam się od Marco i zobaczyłam jak pielęngniarka niesie mi do rąk dziecko.
Ta chwila była dla mnie chwilą która mogła trwać wiecznie miałam w rękach moje małe maleństwo od którego moje życie przewróciło się do góry nogami. Z oczy zaczęły mi płynąć łzy radości.
- To nasze małe maleństwo nie zależnie od tego czy jest ono twoje czy Mario i tak to ty zawsze będziesz jego ojcem Marco- Powiedział tą i spojżłam się na MARCO KTÓRY płakał ze szczęścia.
Na sale wszedł lekarz i oznajmił że jutro będziemy mogli opóścić szpital.
Następnego pięknego dnia obudziłam się przy moim małym skarbie i Marco leżącym mi na nogach. W końcu MARCO otworzył oczy i uśmiechnął się gdy zobaczył dziecko po chwili powiedział.
- Nazwiemy go Omerek.
- Zawsze mi się to imię podobało.
Naszą rozmowę przerwał lekarz.
- Możecie państwo już wyjść z szpitala
- Dziękujemy panie doktorze.- Powiedział Marco i zaczął pakować torby.
- Wiesz co zrobiłem test na ojcostwo i przyszły wyniki otworzyłem i ... jestem ojcem - Powiedział szczęśliwy.
- No wiedział,że nim jesteś patrz jaki jest do ciebie podobny.
- Tak ciekawe czy będzie taki z charakteru po mamusi.
Po godzinie drogi byliśmy w domu.
- Uff jak dobrze,że już jesteśmy w domu.-Oznajmił zmęczony Marco
- No i niby z dnia na dzień zostaliśmy rodzicami - z uśmiechem popatrzyłam na Marco.
- Wiesz co dzisiaj planuję cię gdzieś zabrać, z dzieckiem zostaną Łukasz i Kamila. W końcu muszą się przyzwyczajać za miesiąc będą mieli własne.- Oznajmił łapiąc mnie za biodra Marco.
- Z koro nalegasz pocałowałam Marco.
- Nasze pocałunki przerwał płacz dziecka.
- Jeju chłopie ty to wiesz kiedy przeszkodzić rodzicom- Powiedział zrezygnowany Marco.
Ja tylko się zaśmiałam i poszłam do dziecka.
Mijały godziny ,aż w końcu do drzwi zapukali Łukasz i Kamila.
- No hej Marco pokaż nam tego swojego brzydala- Zaśmiał się Łukasz.
-No akurat śpi.
- Dobra jakby mały czegoś potrzebował to wszystko jest naszykowane na stoliku.- Powiedziałam do Kamili i Łukasza.
- Nie śpieszcie się damy sobie radę nie jesteśmy małymi dziećmi, w końcu my za miesiąc będziemy mieli to samo więc pa.- Powiedział Piszczek zamykając drzwi.
- A więc młoda damo zabieram cię w tajemnicze miejsce.- Mówiąc to Marco wziął mnie na ręce i kierował się w stronę samochodu.
- Tak a w jakie miejsce .. powiesz mi..?- Dopytywałam ale Marco milczał.
Po godzinie jazdy byliśmy na miejscu.
Byliśmy przed jakąś wieżą .
- Y aha Marco o co chodzi?- Zapytałam ale Marco nic nie mówiąc wziął mnie za rękę.
Szliśmy w górę po schodach na których leżały płatki róż. w końcu byliśmy na górze .
- MARCO JA ... jak tu pięknie .- Nie mogłam wyjść z podziwu tak było códownię wszędzie świece, nakryty stół róże i piękny widok .
W tym momencie Marco klęknął przed wyciągnął pierścionek i powiedział:
-Czy wyjdziesz za mnie.
Zatkało mnie nie mogła wykrztusić ani słowa.
Rzuciłam się na niego i zaczęłam go namiętnie całować.
- Weronika kto jest ojcem.- Krzyczał Marco.
- Marco proszę spokojnie - Odpowiedział z łzami w oczach.
- Przepraszam...- Opanował się po chwili Marco.
- Przecież wiesz że ciebie kocham ale , do szpitala przyszedł Mario i on twierdzi ,że to może być jego dziecko. Nie chcę ciebie stracić i nie chce stracić naszej miłości - Powiedział to i mocno mnie przytulił.
- Na pewno jej nie stracisz Marco kocham cię i już na zawsze będziemy razem zapamiętaj to sobie raz na zawsze.- Powiedział to patrząc się na Marco z uśmiechem.
- Ale nie chce żyć w niepewności ... nie umiem - Powiedział z oczami pełnymi strachu Marco.
Nagle do sali w której leżałam wparował Mario.
- A ty tu czego!?. - Powiedzaiał nieprzyjemnie do Mario Marco.
- No może ty myślisz ,że to twoje dziecko... no to się mylisz pamiętasz kochanie tą noc piękną noc..- Mówił Mario patrząc mi w oczy z wścipskim uśmiechem.
- Przestań Mario to było mi mięło już nie ma nas!!- Krzyknęłam zdenerwowana.
- Tak pamiętam jak się podniecałaś byłaś wyjątkowo piękna tamtej nocy..- Swojej opowieści nie dokończył Mario gdyż dostał od Marco w pysk.
- Skończyłeś już debilu, masz z tąd wyjść natychmiast bo roztrzaskam ci łeb!!- Wkurzył się Marco.
W tej chwili coś zabolało mnie w brzuchu , poczułam skurcze zaczęłam zgnać się z bólu , Marco zawołał lekarza dalej nic nie pamiętam.
Obudziłam się i zobaczyłam szczęśliwego Marco siedzącego przymnie .
- Marco co mi jest czemu ja...- Nie dokończyłam bo Marco namiętnie mnie pocałował.
- Kocham cię- Powiedział Marco po czym usłyszałam płacz dziecka.
- Oderwałam się od Marco i zobaczyłam jak pielęngniarka niesie mi do rąk dziecko.
Ta chwila była dla mnie chwilą która mogła trwać wiecznie miałam w rękach moje małe maleństwo od którego moje życie przewróciło się do góry nogami. Z oczy zaczęły mi płynąć łzy radości.
- To nasze małe maleństwo nie zależnie od tego czy jest ono twoje czy Mario i tak to ty zawsze będziesz jego ojcem Marco- Powiedział tą i spojżłam się na MARCO KTÓRY płakał ze szczęścia.
Na sale wszedł lekarz i oznajmił że jutro będziemy mogli opóścić szpital.
Następnego pięknego dnia obudziłam się przy moim małym skarbie i Marco leżącym mi na nogach. W końcu MARCO otworzył oczy i uśmiechnął się gdy zobaczył dziecko po chwili powiedział.
- Nazwiemy go Omerek.
- Zawsze mi się to imię podobało.
Naszą rozmowę przerwał lekarz.
- Możecie państwo już wyjść z szpitala
- Dziękujemy panie doktorze.- Powiedział Marco i zaczął pakować torby.
- Wiesz co zrobiłem test na ojcostwo i przyszły wyniki otworzyłem i ... jestem ojcem - Powiedział szczęśliwy.
- No wiedział,że nim jesteś patrz jaki jest do ciebie podobny.
- Tak ciekawe czy będzie taki z charakteru po mamusi.
Po godzinie drogi byliśmy w domu.
- Uff jak dobrze,że już jesteśmy w domu.-Oznajmił zmęczony Marco
- No i niby z dnia na dzień zostaliśmy rodzicami - z uśmiechem popatrzyłam na Marco.
- Wiesz co dzisiaj planuję cię gdzieś zabrać, z dzieckiem zostaną Łukasz i Kamila. W końcu muszą się przyzwyczajać za miesiąc będą mieli własne.- Oznajmił łapiąc mnie za biodra Marco.
- Z koro nalegasz pocałowałam Marco.
- Nasze pocałunki przerwał płacz dziecka.
- Jeju chłopie ty to wiesz kiedy przeszkodzić rodzicom- Powiedział zrezygnowany Marco.
Ja tylko się zaśmiałam i poszłam do dziecka.
Mijały godziny ,aż w końcu do drzwi zapukali Łukasz i Kamila.
- No hej Marco pokaż nam tego swojego brzydala- Zaśmiał się Łukasz.
-No akurat śpi.
- Dobra jakby mały czegoś potrzebował to wszystko jest naszykowane na stoliku.- Powiedziałam do Kamili i Łukasza.
- Nie śpieszcie się damy sobie radę nie jesteśmy małymi dziećmi, w końcu my za miesiąc będziemy mieli to samo więc pa.- Powiedział Piszczek zamykając drzwi.
- A więc młoda damo zabieram cię w tajemnicze miejsce.- Mówiąc to Marco wziął mnie na ręce i kierował się w stronę samochodu.
- Tak a w jakie miejsce .. powiesz mi..?- Dopytywałam ale Marco milczał.
Po godzinie jazdy byliśmy na miejscu.
Byliśmy przed jakąś wieżą .
- Y aha Marco o co chodzi?- Zapytałam ale Marco nic nie mówiąc wziął mnie za rękę.
Szliśmy w górę po schodach na których leżały płatki róż. w końcu byliśmy na górze .
- MARCO JA ... jak tu pięknie .- Nie mogłam wyjść z podziwu tak było códownię wszędzie świece, nakryty stół róże i piękny widok .
W tym momencie Marco klęknął przed wyciągnął pierścionek i powiedział:
-Czy wyjdziesz za mnie.
Zatkało mnie nie mogła wykrztusić ani słowa.
Rzuciłam się na niego i zaczęłam go namiętnie całować.
piątek, 7 marca 2014
Dziecko
Cały czas myślałam o Mario , wiem ,że muszę o nim zapomnieć ale nie da się wymazać z życia osoby z którą spędzony czas był wspaniały . Brzuch był już bardzo wielki , myślałam że eksploduje .Marco przytulił sie do mojego brzucha mówiąc.
-Kocham cię mój malenkki synku będziesz wspaniały, piękny jak mamusia i mądry jak tatuś.
- Tak szczególnie mądry- Powiedziałam śmiejąc się.
- No a masz wątpliwości.-Spojrzał się na mnie Marco.
- Ja nie..- Odpowiedział z śmiechem, nagle zaczął boleć mnie brzuch.
- Co ci jest...- Zamarł Marco.
- Marco... to już...!- Ledwo to powiedziałam.
Marco szybko wstał pobiegł po torbę i wziął mnie mnie na ręce i szybko zaniósł do szpitala.Po 30 min. szybkiej i głośnej akcji z moim szczególnym darciem japy , byliśmy na miejscu.Zawieźli mnie na sale porodową .
Marco
Zadzwoniłem do Piszczka i Kamili aby szybko przyjechali do szpitala. Jeju aby tylko nic jej się nie stało . Myślałem tylko o niej i o synku miałem gdzieś , że mam teraz trening . Teraz ważna była tylko ona i on czyli moje całe życie .Nagle do szpitala weszli Łukasz , Kamila i.... niespodziewany gość.
- Hej a .. ty.. co tu robisz.- Spytałem ,ZASKOCZONY.
- Przecież to może być moje dziecko nie pomyślałeś.- Powiedział pewnie Mario.
- Mniejsza o to!! .- Naszą rozmowę przerwał poirytowany Piszczek.
- Masz racje kochanie - Przyznało Kamila.
-Kocham cię mój malenkki synku będziesz wspaniały, piękny jak mamusia i mądry jak tatuś.
- Tak szczególnie mądry- Powiedziałam śmiejąc się.
- No a masz wątpliwości.-Spojrzał się na mnie Marco.
- Ja nie..- Odpowiedział z śmiechem, nagle zaczął boleć mnie brzuch.
- Co ci jest...- Zamarł Marco.
- Marco... to już...!- Ledwo to powiedziałam.
Marco szybko wstał pobiegł po torbę i wziął mnie mnie na ręce i szybko zaniósł do szpitala.Po 30 min. szybkiej i głośnej akcji z moim szczególnym darciem japy , byliśmy na miejscu.Zawieźli mnie na sale porodową .
Marco
Zadzwoniłem do Piszczka i Kamili aby szybko przyjechali do szpitala. Jeju aby tylko nic jej się nie stało . Myślałem tylko o niej i o synku miałem gdzieś , że mam teraz trening . Teraz ważna była tylko ona i on czyli moje całe życie .Nagle do szpitala weszli Łukasz , Kamila i.... niespodziewany gość.
- Hej a .. ty.. co tu robisz.- Spytałem ,ZASKOCZONY.
- Przecież to może być moje dziecko nie pomyślałeś.- Powiedział pewnie Mario.
- Mniejsza o to!! .- Naszą rozmowę przerwał poirytowany Piszczek.
- Masz racje kochanie - Przyznało Kamila.
Subskrybuj:
Posty (Atom)