Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 29 maja 2014

Tylko z tobą

 Obudziłam się w ramionach Marco.
-Mareczku?.-Powiedziałam na pół śpiąca.
-Taaa..-Obódził się Marco.
-Wstawaj.-Położyłam się na jego klacie.
-Dzisiaj jest najwspanialszy dzień mojego życia.-Powiedziała Marco i pocałował mnie w czoło.
-A tak w ogóle to kto będzie świadkiem i świadkową.
-Mario i Dominika.-Odpowiedział Marco.
Zatkało mnie,przypomniałam sobie to co kiedyś oni mi zrobili...to było straszne nie chcę więcej przeżyć tych chwil.
-Marco ale...
-Coś nie tak.-Powiedz mu..nie nie możesz powiedz nie, nie możesz, powiedz.Nie wiedziałam co robić.Serce mówiło żebym go nie okłamywała,a rozum żeby nic nie mówić.Wyszłam szybko z pokoju,zaczął bolec mnie brzuch.
-Weronika co jest z tobą!-Krzyknął Marco.
Byłam w łazience i zwijałam się z bólu.Ostatnio miałam takie bule gdy byłam w ciąży,zaraz,może ja jestem w ciąży.
-Tylko nie to ja  nie chce cierpieć!!!-Wydarłam się na cały dom.
Natychmiast przy mnie pojawił się Marco.
-Marco proszę cię nie rób najgłupszej rzeczy w swoim życiu.-Mówiłam płącząc.
-Co się dzieje jakiej najgłupszej rzeczy?-Marco nie wiedział o co chodzi,patrzył na mnie i ocierłam mi łzy.
-Nie żeń się ze mną,ja zniszczę ci życie!
-Co?
-Marco ja...jestem w ciąży z Mario.!!!-Czemu ta zasrana historia powtarza się znów .Ranie wszystkich ludzi,których spotykam na swojej drodze.Jestem głupią dziwką,Mario miał racje.
-Weronika...-Marco odsunął się od mnie.
-Jak mogłaś-Dodał.A ja kurwa głupia siedziałam na podłodze i bałam się mu powiedzieć co Mario mi zrobił.Płakałam jak małe dziecko,rusz te cztery litery biegnij za nim,wstań nie poddawaj się-Mówiło mi serce.Przecież nie chcę go stracić.
-Marco,czekaj!-Zaczęłam za nim biec.
-Nie mów do mnie,zawsze wszystko toczy się w okół ciebie,myślałem,że jesteś inna lecz ty zawsze udajesz...udajesz że tylko taka jesteś,a ja głupi się w tobie zakochałem do szaleństwa.Strata dziecka nie nauczyłą cię jak żyć...jesteś beznadziejna nie chcę cię znać.-Mówił do mnie Marco.Nie miałam siły nawet płakać.Teraz powiem mu wszystko.Tak też zrobiłąm.
-Wysłuchaj mnie Marco.-Otarłam łzy.
-Mario zawiózł mnie do Monachium...tam zgwałcił,cieszysz się.-Powiedziałąm i spojrzałam na jego oczy.
-Weronika.-Powiedział ze skruchą.
-Wiesz co,może to prawda,że musimy od siebie odpocząć,choć ja nie wiem jak bez ciebie będę żyć.-Odkręciłam głowę,podeszłam do niego i delikatkie pocałowałam w czoło.On stał i nic nie mówił.

------------

Obudziłam i natychmiast wstałam,zaczęłam krzyczeć.
-Aaaaaaaaa!!!!!!!!.
-Kobieto zamknij się cały dom obudzisz.-Marco powiedział na pół śpiacy i schował głowę pod poduszkę.
 -To był tylko koszmar,Boże dzięki ci .!!-Zaczęłam skakać.Czyli,że Mario mnie w o0góle nie zgwałcił i nie jestem z nim w ciąży.Natychmiast położyłam się obok Marco i namiętnie go pocałowałam.Teraz wiem ,że bez niego moje życie było by do niczego.
-Ej teraz ci się na figle zebrało.-Powiedział Marco z cwaniackim uśmiechem.
-A ten zawsze o tym samym w ciąż.-Powiedziałam przekręcając oczy.
-Wiesz co miałam dziwny sen,taki głupi,że chce jak najszybciej o nim zapomnieć,bo nie chcę cię stracić...Kocham cię.-Dodałam po chwili.Marco się uśmiechnął,przytulił mnie i powiedział.
-Mojej miłości do ciebie nie da się wyrazić słowami.
-A jak?-Zaczęłam się śmiać.
-Inaczej.-Uśmiechnął się.
-Ani mi się waż!-Powiedziałam stanowczo.
Wstałam z łóżka w samej bieliźnie co wzbudziło w Marco zachwyt (xD).
-I co się cieszysz,nigdy kobiety w bieliźnie nie widziałeś.-Powiedziałam z sarkazmem.
-No tak pięknej to nigdy.-Marco zmienił pozycje.Ubrałąm się i poszłam na dół do kuchni gdzie siedziałą Dominika z Moritzem.
-Hejo.-Powiedziałam.
-Hej.-Odpowiedzieli równo jedząc kanapki.
-Jak tak zakocheńcze.-Powiedziełam z uśmiechem.
-Mamy dla was dwie wspaniałe wiadomości.-Powiedział Moritz.
-No zamieniam się w słuch.
-A więc pierwsza to to że ...-Nie dokończył Leitner bo Dominika mu przerwała.
-Jestem w ciąży.-Powiedziała.Najpierw mnie zamurowało.A później wstąpiła we mnie radość.
-Wspaniale Domiś!.-Krzyknęłam i uściskałam przyjaciółke.
-Ej cieszycie się bez mnie.-Marco zszedł na dół bez koszulli w samych spodenkach.
-Tak...zgadnij kto jest w ciąży?-Zapytałam.
-Ty.-Odpowiedział Marco.Uśmiech znikł z mojej twarzy,wiem,że Marco zawsze chciał mieć dziecko.I je miał lecz przez moją nieodpowiedzialność ,ono musiało umrzeć.Teraz boje się tej odpowiedzialności,boję się,żę znów wszystko zpieprze.A moje życie było wystarczająco popieprzone.
-Nie Dominika,przepraszam muszę wyjść.-Jak powiedziałam tak też zrobiłam,wyszłam z domu aby trochę pobiegać.To zawsze dodawało mi sił.A siły było mi teraz bardzo potrzeba.
Biegłąm pięknymi ulicami Dortmundu.Gdy poczułam zmęczenie usiadłam na ławce,siedział tam jakiś chłopak ale zbytnio mu się nie przyglądałam,usiadłam obok niego.
-Hej nie poznałaś mnie.-Powiedział chłopak.Spojrzałam na niego i raptownie wstałam.Serce zaczęło mi bić mocniej,brak oddechu w płócach.
-Mario!?...co...ty tu przecież ty grasz w Monachium?.
-Przyjechałem...




---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Przyjechał i dowiedzieć się dalej czemu niespodzianka Weroniki Komenrtujcie motywujcie licze na dużo komów i w next bedzie ślub :0000000000000000000000000000000)))))))))))))))))))))))))))))


sobota, 24 maja 2014

Uśmiechu

Doceń swoje życie,doceń to aby poczuć w nim w końcu radość.Uśmiechnij się do życia wtedy ono da ci to o czym ty marzysz. 

Bałam się coraz bardziej.Koło mnie siedział Mario .
 -Weronika przepraszam.-Powiedział Mario patrząc na mnie.
-Mario daruj sobie.
-Weronika powiedz,ale teraz tak naprawdę,czy ty serio nic do mnie już nie czujesz,odpowiedz na to pytanie szczerze i obiecuje zniknę z twojego życia na zawsze.-Powiedział Niemiec.Odkręciłam głowę w drugą stronę i zaczęłam się zastanawiać czy na pewno nic do niego nie czuję.Pamiętam to co mi zrobił. Zmienił się i to bardzo...ale widać że bardzo mu na mnie zależy,nigdy nie przestał mnie kochać nawet na chwilę.Z życia nie da się wymazać osoby z którą przeżyło się wspaniałe chwilę.Moje serce było zbyt miękkie by powiedzieć mu że nic do niego nie czuje bo było by to kłamstwo.Boję się zrobić krok w przód bo wtedy mogę zniszczyć całe swoje życie.Nie chce już cierpieć.Gdzie popełniłam błąd.Czy nikt nie może zrozumieć,że ja już nie chce smutku.Straciłam przyjaciół straciłam miłość,i najważniejsze straciłam moje kochane małe maleństwo,musiałam się leczyć by całkowicie nie zgłupieć.Bądz silna nie poddawaj się życie toczy się dalej.mówiłam sobie to kiedy tylko spojrzałam w lustro.Jutro biorę ślub,to miała być niespodzianka,która przygotowywał Marco.Lecz losy potoczyły się inaczej,to nie jest w żadnym wypadku wina Marco,że muszę teraz cierpieć.Przecież on nie wiedział co zrobi mi Mario,nie mógł tego przewidzieć,chciał dobrze,lecz skończyło się na moich łzach.
-Ja chcę do Marco.-Powiedziałam drżącym głosem.
-Oczywiście.-Powiedział zrezygnowany Mario.Następnie złapał mnie zarękę.Spojrzałam na niego z nieufnością.Myślałam,że znów chce mnie zranić.
-Nie bój się nic ci nie zrobię.-Wstałam i powiedziałam.
-Mario,zrozum ,że ja...-Serce zaczęło bić mocniej,patrzyłam na jego piękne oczy pełne nadziei.
-Ja jestem szczęśliwa z Marco.
-Rozumiem.-Mario spojrzał na mnie.
-Ej..ale teraz się uśmiechnij,jutro czeka cię twój najpiękniejszy dzień w życiu.-Powiedział Mario.
Nic nie odpowiedziałam ,tylko szłam za nim do samochodu .
Wsiedliśmy to sportowego auta.Mario całą drogę wstrzymywał łzy.Ja patrzyłam w szybę oczy miałam mokre.

W końcu ulice Dortmundu.Wyszłam z samochodu przed domem stał Marco.Gdy tylko go zobaczyłam natychmiast zaczęłam do niego biec.Zawiesiłam mu się na szyji.Próbowałam ukryć łzy.Widziałam ,że Mario odjeżdża z piskiem opon.
-Kocham cię...kocham.-Powiedziałam i pocałowałam Marco.
-Ja ciebie też kocham,bez ciebie nie umiał bym żyć.
-A więc księżniczko mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką.-Udawałam żę nic nie wiem,prawda była inna.
-Jutro bierzemy ślub.-Powiedział z radością Marco.
-Że co,ale ja ...
-Cii nic nie mów,wszystko już gotowe.-Przerwał mi Niemiec.
-Jesteś wspaniały,a Mario będzie na ślubie?-Zapytałam z ciekawości.
-Tak,a w ogóle to co ty z nim robiłaś w tym Monachium,mam nadzieje ,żę podobała ci się wycieczka,zawsze chciałaś zwiedzić Monachium.
- Tak podobała.-Szybko odwróciłam wzrok i przytuliłam się do Marco,chciałam zatrzymać łzy lecz mi się to nie udało.
-Chodźmy do domu.-Powiedziałam.
-Czemu płaczesz coś nie tak?-Marco zaczął coś podejrzewać.
-Nie to łzy szczęścia,bardzo się cieszę ,że już jutro będę twoją żoną.-Odkręciłam kota ogonem,okłamałam przed ślubem.
Weszliśmy do domu gdzie czekała na mnie romantyczna kolacja.
-Marco nie musiałeś.
-Musiłem.
Zasiedliśmy do stołu.Rozmawialismy o naszych przeżyciach i cieszyliśmy się sobą nawzajem.
-Już jutro będziesz moją żoną .
-Weronika Reus.-Powiedziałam z uśmiechem.
-Jak to brzmi,to nazwisko było ci przeznaczone.-Marco zaczął się do mnie przybliżać.Tak jak Mario zaczął jeździć mi po brzuchu palcem.
-Marco,może po ślubie.-Nie mogłam,po prostu nie mogłam tego zrobić.
-Nie mogę dużej czekać na ciebie.-Wiedziałam ,że nie odpuści.
I stało się :)





---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


No to next slub i chyba będę kończyc co w  na to





niedziela, 18 maja 2014

Obiecaj ,że on się o niczym nie dowie

No teraz to już wiem kto zabiła Omerka . Ona nie ma uczuć jej serce jest jak skała , nic do niej nie dociera.Na sali sądowej cały czas się śmiała a gdy przechodziła obok mnie i Marco powiedziała tylko''I tak będziesz mój Mareczku''.Brak mi słów do takich osób.



Wyszliśmy z sali sondowej
-Marco?-Zapytałam
-Tak.-Odpowiedział oschle niemiec.
-Nie gniewaj się proszę.
Marco nic nie mówił tylko dalej szedł ulicą.
-No Marco przecież wiesz,że cię bardzo kocham skarbie.
-Nie nie wiem.-Powiedział , po chwili milczenia.



I tak w ciszy doszliśmy do domu.Marco wszedł do domu i tradycyjnie usiadł na kanape i położył nogi na małym stoliku.
-Marco.. nie gniewaj się.-Stanęłam przed jego oczyma.
-Odsuń się bo zasłaniasz mi obraz.
-Ej noo.
-Odsuń się!!
-Marco!!-Usiadłam mu na kolana.
-Słucham.-W końcu odpowiedział jak człowiek.
-Wiesz dobrze ,że cię kocham to po co gadasz takie głupoty.?
-No bo... ty mnie nie kochasz.-Zrobił minę jak małe dziecko.
-Wiem poniosło mnie,nie powinnienem tak mówić no ale w tedy mnie zdenerwowałaś
-Dobra już wszystko jest dobrze.-Pocałowałam go w usta.
-Tak wszystko ..kochanie.-Odwzajemnił mój pocałunek.Zdejmował mi powoli bluzkę spodnie ...iiii nagle dzwonek do drzwi.
-Ja nie idę -Powiedziałam przez pocałunek.
-Ja też-Powiedział Marco zdejmując z  siebie koszulkę.
Jednak dzwonek nie dawał nam spokoju.
-Marco idź .
-Ty idź.
-Dobra ...zaraz wracam kotku!!-Powiedział zdenerwowany Marco ubrał bokserki i udał się w kierunku drzwi.Ja na wszelki wypadek ubrałam się byle jak i usiadłam grzecznie na łóżku.
-Hej stary.-Powiedział Mario wpadają  w ramiona przyjaciela.
-Hej...ty to wiesz kiedy przyjść.-Powiedział z uśmiechem Marco.
-A no właśnie a ty czemu bez koszulki, na dworze nie jest tak za ciepło.-Powiedział Mario niczego nie świadom.
-Baranie.-Złapał się za głowę Marco.
-Aaa.. już wiem -Mario poruszył brwiami.
-Właź i tak już wszystko zniszczyłeś.-Powiedział Marco.
-Sorry-Powiedział zawstydzony Gotze.
Usłyszałam głos Mario i przypomniałam sobie,że miałam z nim porozmawiać ale całkowicie zapomniałam,przez Ann.
-O hej.-Powiedziałam poprawiając włosy.
-Weronika musimy porozmawiać.-Powiedział Mario .
-Tak wiem przepraszam ..wtedy zapomniałam przez tą Ann.
-Spoko mnie też ona zdenerwowała.
-Dobra to wyjdziemy na chwilę bo chcę  porozmawiać na osobności.
-Marco pozwolisz.-Spojrzałam na złego Marco.
-Dobra ja i tak mam trening za 30 minut.
-Dziękuje.-Pocałowałam go w usta.Następnie ogarnęłam włosy i wyszłam z Mario.
-Mam do ciebie ważną sprawę.-Powiedział Mario gdy siedzieliśmy w aucie.
-No słucham.
-Wiem ,że twoim marzeniem było poznanie Monachium bliżej.
-No masz rację.
-Widzisz jak ja cię dobrze znam.-Uśmiechnął się Mario.
-Dobra do rzeczy..a tak w ogóle to gdzie ty mnie wieziesz.
-Niespodzianka.
-A więc przeprowadzam się do Monachium i będę grał w tamtejszym klubie.-Powiedział Mario i gwałtownie skręcił w prawo.
Nagle przypomniał mi się wypadek z Marco ,wszystko powróciło śpiączka 6 miesięcy bez mojego Marco.
-Proszę mógłbyś  jeźdźić wolniej.-Powiedziałam przerażona.
-O przepraszam.-Mario domyślił się czego tak na prawdę się boję w jeźdźie samochodem.
-Dobra a czy Marco wie o tej niby niespodziance?-Zapytałam Mario.
-Tak wie.-Powiedział Niemiec .
-Podejrzane.-Pomyślałam, coś mi tu śmierdzi.
-Dobra weź mi powiedz gdzie jedziemy.-Powiedziałam z znudzeniem.Jechaliśmy już 6 godzin.Kompletnie nie znałam tych ulic jeszcze nigdy nie byłam nigdzie poza granicami Dortmundu.
-Oki jesteśmy na miejscu.-Staneliśmy przed dużą willą .
-Aha-Powiedziałam zdziwiona wysiadając z samochodu.
-Gdzie ja jestem?-Zapytałam Mario.
-W moim nowym domu.
-Że co!!!-Powiedziałam zdenerwowana.
-Nie cieszysz się kochanie.-Powiedział Mario śmiejąc się.
-Wiesz co jakoś nie jest mi do śmiechu.-Powiedziałam.Wiedziałam ,że Mario coś knuje ,po co on mnie tu przywiózł.
Mario zaczął się do mnie przybliżać, był coraz bliżej.Na mojej skórze pojawiły się ciary ,bałam się coraz bardziej,w moich oczach pojawiły się łzy.
-Nareszcie jesteś moja,kocham te twoje malinowe perfumy,są słodkie jak ty.
-Odsuń się.-Powiedziałam cicho przez zacisnięte zęby.Nie wiem czemu ale nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.Byłam w obcym mi miejscu i nie wiedziałam o co chodzi.
-Ręka Mario była coraz bliżej moich ud.Chwyciłam go za ręke i chciałam się od niego oderwać,lecz to na nic on był za silny.
-Mario nie rób mi tego obiecałeś,że dasz nam spokój.
-Śmieszna jesteś,myślisz ,że tak łatwo sobie ciebie odpuszczę.
Mario złapał mnie gwałtownie za ręke i zaprowadził siłą do pokoju,położył na łóżku i zaczął się do mnie dobierać.Zaczęłam się drzeć,lecz on zakleił mi usta taśmą,wyrywałam się lecz on związał mi ręce.Nie mogłam nic zrobić on jest okropny zrobi to.Nagle mój telefon zaczął dzwonić.Mario spojrzał na mnie.
-Hy to pewnie ten twój chłoptaś.Spojrzał na wyświetlacz i powiedział.
-Miałem rację.-Odebrał telefon wziął na głośno mówiący i zaczął mówić.
-O siema stary.
-Siema.
-I co wszystko jest w porządku już dojechaliście.
-Tak,jesteśmy na miejscu.
-Jak tam w przygotowaniach do ślubu.-Zapytał Mario.
-A bardzo dobrze,Weronika będzie zachwycona ślubem.-Odpowiedział Marco.
-Super ona niczego się nie domyśliła ,to będzie wspaniała niespodzianka.-Powiedział Mario.
-No a mogę z nią porozmawiać.-Zapytał Marco.
Mario spojrzał na mnie .
-Nie ona teraz śpi była zmęczona,zresztą już się stęskniłeś.
-No masz rację strasznie się za nią stęskniłem ,jest dla mnie całym światem.
W oczach łzy,patrze na Mario jak ze spokojem gada z Marco,a ja nie mogę nic zrobić.Najchętniej teraz wtuliłabym się w Marco i już nigdy nie patrzyła na Gotze.
-No stary muszę kończyć,pa.-Zakończył rozmowę Mario.
-No widzisz jak twój chłopak się o ciebie martwi,ojojo biedactwo sam przygotowuje ślub,to miała być niespodzianka dla ciebie więc Marco sam mnie poprosił żebym cię zabrał do Monachium bo to było twoje marzenie by zwiedzić Monachium.Dobrze się złożyło,niczego się nie domyśliłaś.Mam wrócił z tobą do Dortmundu gdy już Marco wszystko przygotuje.Może coś powiesz-Powiedział i zaczął się śmiać.
-Oj zapomniałem ,że nie możesz ha ha.
Odkleił mi tą taśmę ,lecz ja nie miałam sił nic powiedzieć,byłam bezradna.
-Kochanie powiec coś,Mario przybliżył się do moich ust.Ja naplułam na niego mówiac.
-Zwykły huj z ciebie.
-A z ciebie niezła dziwka.-Na siłę zaczął mnie całować.
Boże kiedy to się skończy,powiecie ,że to zły koszmar.

Minęła godzina siedziałam na łóżku ,miałam związane ręce.
Mario chodził nerwowo po dużym domu,nie mogłam na niego patrzeć po tym co mi zrobił dla mnie był nikim,był zwykłym niedorobionym hujem.
-Spójrz na mnie.-Nie mogłam ,nie chciałam na niego patrzeć.
-Przepraszam.-Powiedział ,patrząc w moje oczy.Teraz to mnie zaskoczył,najpierw gwałci a teraz przeprasza.
-Weronika,ja jestem chory,po tym jak od mnie odeszłaś musiałem się leczyć.Ja po prostu nie mogę żyć bez ciebie.Chce zawsze czuć twoje usta twoje ciało,inne kobiety się dla mnie nie liczą tylko ty.Brak mi słów bo ty i tak tego nie zrozumiesz ty jesteś z Marco.Znikne z twojego życia raz na zawsze ,tylko mi coś obiecaj...obiecaj,że Marco nie dowie się ,że cię zgwałciłem.-Powiedział płacząc,następnie odwiązał mnie i szybko uciekł z domu w łzach.Nie wiedziałam co robić,zatkało mnie. Siedziałam na krześle i płakałam.Wszystko mnie bolało.Od tych sznurów miałam pręgi na rękach.
-Ja chce do Marco.-Powiedziałam sama do siebie w ciszy.Właśnie mój telefon,muszę natychmiast zadzwonić do Marco.Zaczęłam szukać mojego LG .
-Jest!!!.-Krzyknęłam.
Szybko wybrałam numer.
-Halo ,Marco!
-Hej.-Byłą 24:00, o tej porze Marco zawsze śpi.
-Proszę przyjedz po mnie,proszę!!!.-Móiłam płacząc,ręce mi drżały.
-Ale ja teraz ,czemu.
-Mario...on.-Przypomniałam sobie to co przed chwilą powiedział mi Mario,''Obiecaj,że nic nie powiesz Marco''.
-Poprostu przyjedz kochanie proszę.-Powiedziałam.klękając na kolana i chowając głowę w ręce.
-Helo Weronika gdzie jest Mario.-Rozłączyłam się i żóciłam telefon tak,że roztrzaskał się na trzy części.
Właśnie gdzie jest Mario,przecież on może sobie coś zrobić.Wiem skrzywdził mnie,ale on jest chory.Wyszłam szybko z domu.
-Mario!!!.-Wołałam.Okrążyłam cały dom,lecz go nigdzie nie było.
-Mario do cholery!!!.-Przecież ja nawet nie wiem gdzie jestem.
Za domem stała mała szopa,weszłam do niej.Bałam się jak cholera.Weszłam i zobaczyłąm Mario,który trzyma w ręku żyletkę.
-Stój.!!!-Krzyknęłam w ostatniej sekundzie.
-Zostaw to ,debilu!!!
-Weronika kocham cię,przepraszam.!!!
-Mario!!!.-Darłam się.
-Przepraszam.
W tej chwili szybko do niego podbiegłam i pocałowałam namiętnie.Wiem ,że tylko to mogło go uratować.
On upuścił żyletkę.
-Mario,nie możesz tego zrobić!.-Powiedziałam odrywając się od niego.
Mario wtulił się we mnie i z płaczem zasną.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uffff OBIECUJE ŻE BĘDZIE WESELEJ DALEJ Xd

 :)
kOMENT KOMENT KOMENT



czwartek, 15 maja 2014

Może trochę uśmiechu kotku.


Niesprawiedliwość, smutek,cierpienie hym.. to moje nowe motto życiowe.Strata boli teraz już wiem co to znaczy,co inni ludzie czują gdy odejdzie ktoś im bardzo bliski.Czasu nie cofnę,ale w moim sercu zawsze pozostanie mój mały skarb Omer for every.. Minął rok a ja nadal dusiłam w sobie łzy.''Ogarnij się'' mówiłam do siebie gdy tylko podnosiłam się z łóżka i spoglądałam w lustro.Wiem ,wiem kur*a to moja wina byłam nieodpowiedzialna , może jeszcze za młoda by zostań matką.On zginął tylko i wyłącznie przez mnie  
Stałam przed lustrem naglę poczułam dotyk na moim ramieniu.
-Cii..-Marco przytulił mnie od tyłu i delikatnie pocałował w ramię.
Wtuliłam się w niego by zdemaskować łzy napływające mi do oczu.
-Marco...ja..nie mogę żyć...chce umrzeć.-Jestem pod stałą opieką psychologa ale to na nic.
-Jak możesz tak mówić ,nie przeżyłbym bez ciebie.-Reus próbował mi to wybić z głowy.
-Obiecaj,że tego nie zrobisz.-Powiedziam mi Marco z niepokojem.
-Obiecuje.-Powiedziałam patrząc w podłogę.
-Wiesz co dzwonił do mnie wczoraj lekarz od rehabilitacji...iii...zapomniałem ci wczoraj powiedzieć bardzo ważnej rzeczy.
- Słucham?
- Oświadczam iż ja Reus...-Macco podszedł do mnie i objął w pasie.
-Ja Marco...powracam do gry w piłkę.-Marco zaczął skakać w okół mnie.
- Że coooo!!!! przecież lekarze mówili ,że to nie morzliwe.-Mówiłam z niedowierzeniem.
-Hymm....mówiłem już,że cię kocham.-Powiedział z tym swoim cwaniackim uśmiechem
-Nie.-Powiedziałam przygryzając usta.
Ahaaa...-Pocałunek jak z bajki. coraz bliżej krawędzi łóżka,jego wargi i boskie ciało pełne namiętności.
-Marco nie morzemy teraz.-Mruczałam coś gdy on mnie całował.
-Możemy.-Zaczą zdejmować ze mnie spodnie
-Marco nie możemy.
-Możemy niegrzeczna dziewczynko.-Powiedział z uśmiechem zdejmują ze mnie bluzkę.
-Ale...nie możemy tak.-Nie dawałam za wygraną.Marco nic nie odpowiedział tylko kontynuował pocałunki.
-A Omer!!.-Krzyknęłam.
Marco się oderwał.
-Ile razy to przerabialiśmy.-Powiedział leżąc obok mnie i patrząc się zły na sufit.
-Weronika nie cofniesz czasu!-Krzykną.
-Ale ja nie mogę.-Powiedziałam bezradnie.
-Ha a może ja cię już nie kręcę morze $mierć Omerka to tylko twój pretekst żeby wywinąć się od miłości.-Krzyczał Marco.
-Jak możesz tak mówić.!!-Wstałam z łóżka
-A co mówię prawdę.!
-Przecież wiesz,że cię kocham.
-Właśnie teraz się przekonałem jak mnie kochasz-Marco trzasną drzwiami i poszedł.
Byłam zła na samą siebie.Moje życie jest do dupy. Nagle zadzwonił telefon patrze na wyświetlacz Mario.
-Halo.-Odezwałam się na pół przytomna.
-Płaczesz??
-Nie mam katar.
-Nie kłam wiem kiedy płaczesz za dobrze cię znam.?-Domyślał się Niemiec.
-Dobra nie ważne co chcesz?
-Spotkajmy się, to ważne.
-Akuret teraz.-Zaptałam szczeże nie chciało mi się z nim spotykać.
-Tak dzisiaj na treningu OK.?
-Dobra,ale Marco może być zły.
-Czemu?
-Mała kłótnia w naszym związku.
-Aha rozumiem.
-Dobra to do zobaczenia.

Postanowiłam się ogarnąć .Ubrałam się ,uczesałam włosy.Chłopaki zaczynają trening o 12:30 byłą 12:00.Postanowiłąm wychodzić z domu.

Byłam na stadionie bardzo dobrze mi znanym Signal Iduna Park jedyne miejsce na ziemie gdzie życie staje się ciekawsze.Usiadłam na trubunach i czekałam aż chłopaki skończą trening aby porozmawiać z Mario.Widziałam ukratkiem oka ,żę Marco cały czas mnie obserwuje.Nagle zobaczyłam ,że w moją stronę kieruję się bardzo znana mi osoba.Pierwsza reakcje co ona to rubi?. .Nie nawidziałą ]=m jej ona jest koszmarem mojej przeszłąści ona zniszczyła mi życie poprostu jej nienawidzę.
-Hay.-Powiedziałam tym swoim zniekształconym językiem angielski.To była Ann byłą dziewczyna Mario i moja byłą najlepsza kupmela.
-Hej.-Odpowiedziałam od niechcenia.
-Widzę,że zmieniasz facetów jak rękawiczki.
-Co?-Nie wiedziałam o co jej chodzi.
-No najpierw Felix później Mario teraz Marco.-Powiedziała.
-Co cię obchodzi moje życie ..i tak mi je już dość zniszczyłaś możesz z tąd iść bo nie mam ochoty cię słuchać wybacz.-Powiedziałam zła już miałam jej przywalić a ten jej krzywy ryj ale się wspostrzymałam.
-Ha śmieszna jesteś jak tam twój mały bobasek jak on tam Omer ...muszę przyznac,że dziecko ci sie najlepiej udało jest bardziej podobne do Mario.-I tu mnie miała nie mogłąm wydusić z siebie słowa.
-To...nie jest dziecko Mario tylko Marco.-Powiedziałam przez zacisnięte zęby.
-Tak?-Powiedziała. z zaskoczeniem.
-Możesz z tąd iść.-W oczach miałąm łzy ale nie chciałam ich pokazywać przy niej.
-No i tak nie jest podobny do ciebie bo ty jesteś yy brzydka nie wiem co Marco w tobie widzi.-Przegieła.
-Wyjdziesz z tąd!!!-Zaczełąm się drzeć.
-Bo co !!
-Omer nie żyję miał wypadek potrącił go samochód wyjdziesz!!!!-Wykrzyczałam jej to w twarz .Natychmiast przy mnie pojawili się chłopacy.
-Możesz z tąd iść dziwko!-Wykrzyczał jej w twarz Mario.
-Kochanie przecież wiem ,że mnie kochasz.-Prowokował go Ann.
-Że co chyba śnisz.
-Wiecie co ja wiedziałam o wszystkim cieszę się że w końcu cierpisz!!-Wykrzyczała mi w  twarz.
-Tak to ja zabiłam twoje dziecko tego małego guwniarza nie mogłam patrzeć na te wasze obsrane szczęście
-Ty głupia szmato -Żóciłam się na nią bijąc ją rękami i kopiąc nogami.
-Jak mogłaś mało już mi zrobiłaś.-Powiedziałam jej w twarz lecz on tylko się śmiała.
-Widać za mało,to ja powinnam być teraz z Marco nie ty on jest mój.
-Spadaj ty małpo !!! Zabiłaś dziecko-Wydarł się Marco.
-Jeszcze wszyscy zobaczycie -Powiedziała i odeszła.
===========================================================================
No to czekam na wasze komentarze i polecajcie znajomym do obserwowania Jak wam się to podoba taki zwrot akcji Ann -_- i tak jej nie lubię xDDD


środa, 7 maja 2014

Nie wiesz ile kosztuje mnie powstrzymywanie łez.



Minęły 2 miesiące od wypadku.Nadszedł dzień,w którym Marco wychodził ze szpitala.
-W końcu powietrze.-Powiedział Marco gdy tylko przekroczył próg szpitala.
Ja tylko się na niego popatrzyłam z uśmiechem.
-Marco...-Nagle zatrzymałam się i złapałam go za szyję,a on mnie za biodra.
-Tak?
-Obiecasz mi coś.
-Wszystko czego chcesz.
-Obiecaj mi,że już nigdy mnie nie zostawisz...,że zawsze będziesz obok mnie i Omerka.
-Obiecuję,kocham was najbardziej na świecie.
-A ty mi coś obiecasz.-Zapytał.
-Tak?
-Jak przyjedziemy do domu to zrobibisz mi naleśnika z dżemem.
-Ha ha jasne,ale będziesz gruby.-Zaśmiałam się i pocałowałam go delikatnie w szyję.
-Ale tak naprawdę to obiecaj mi coś teraz tak na serio.-Powiedział bez ironii.
-Obiecaj mi ,że zostaniesz....zostaniesz moją żoną zostaniesz przy mniie na zawsze i nie opuściesz,będziesz moją gwiazdą na niebie i matką naszych dzieci.-Powiedział Reus , z moich oczu poleciały pojedyncze łzy.
-Nawet nie wiesz jak bardzo bałam się ciebie stracić...-Nie dokończyłam bo serce stanęło mi w gardle.
-Myślałam,że już nigdy nie powiesz mi,że mnie kochasz nie pocieszysz nie przytulisz.-Dokończyłam.
-Ja też bardzo się bałem o ciebie...o ciebie i Omerka nie chcę ciebie stracić.
-I nie stracisz obiecuję.-Powiedziałam mu to prosto w oczy.Następnie złapałam go za dłoń i ruszyliśmy w stronę auta.

godzinę później

Weszliśmy do domu.W drzwiach przywitała mnie Dominika i Moritz.Dominika rzuciła mi się na szyję.
-Weronika...-Powiedziała płacząc.
-Dominika nie płacz.-Powiedziałam cicho.
-Cieszę się ,że nic wam nie jest.
-W końcu w domu.-Marco usiadł na kanapie i położył nogi na stół,tak jak to miał w nawyku.
-Paamiętaj Marco,że musisz się oszczędzać.-Powiedziałam do Marco siadając przy nim.
-Właśnie stary co z..co z piłką.-Nieśmiało zwrócił się do Marco Moritz.
-Nie wiem stary na prawdę nie wiem.-Do jego oczu zaczęły napływać łzy.
-Lekarze mówią,że to mało prawdopodobne żeby Marco wrócił do gry.To był bardzo ciężki wypadek ledwo co uszliśmy z życiem cód ,że żyjemy i możemy się poruszać.-Powiedziałam spuszczając głowę w dół.
-Przepraszam.-Powiedział Marco następnie raptownie podniusł się z kanapy i udał się w stronę drzwi.
-On jeszcze tego nie zrozumiał...potrzebuje czasu.
-Ja sam sobie nie wyobrażam jak mógłbym żyć bez piłki,co dopiero Marco przecież on był bardzo dobrym piłkarzem .-Moritz mówił to przez zaciśnięte zęby.
Wszyscy siedzieliśmy w ciszy.Nikt nie mógł nic powiedzieć,nagle z sypialni dziecięcej zaczął dochodzić krzyk dziecka.
-Ja pójdę-Powiedziała Dominika.
 Spojrzałam niechcący na kalendarz, zobaczyłam tam datę zaznaczona na czerwono.Podeszłam bliżej na śmierć zapomniałam o urodzinach Omera.
-Jeju!!-Wrzasnęłam .
-Na śmierć zapomniałam.-Mortiz spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.
Musze mu to jakoś wynagrodzić muszę mu wynagrodzić moją nieobecność przy nim.
Dominika zeszła z Omerkiem na dół gdzie wszyscy się znajdowali.
-Hejo mały!-Powiedziałam z  uśmiechem i wzięłam go na ręce.
-Mamo co dzisiaj robimy.
-Hym a co powiesz na wycieczkę.
-Gdzie?-Zapytał mały przecierając rączką oczy.
-Niespodzianka.-Pocałowałam go w puliczek.
-Super!
-To idziemy ubieraj się.A ja pójde do taty.
-Dobze.-Odpowiedział mały i poszedł się ubierać.
Ja poszłam na taras gdzie siedział Marco.
-Marco dzisiaj Omer ma urodziny.-Powiedziałam do nieobecnego Marco.
-Wiem patrzyłem dzisiaj w kalendarz.-Powiedział.
-Marco musisz być silny.
-Jestem .-Wstał raptownie i ruszył w moją stronę.
-Love love love xD
Weszłam z Marco do domu wzięłam torbę i spakowałam potrzebne rzeczy.
-Gdzie Omer?-Zapytał Marco
-Noo.-Zaczęłam się rozglądać.
-Dominika wiesz może gdzie Omerek?-Zapytał Marco.
-Nie ja brałam prysznic nie wiem gdzie on jest.-Odpowiedziała zdziwiona.
-Może się schował.-Powiedział zdziwiony Moritz.
Patrzyliśmy na siebie.Nagle pisk   pisk taki sam jak w dniu wypadku.I bardzo głośny krzyk,MAMO!
-Omer!!!-Wybiegłam z domu za mną Marco.
 Podbiegłam do miejsca wypadku,klęknęłam przy moim synku,a raczej do zwłok mojego dziecka.Plama czerwonej krwi.Co mną kierowało,tego opisać się nie da duży ucisk w sercu niesamowita rozpacz i brak sił na łzy.Brak poczucia odpowiedzialności ,krwawiące serce moje połamane,jakby ktoś wbił mi w serce nóż ostry jak brzytwa .Czemu mnie to spotyka może w ogóle nie powinnam żyć.Natychmiast przyjechała policja straż i karetka.
-Proszę się odsunąć.-Krzyczeli policjanci,jednak gdy zobaczyli zwłoki  to tylko zdjęli czapki i stali bez ruchu.

Wszyscy stali bez ruchu i przyglądali się wypadkowi.Każdy wiedział ,że już nic nie da się zrobić  z świata odeszło małe niewinne dziecko o imieniu Omer Reus.Nigdy już nie wróci nie da się nic zrobić,nie da się cofnąć czasu.Umarł choć nie powinien.Jak to się stało nikt nie wie,może tak musiało być,ten świat przecież jest i zawsze będzie niesprawiedliwy.
STRACIŁAM SWÓJ SKARB!!!!!




---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Dobra...popłakałam się no!! Trudno było mi to pisać .

Czekam na wasze opinie i dużo dużo komentarzy :) motywujcie MNIE Lenia :) xD 

czwartek, 1 maja 2014

Żyj chwilą...

-Marco żyje,ludzie on żyje!!!-Darłam ryja,natychmiast przybiegli lekarze.Nie mogłam w to uwierzyć.Jednak życie potrafi zaskakiwać i to pozytywnie.Łzy smutku i rozpaczy zamieniłam na łzy radości i szczęścia.
-Niech pani opuści salę musimy przebadać pacjenta.-Krzyczeli lekarze,którzy biegali w okół Marco.
Wyszłam na korytarz gdzie czekał na mnie Łukasz.
-Weronika ! co z nim!!.-Darł się Łukasz.
Podeszłam do niego i mocno się w niego wtuliłam nie mogłam nic powiedzieć.
-Przykro mi Wera.-Po moich płaczach łuki stwierdził,że Marco nie żyję no ale się mylił.
-Łukasz ja...JAK MOGŁEŚ TAK POMYŚLEĆ!!!.-Wybuchnęłam śmiechem.
-Marco żyje żyję żyję!!.-Skakałam jak debil w okół Piszczka.
-Wystraszyłaś mnie!!.-Zaczął śmiać się razem ze mną Łukasz.
-Wiesz lubię straszyć ludzi.
-Nie dziwię ci się,wiesz jak nam ciebie brakowało ,ciebie i Marco waszych głupich żartów,beznadziejnych sucharów.
-No ale sucharów z dźemem.-Wtrąciłam.
-Tak,bez was było bardzo nudno.-Stwierdził Łukasz.
-A...co z Omerkiem.?-Zapytałam Łukasza. Szczerze to bardzo, bardzo za nim tęskniłam ale dzieci poniżej 18 lat nie mogły przebywać w szpitalu.Nie mogłam go zobaczyć ale nigdy o nim nie zapomniałam.Tęskniłam za nim całując jego fotografię.
-Pod naszą opieka nic mu nie jest. Wiesz, on bardzo za wami tęsknił codziennie pytał się gdzie mama, gdzie tata, my nie wiedzieliśmy jak mamy mu to powiedzieć że wy jesteście w śpiączce.Przecierz to tylko dziecko.
-Właśnie tylko dziecko ,któremu nie umiem dać najważniejszej rzeczy w jego życiu... ,miłości..-Stwierdziłam siadając na krześle.
-Nie mów tak jesteś bardzo dobrą matką.-Pocieszał mnie Łukasz.
-Tsaa..-Nie wierzyłam w słowa Łukasza.
-Weronika ja cię na prawdę podziwiam, przerzłaś bardzo wiele w swoim życiu, zdrada Mario,Dominika i do tego dziecko a mimo to dałaś sobie radę z wszystkim problemami.Uwierz mi nie jedna by już uległa..Jesteś bardzo silną kobietą inne powinny brać z ciebie przykład.
Naszą rozmowę przerwał lekarz.
-Pani Weroniko.. ja na prawdę nie wiem jak to się stało,że Pan Marco się obudził może pani go odwiedzić.-Powiedział lekarz z uśmiechem na twarzy.

Weszłam do dużej ,niebieskiej sali na której lerzał Marco.
Patrzyliśmy sobie prosto w oczy i po prostu nic, tylko łzy .Spojrzałam na nogi Marco,które były..po prostu były w gipsie niby zwykły gips a zmienia życie człowieka o 180 ..Następnie spojrzałam na Marco,po jego oczach widziałam wielki ,ogromny smutek i ból.A przed wszystkim strach ,że nigdy nie będzie już mógł grać w piłkę nożną. Pierwszy raz widziałam Marco jak płaczę .Przybliżyłam się do niego i ścisnęłam jego dłoń.
-Marco ja..-Nie mogłam wykrztusić ani słowa.
-Cii.. po prostu zostań.-Powiedział.Położyłam się koło niego i spojrzałam w jego błękitne oczy.Wiem,że chcę spędzić z tym mężczyzną całe swoje życie bez względu na wszystko.
-Ja Weronika obiecuje ci ..wierność, miłość i że cię nie opuszczę aż do śmierci.-Powiedziałam patrząc w jego oczy.Ujrzałam lekki uśmiech na twarzy piłkarza a następnie usłyszałam następujące słowa,które w jego ustach brzmiały inaczej.
-Ja Marco obiecuję ci ..wierność,miłość i że cię nie opuszczę aż do śmierci.-Powiedział Reus.
Położyłam się obok niego i zasnęłam trzymając go za dłoń.


Obudziłam się z uśmiechem przy Marco.Cieszę się , że on żyje .
-Marco ja dzisiaj wychodzę ze szpitala, muszę się spakować.
-Dobrze ,ale wrócisz...
Pocałowałam go i odeszłam.Spakowałam się i z pomocą Łukasza wróciłam do domu.Zostawiłam walizki w swoim domu i pojechałam do mieszkania Piszczków aby odebrać Omera.Po 30 minutach byliśmy na miejscu.Bardzo się cieszę ,że zobaczę Omerka , w końcu!Weszłam do domu, od razu powitała mnie Kamila.
-Hej.-Przytuliła mnie mocno.
-Hej.-Odpowiedziałam z uśmiechem.
-Dawno cię nie widziałam..myślałam żę cię już nigdy nie zobaczę.-Powiedziała mi do ucha .
Stałam przed nią i zdałam sobie sprawę ,że trzeba żyć każdą chwilą.Cieszyć się nawet z  najmniejszych rzeczy w życiu bo niby ,że mała rzecz a może cieszyć bardziej niż duża.
-Gdzie Omer?-Zapytałam z niecierpliwością aż w końcu go zobaczę.
-Gdzieś tu był.-Zaczęła rozglądać się Polka.Nagle w progu stanął Omerek trzymając w rękach samochodzik.
-Ciocia pats samotodzik sie ze...-Nie dokończył mówić kiedy mnie zobaczył.Z jego malutkich rączek wypadłą zabawka,w jego niebieskich oczkach pojawiły się łzy.Omerek stał bez ruchu i przyglądał mi się bacznie.
-Omerku chodz do mamusi.-Powiedziałam i rozłożyłam ręce.
Dziecko jednak stało i bacznie mi się przyglądało jakby z nie dowierzeniem że to ja jego mama.
Czyżby własne dziecko mnie nie poznawało.Traciłąm już nadzieję że mnie rozpozna serce krajało mi się na pół własne dziecko zapomniało jak wygląda jego mama.Co on musiał czuć gdy mnie przy nim nie było ,że jego rodzice go zostawili lecz to nie było tak.
-Mamusia...?-Naglę powiedział nieśmiało.Podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam.Mówiąc mu do ucha.
-Już nigdy...przenigdy cię nie zostawię.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Komentttttt i leci następny przynajmniej 5 i mówcie czy mam kończyć i zaczynać nowy ???