Łączna liczba wyświetleń

sobota, 29 listopada 2014

https://borussiadortmundlovee.blogspot.com/b/post-preview?token=qPrJ_kkBAAA.92y-PrZg7i5u26f-2xs_3A.pPR9RN-ouE20Q28stUSiTA&postId=4433165154888102841&type=POST Zapraszam serdecznie bardzo fajny bo MÓJ xD :D proszę !

piątek, 27 czerwca 2014

Nowy BLOG

http://mojaniezapomnianalove.blogspot.com/









Zapraszam serdecznie na mojego kolejnego Bloga !!!!!


http://mojaniezapomnianalove.blogspot.com/

 http://mojaniezapomnianalove.blogspot.com/

 http://mojaniezapomnianalove.blogspot.com/

Zajrzyjcie a nie pożałujecie ;)
 

 

czwartek, 19 czerwca 2014

Ślub

To dzisiaj ,nadszedł ten dzień,długo oczekiwany przez mnie.Wstałam i szybko pobiegłam do łazienki,szybki prysznic,i odrazy wizyta u fryzjera.Była 10:00. Po godzinie byłam na miejscu.Po fryzjerze udałam się do kosmetyczki była 12:00.Następnie manikiur , pedicure.Jeszcze po drodze zadzwoniłam do mojego projektanta czy z sukienką wszystko w porządku.Szczerze wróciłam do domu padnięta.Była 15:00.O 18:00 miała się zacząć ceremonia .Nagle dzwonek do drzwi.Otworzyłam a za drzwiami stała moja mama,siostra,Dominika i Kamila.
-O hej.-Powitałam wszystkie.
-Hej-Odpowiedziały chórem.
-No widzę,że już fryzik sobie zrobiłaś,paznokcie też doprowadzone do porządku.-Dominika zaczęła oglądać mnie od stup do głów.Sama miała na sobie zniewalająca kreacje uszytą przez Włoskiego projektanta mody.
-A gdzie suknia ślubna.-Zapytała moja mama.
-Zaraz powinien przyjechać...-Nie dokończyła,bo przeszkodził mi dzwonek.
-No właśnie to on.
-Witam wszystkich,a więc droga damo usiądź sobie na tym oto krześle a ja już się tobą zajmę.-Zwrócił się do mnie Włoski projektant .Jak kazał tak też robiła.
-No nie ten krój
-Źle!!
-Swwet
-Ale za krótko!!
-Czemu!
-Nie dotykaj!
-Zostaw to!!
-Wyjdź!
Wszyscy darli się w okół mnie a ja miałam to wszystko gdzieś.Myślałam tylko o tym aby było już po wszystkim.Miałam już dość tych ich krzyków i wrzasków ile można.Nic im nie pasowało.A przecież to ja miałam największe zadanie.I to jest mój najważniejszy dzień w życiu.
-Możecie wszyscy z tąd wyjść.!!-Wskazałam na drzwi.
-Oki
Zostałam sama ,chciałam przemyśleć parę spraw.Biała suknia,welon,piękne buty,przed domem limuzyna . Dziś wychodźę za wspaniałego mężczyznę mojego życia.Nie da opisać się w kilku marnych słowa tego człowieka.On dał mi coś więcej niż tylko miłość.Zwykłe Kocham cię nie wyraziło by uczuć ,które do niego czuje.W moim życiu zdarzyło się wiele,dobra i zła.Ale mimo wszystko Marco nigdy się od mnie nie odwrócił nie powiedział,że jest mu ciężko,że nie ma już siły,zawsze był silny,zawsze podtrzymywał mnie na duchu.Nigdy nie pozwolił mi upaść A jednak warto wierzyć w marzenia.Ja zwykła dziewczyna z Mazowsza,poznałam chłopaka piłkarza,gracza Borussi Dortmund.Dziś zostane jego żoną.A najbardziej w tym wszystkim jest dziwne to ,że życie dało nam wiele przeszkód abyśmy mogi je razem pokonać.A może to nie były przeszkody tylko sprawdzian przed ,obowiązkami jakie czekają nas w przyszłości.Nieodpowiedzialność,ból strach i dużo łez sprawiało ,że coraz bardziej zaczęliśmy się ze sobą wiązać nie tylko fizycznie ale też psychicznie.

-Weronika ja nie chcę ci przeszkadzać ale za 30 minut rozpocznie się ceremonia.-Dominika weszła do pokoju , w którym siedziałam i stanęła przed mną.
-Nie mogę w to uwierzyć.-Powiedziała a z oczu popłynęła jej łza.
-Ja też.-Spojrzałam na nią,następnie wstałam i zaczęłam się obracać.
-Pięknie wyglądasz Weroniko Reus.
-To już za 30 minut.
- Ej,tylko się nie popłacz mi tutaj.
-No będę silna jak ty.
Wstałam i przytuliłam się do Dominiki.Mimo wszystko co stało się między nami to i tak ona zawsze była przy mnie w najtrudniejszych chwilach mojego życia.Nigdy o niej nie zapomnę.

Czarna limuzyna podjechała pod dom,w okół mnie bardzo dużo ludzi i fotoreporterów,widzę go jak kieruje się w moją stronę.Marco,gdy mnie zobaczył poprawił grzywkę jak to miał w zwyczaju i złapał mnie za rękę  zaprowadził do samochodu.


Po 30 minutowej drodze do kościoła byliśmy na miejscu.Wysiadłąm delikatnie z samochodu.
-Weronika,nie stresuj się tak.-Powiedział do mnie Dominika.Lekko się uśmiechnęłam i spojrzałam w prawą stronę.Zobaczyłam Mario.Patrzyliśmy na siebie aż w końcu on się do mnie uśmiechną i pokazał mi zaciśnięte kciuki.

Stałam na czerwonym dywanie ostatnie poprawki i w końcu usłyszałam pieśń ślubną.Serce biło mi jak nigdy wcześniej.Idę uśmiecham się i widzę go jak stoi przy tym ołtarzu.

Stałam przed nim i patrzyłam w jego piękne oczy.
-Czy ty Weroniko chcesz wyjść za Marco.
-Tak.-Powiedziałam a w oczach miałam łzy.
-Czy ty Marco chcesz wyjść za Weronikę.-I w tej chwili nastała cisza.Patrzyłam na Marco a ten nic.Czyżby on chciał się wycofać,w mojej głowie tworzyły się już złe myśli.
-Tak.-W końcu wszyscy to usłyszeli,nie wiem czemu Marco tak długo się nad tym zastanawiał.
-A więc ogłaszam was mężem i żoną ,możecie się pocałować.
Zaczęlismy się uśmiechać i patrzyliśmy sobie w oczy,w końcu zatopiłam się w jego ustach.

Wyszliśmy z kościoła i wszyscy zaczęli nas obsypywać ryżem.
-Marco?
-Tak?
-W co ty się wpakowałeś?
-Nie wiem
-Może w to,że teraz na zwsze bedziesz tylko moja.
-A ty zawsze mój.
-Kocham cię.
-Ja ciebie kocham bardziej.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Robię test,proszę o jak największą liczbe komentarzy,dla was to mało dla mnie to bardzo bardzo bardzo ważne.Mam do was jeszcze pytanie czy mam juz zakończyc tego bloga i zaczynac nowego??????????????

sobota, 7 czerwca 2014

Spadająca gwiazda

Nie boję się niczego ani pająków ani burzy   boję się czego bardzo złego, boję się że cię kochany stracę.
Mario co ty tu robisz?-Zapytałam zaskoczona.
-Przyjechałem na wasz ślub.-Powiedział z irytacją Niemiec.
-Zaraz,zaraz,jaki ślub do cholery?-Krzyknęłam.Nic nie wiem o żadnym ślubie,przecież  Marco o niczym mi jeszcze nie powiedział.Fakt zaręczyliśmy się.Ale ze ślubem to się tak zawsze odciągało.Ato dziecko jakieś ważne wydarzenia.I moje koszmarne życie.I ten sen,nie mogę sobie go wymazać z pamięci,czyżby to przepowiedia,dokładnie przecież Mario był w tym śnie i był ślub.
-No ślub twój i Marco,Marco sam mnie zaprosił na ten ślub,będę świadkiem.-Powiedział.Zamarłam z jednej strony to się cieszyłam bo w końcu będę szczęśliwa z nim u mego boku.Ale z drugiej to czemu on mi nic o tym nie powiedział.
-To czemu ja o tym nic nie wiem.?!
-No bo to miała być...no żesz kurde,jednak nie umiem trzymac języka za zębami.-Mario się zawstydził i złapał się za głowę.
-Ha ha oj Mario Mario.-Zaczęłam się śmiać.
-To nie jest śmieszne Marco mnie zabije.
-Spoko nic mu nie powiem , jestem ciekawa w jakich okolicznościach on mi to powie.
-Dobra,to jakby co to ja nic nie mówiłem.
-Ok
-Idziesz do nas?
-Tak właśnie się kierowałem w stronę waszego domku i tak jakby się trochę zmęczyłem,a samochód zostawiłem...dobra samochód mi ukradli.
-Że co?
-No poszedłem wczoraj na imprezę i jak przyszedłem to samochodu nie było.
-Odpłyną sobie.-Zaczęłam się złośliwie śmieć.
-Dobra Gotze chodź bo jak na ciebie patrze to widzę ofiarę losu.-Złapałam go za rękę i udaliśmy się razem do mojego domu.

Po 30 minutach byliśmy na miejscu.Otworzyłam drzwi,słyszałam tylko granie telewizora.
-Cii- Powiedziałam do Mario aby ten zachowywach się cicho.
Weszłam na paluszkach do salonu i zobaczyłam jak Marco słodko sobie leży a w ręku trzyma...ulubioną zabawkę Omerka.
-Śpioszek.-Powiedział Mario.
-Leniuszek raczej.
-Śpiocholeniuszek.-Powiedział Mario.
-Słodziak.-Powiedziałam opierając się o ścianę.
Mario się na mnie spojrzał mówiąc.
-Bez przesady, ja jestem słodszy.
-Tsaa...
-No kiedyś ci się podobałem jakoś.
-Mario nie zaczynaj.-Powiedziałam głośniej i w tedy Marco się obudził.
Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolana ,złożyłam pocałunek na jego ustach i powiedziałam.
-Wiesz co...-Nie dokończyłam bo Marco zaczął mnie całować.
-Marco...
-Ale przestań...
-Reus...
-Daj spokój...
-Mario tam stoi.-Spojrzałam na Mario a ten się śmiał.
-Ej on zawsze taki agresywny.-Powiedział Mario przez śmiech.
-Ha ha ha,bardzo śmieszne Mario.-Reus wstał i się uśmiechną.
Ja leżałam na łóżku i przewracałam się od śmiechu.
Śmieliśmy się tak z Gotze dobre 5 minut, jakoś nie mogłam przestać się śmiać.Marco patrzył się na nas jak na debili.
-Gorzej wam?-Zaptał Marco.
-Dobra koniec.-Wstałam i poszłam do kuchni.
-Ej czy ty wiesz ,żę za 10 minut mecz.-Powiedział Gotze patrząc na zegarek.
-Jeju,całkiem zapomniałem!-Marco złapał się za głowę.Szybko poszedł na górę po torbę treningową,miał w niej wszystkie potrzebne rzeczy.Zszedł szybko na dół i wraz z Mario i mną pojechaliśmy na mecz.

Mieszkaliśmy blisko stadionu i po 5 minutach w ekspresowym tępie byliśmy na miejscu.
-Trener nas zabije!-Krzykną Marco.
-Już się boję!-Odpowiedział mu Mario.
-Dobra lecie.-Powiedziałam i dałam buziaka Marco.

Chłopaki pobiegli na mecz a ja poszłam na trybuny aby kibicować BVB.
Zajęłam najlepsze miejsca na żółtej ścianie,w tłumie żółto-czarnych flag i szalików.Uwielbiam to miejsce,gdzie wszystko wydaję się takie inne.
Borussia grała w tym meczu z swoją imienniczką.Pierwsze minuty spotkania były nerwowe,dwie poprzeczki w wykonaniu Piszczka.Kończyła się 1 połowa meczu i w ostatnich minutach Marco Reus strzelił gola, po czym podbiegł do trybun na których się znajdowałam i pokazał serce.Wszyscy się na mnie patrzyli,a ja się zarumieniłam.Sędzia zakończył pierwszą połowę meczu.Jedna wszyscy zawodnicy zostali na mórawie i stanęli w rzędzie.Nie wiedziałam o co chodzi,wszyscy kibice pozostali na swoich miejscach i podnieśli w górę szaliki.Marco wziął do ręki mikrofon i zaczął mówić.
-Jest to dla mnie bardzo ważny dzień,myślę ,że nawet najważniejszy w moim życiu,jest to dzień w którym poznałem wyjątkową osobę o imieniu Weronika.-Po tym przemówieniu Marco kierował się w moją stronę,przeskoczył barierki i klękną przed mną mówiąc.
-Czy będziesz moją żoną.-Brak mi słów.Moim marzeniem zawsze były oświadczyny na Signal Iduna Park.
-Tak.-Powiedziałam stanowczo.Marco wstał i mnie pocałował.Wszyscy kibice zaczęli wykrzykiwać moje imię.Ja stałam i ze szczęścia płakałam.Marco ostatni raz na mnie spojrzał i powrócił na mórawe.Rozpoczęła się druga połowa meczu.Oczywiście BVB wygrało 3-) z swoją imienniczką.

Wyszliśmy ze stadionu.
-Kiedy ślub.-Zapytałam.
-Za dwa dni,już wszystko gotowe.
-Kocham cię Marco.
-Ja ciebie bardzo przecież wiesz.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam w niebo,ujrzałam spadająca gwiazdę i pomyślałam życzenie.Marco zrobił to samo.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ludzie co się z wami dzieje !!!! KOMENTUJCIE PROSZĘ !!! :) Xd

czwartek, 29 maja 2014

Tylko z tobą

 Obudziłam się w ramionach Marco.
-Mareczku?.-Powiedziałam na pół śpiąca.
-Taaa..-Obódził się Marco.
-Wstawaj.-Położyłam się na jego klacie.
-Dzisiaj jest najwspanialszy dzień mojego życia.-Powiedziała Marco i pocałował mnie w czoło.
-A tak w ogóle to kto będzie świadkiem i świadkową.
-Mario i Dominika.-Odpowiedział Marco.
Zatkało mnie,przypomniałam sobie to co kiedyś oni mi zrobili...to było straszne nie chcę więcej przeżyć tych chwil.
-Marco ale...
-Coś nie tak.-Powiedz mu..nie nie możesz powiedz nie, nie możesz, powiedz.Nie wiedziałam co robić.Serce mówiło żebym go nie okłamywała,a rozum żeby nic nie mówić.Wyszłam szybko z pokoju,zaczął bolec mnie brzuch.
-Weronika co jest z tobą!-Krzyknął Marco.
Byłam w łazience i zwijałam się z bólu.Ostatnio miałam takie bule gdy byłam w ciąży,zaraz,może ja jestem w ciąży.
-Tylko nie to ja  nie chce cierpieć!!!-Wydarłam się na cały dom.
Natychmiast przy mnie pojawił się Marco.
-Marco proszę cię nie rób najgłupszej rzeczy w swoim życiu.-Mówiłam płącząc.
-Co się dzieje jakiej najgłupszej rzeczy?-Marco nie wiedział o co chodzi,patrzył na mnie i ocierłam mi łzy.
-Nie żeń się ze mną,ja zniszczę ci życie!
-Co?
-Marco ja...jestem w ciąży z Mario.!!!-Czemu ta zasrana historia powtarza się znów .Ranie wszystkich ludzi,których spotykam na swojej drodze.Jestem głupią dziwką,Mario miał racje.
-Weronika...-Marco odsunął się od mnie.
-Jak mogłaś-Dodał.A ja kurwa głupia siedziałam na podłodze i bałam się mu powiedzieć co Mario mi zrobił.Płakałam jak małe dziecko,rusz te cztery litery biegnij za nim,wstań nie poddawaj się-Mówiło mi serce.Przecież nie chcę go stracić.
-Marco,czekaj!-Zaczęłam za nim biec.
-Nie mów do mnie,zawsze wszystko toczy się w okół ciebie,myślałem,że jesteś inna lecz ty zawsze udajesz...udajesz że tylko taka jesteś,a ja głupi się w tobie zakochałem do szaleństwa.Strata dziecka nie nauczyłą cię jak żyć...jesteś beznadziejna nie chcę cię znać.-Mówił do mnie Marco.Nie miałam siły nawet płakać.Teraz powiem mu wszystko.Tak też zrobiłąm.
-Wysłuchaj mnie Marco.-Otarłam łzy.
-Mario zawiózł mnie do Monachium...tam zgwałcił,cieszysz się.-Powiedziałąm i spojrzałam na jego oczy.
-Weronika.-Powiedział ze skruchą.
-Wiesz co,może to prawda,że musimy od siebie odpocząć,choć ja nie wiem jak bez ciebie będę żyć.-Odkręciłam głowę,podeszłam do niego i delikatkie pocałowałam w czoło.On stał i nic nie mówił.

------------

Obudziłam i natychmiast wstałam,zaczęłam krzyczeć.
-Aaaaaaaaa!!!!!!!!.
-Kobieto zamknij się cały dom obudzisz.-Marco powiedział na pół śpiacy i schował głowę pod poduszkę.
 -To był tylko koszmar,Boże dzięki ci .!!-Zaczęłam skakać.Czyli,że Mario mnie w o0góle nie zgwałcił i nie jestem z nim w ciąży.Natychmiast położyłam się obok Marco i namiętnie go pocałowałam.Teraz wiem ,że bez niego moje życie było by do niczego.
-Ej teraz ci się na figle zebrało.-Powiedział Marco z cwaniackim uśmiechem.
-A ten zawsze o tym samym w ciąż.-Powiedziałam przekręcając oczy.
-Wiesz co miałam dziwny sen,taki głupi,że chce jak najszybciej o nim zapomnieć,bo nie chcę cię stracić...Kocham cię.-Dodałam po chwili.Marco się uśmiechnął,przytulił mnie i powiedział.
-Mojej miłości do ciebie nie da się wyrazić słowami.
-A jak?-Zaczęłam się śmiać.
-Inaczej.-Uśmiechnął się.
-Ani mi się waż!-Powiedziałam stanowczo.
Wstałam z łóżka w samej bieliźnie co wzbudziło w Marco zachwyt (xD).
-I co się cieszysz,nigdy kobiety w bieliźnie nie widziałeś.-Powiedziałam z sarkazmem.
-No tak pięknej to nigdy.-Marco zmienił pozycje.Ubrałąm się i poszłam na dół do kuchni gdzie siedziałą Dominika z Moritzem.
-Hejo.-Powiedziałam.
-Hej.-Odpowiedzieli równo jedząc kanapki.
-Jak tak zakocheńcze.-Powiedziełam z uśmiechem.
-Mamy dla was dwie wspaniałe wiadomości.-Powiedział Moritz.
-No zamieniam się w słuch.
-A więc pierwsza to to że ...-Nie dokończył Leitner bo Dominika mu przerwała.
-Jestem w ciąży.-Powiedziała.Najpierw mnie zamurowało.A później wstąpiła we mnie radość.
-Wspaniale Domiś!.-Krzyknęłam i uściskałam przyjaciółke.
-Ej cieszycie się bez mnie.-Marco zszedł na dół bez koszulli w samych spodenkach.
-Tak...zgadnij kto jest w ciąży?-Zapytałam.
-Ty.-Odpowiedział Marco.Uśmiech znikł z mojej twarzy,wiem,że Marco zawsze chciał mieć dziecko.I je miał lecz przez moją nieodpowiedzialność ,ono musiało umrzeć.Teraz boje się tej odpowiedzialności,boję się,żę znów wszystko zpieprze.A moje życie było wystarczająco popieprzone.
-Nie Dominika,przepraszam muszę wyjść.-Jak powiedziałam tak też zrobiłam,wyszłam z domu aby trochę pobiegać.To zawsze dodawało mi sił.A siły było mi teraz bardzo potrzeba.
Biegłąm pięknymi ulicami Dortmundu.Gdy poczułam zmęczenie usiadłam na ławce,siedział tam jakiś chłopak ale zbytnio mu się nie przyglądałam,usiadłam obok niego.
-Hej nie poznałaś mnie.-Powiedział chłopak.Spojrzałam na niego i raptownie wstałam.Serce zaczęło mi bić mocniej,brak oddechu w płócach.
-Mario!?...co...ty tu przecież ty grasz w Monachium?.
-Przyjechałem...




---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Przyjechał i dowiedzieć się dalej czemu niespodzianka Weroniki Komenrtujcie motywujcie licze na dużo komów i w next bedzie ślub :0000000000000000000000000000000)))))))))))))))))))))))))))))


sobota, 24 maja 2014

Uśmiechu

Doceń swoje życie,doceń to aby poczuć w nim w końcu radość.Uśmiechnij się do życia wtedy ono da ci to o czym ty marzysz. 

Bałam się coraz bardziej.Koło mnie siedział Mario .
 -Weronika przepraszam.-Powiedział Mario patrząc na mnie.
-Mario daruj sobie.
-Weronika powiedz,ale teraz tak naprawdę,czy ty serio nic do mnie już nie czujesz,odpowiedz na to pytanie szczerze i obiecuje zniknę z twojego życia na zawsze.-Powiedział Niemiec.Odkręciłam głowę w drugą stronę i zaczęłam się zastanawiać czy na pewno nic do niego nie czuję.Pamiętam to co mi zrobił. Zmienił się i to bardzo...ale widać że bardzo mu na mnie zależy,nigdy nie przestał mnie kochać nawet na chwilę.Z życia nie da się wymazać osoby z którą przeżyło się wspaniałe chwilę.Moje serce było zbyt miękkie by powiedzieć mu że nic do niego nie czuje bo było by to kłamstwo.Boję się zrobić krok w przód bo wtedy mogę zniszczyć całe swoje życie.Nie chce już cierpieć.Gdzie popełniłam błąd.Czy nikt nie może zrozumieć,że ja już nie chce smutku.Straciłam przyjaciół straciłam miłość,i najważniejsze straciłam moje kochane małe maleństwo,musiałam się leczyć by całkowicie nie zgłupieć.Bądz silna nie poddawaj się życie toczy się dalej.mówiłam sobie to kiedy tylko spojrzałam w lustro.Jutro biorę ślub,to miała być niespodzianka,która przygotowywał Marco.Lecz losy potoczyły się inaczej,to nie jest w żadnym wypadku wina Marco,że muszę teraz cierpieć.Przecież on nie wiedział co zrobi mi Mario,nie mógł tego przewidzieć,chciał dobrze,lecz skończyło się na moich łzach.
-Ja chcę do Marco.-Powiedziałam drżącym głosem.
-Oczywiście.-Powiedział zrezygnowany Mario.Następnie złapał mnie zarękę.Spojrzałam na niego z nieufnością.Myślałam,że znów chce mnie zranić.
-Nie bój się nic ci nie zrobię.-Wstałam i powiedziałam.
-Mario,zrozum ,że ja...-Serce zaczęło bić mocniej,patrzyłam na jego piękne oczy pełne nadziei.
-Ja jestem szczęśliwa z Marco.
-Rozumiem.-Mario spojrzał na mnie.
-Ej..ale teraz się uśmiechnij,jutro czeka cię twój najpiękniejszy dzień w życiu.-Powiedział Mario.
Nic nie odpowiedziałam ,tylko szłam za nim do samochodu .
Wsiedliśmy to sportowego auta.Mario całą drogę wstrzymywał łzy.Ja patrzyłam w szybę oczy miałam mokre.

W końcu ulice Dortmundu.Wyszłam z samochodu przed domem stał Marco.Gdy tylko go zobaczyłam natychmiast zaczęłam do niego biec.Zawiesiłam mu się na szyji.Próbowałam ukryć łzy.Widziałam ,że Mario odjeżdża z piskiem opon.
-Kocham cię...kocham.-Powiedziałam i pocałowałam Marco.
-Ja ciebie też kocham,bez ciebie nie umiał bym żyć.
-A więc księżniczko mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką.-Udawałam żę nic nie wiem,prawda była inna.
-Jutro bierzemy ślub.-Powiedział z radością Marco.
-Że co,ale ja ...
-Cii nic nie mów,wszystko już gotowe.-Przerwał mi Niemiec.
-Jesteś wspaniały,a Mario będzie na ślubie?-Zapytałam z ciekawości.
-Tak,a w ogóle to co ty z nim robiłaś w tym Monachium,mam nadzieje ,żę podobała ci się wycieczka,zawsze chciałaś zwiedzić Monachium.
- Tak podobała.-Szybko odwróciłam wzrok i przytuliłam się do Marco,chciałam zatrzymać łzy lecz mi się to nie udało.
-Chodźmy do domu.-Powiedziałam.
-Czemu płaczesz coś nie tak?-Marco zaczął coś podejrzewać.
-Nie to łzy szczęścia,bardzo się cieszę ,że już jutro będę twoją żoną.-Odkręciłam kota ogonem,okłamałam przed ślubem.
Weszliśmy do domu gdzie czekała na mnie romantyczna kolacja.
-Marco nie musiałeś.
-Musiłem.
Zasiedliśmy do stołu.Rozmawialismy o naszych przeżyciach i cieszyliśmy się sobą nawzajem.
-Już jutro będziesz moją żoną .
-Weronika Reus.-Powiedziałam z uśmiechem.
-Jak to brzmi,to nazwisko było ci przeznaczone.-Marco zaczął się do mnie przybliżać.Tak jak Mario zaczął jeździć mi po brzuchu palcem.
-Marco,może po ślubie.-Nie mogłam,po prostu nie mogłam tego zrobić.
-Nie mogę dużej czekać na ciebie.-Wiedziałam ,że nie odpuści.
I stało się :)





---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


No to next slub i chyba będę kończyc co w  na to





niedziela, 18 maja 2014

Obiecaj ,że on się o niczym nie dowie

No teraz to już wiem kto zabiła Omerka . Ona nie ma uczuć jej serce jest jak skała , nic do niej nie dociera.Na sali sądowej cały czas się śmiała a gdy przechodziła obok mnie i Marco powiedziała tylko''I tak będziesz mój Mareczku''.Brak mi słów do takich osób.



Wyszliśmy z sali sondowej
-Marco?-Zapytałam
-Tak.-Odpowiedział oschle niemiec.
-Nie gniewaj się proszę.
Marco nic nie mówił tylko dalej szedł ulicą.
-No Marco przecież wiesz,że cię bardzo kocham skarbie.
-Nie nie wiem.-Powiedział , po chwili milczenia.



I tak w ciszy doszliśmy do domu.Marco wszedł do domu i tradycyjnie usiadł na kanape i położył nogi na małym stoliku.
-Marco.. nie gniewaj się.-Stanęłam przed jego oczyma.
-Odsuń się bo zasłaniasz mi obraz.
-Ej noo.
-Odsuń się!!
-Marco!!-Usiadłam mu na kolana.
-Słucham.-W końcu odpowiedział jak człowiek.
-Wiesz dobrze ,że cię kocham to po co gadasz takie głupoty.?
-No bo... ty mnie nie kochasz.-Zrobił minę jak małe dziecko.
-Wiem poniosło mnie,nie powinnienem tak mówić no ale w tedy mnie zdenerwowałaś
-Dobra już wszystko jest dobrze.-Pocałowałam go w usta.
-Tak wszystko ..kochanie.-Odwzajemnił mój pocałunek.Zdejmował mi powoli bluzkę spodnie ...iiii nagle dzwonek do drzwi.
-Ja nie idę -Powiedziałam przez pocałunek.
-Ja też-Powiedział Marco zdejmując z  siebie koszulkę.
Jednak dzwonek nie dawał nam spokoju.
-Marco idź .
-Ty idź.
-Dobra ...zaraz wracam kotku!!-Powiedział zdenerwowany Marco ubrał bokserki i udał się w kierunku drzwi.Ja na wszelki wypadek ubrałam się byle jak i usiadłam grzecznie na łóżku.
-Hej stary.-Powiedział Mario wpadają  w ramiona przyjaciela.
-Hej...ty to wiesz kiedy przyjść.-Powiedział z uśmiechem Marco.
-A no właśnie a ty czemu bez koszulki, na dworze nie jest tak za ciepło.-Powiedział Mario niczego nie świadom.
-Baranie.-Złapał się za głowę Marco.
-Aaa.. już wiem -Mario poruszył brwiami.
-Właź i tak już wszystko zniszczyłeś.-Powiedział Marco.
-Sorry-Powiedział zawstydzony Gotze.
Usłyszałam głos Mario i przypomniałam sobie,że miałam z nim porozmawiać ale całkowicie zapomniałam,przez Ann.
-O hej.-Powiedziałam poprawiając włosy.
-Weronika musimy porozmawiać.-Powiedział Mario .
-Tak wiem przepraszam ..wtedy zapomniałam przez tą Ann.
-Spoko mnie też ona zdenerwowała.
-Dobra to wyjdziemy na chwilę bo chcę  porozmawiać na osobności.
-Marco pozwolisz.-Spojrzałam na złego Marco.
-Dobra ja i tak mam trening za 30 minut.
-Dziękuje.-Pocałowałam go w usta.Następnie ogarnęłam włosy i wyszłam z Mario.
-Mam do ciebie ważną sprawę.-Powiedział Mario gdy siedzieliśmy w aucie.
-No słucham.
-Wiem ,że twoim marzeniem było poznanie Monachium bliżej.
-No masz rację.
-Widzisz jak ja cię dobrze znam.-Uśmiechnął się Mario.
-Dobra do rzeczy..a tak w ogóle to gdzie ty mnie wieziesz.
-Niespodzianka.
-A więc przeprowadzam się do Monachium i będę grał w tamtejszym klubie.-Powiedział Mario i gwałtownie skręcił w prawo.
Nagle przypomniał mi się wypadek z Marco ,wszystko powróciło śpiączka 6 miesięcy bez mojego Marco.
-Proszę mógłbyś  jeźdźić wolniej.-Powiedziałam przerażona.
-O przepraszam.-Mario domyślił się czego tak na prawdę się boję w jeźdźie samochodem.
-Dobra a czy Marco wie o tej niby niespodziance?-Zapytałam Mario.
-Tak wie.-Powiedział Niemiec .
-Podejrzane.-Pomyślałam, coś mi tu śmierdzi.
-Dobra weź mi powiedz gdzie jedziemy.-Powiedziałam z znudzeniem.Jechaliśmy już 6 godzin.Kompletnie nie znałam tych ulic jeszcze nigdy nie byłam nigdzie poza granicami Dortmundu.
-Oki jesteśmy na miejscu.-Staneliśmy przed dużą willą .
-Aha-Powiedziałam zdziwiona wysiadając z samochodu.
-Gdzie ja jestem?-Zapytałam Mario.
-W moim nowym domu.
-Że co!!!-Powiedziałam zdenerwowana.
-Nie cieszysz się kochanie.-Powiedział Mario śmiejąc się.
-Wiesz co jakoś nie jest mi do śmiechu.-Powiedziałam.Wiedziałam ,że Mario coś knuje ,po co on mnie tu przywiózł.
Mario zaczął się do mnie przybliżać, był coraz bliżej.Na mojej skórze pojawiły się ciary ,bałam się coraz bardziej,w moich oczach pojawiły się łzy.
-Nareszcie jesteś moja,kocham te twoje malinowe perfumy,są słodkie jak ty.
-Odsuń się.-Powiedziałam cicho przez zacisnięte zęby.Nie wiem czemu ale nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.Byłam w obcym mi miejscu i nie wiedziałam o co chodzi.
-Ręka Mario była coraz bliżej moich ud.Chwyciłam go za ręke i chciałam się od niego oderwać,lecz to na nic on był za silny.
-Mario nie rób mi tego obiecałeś,że dasz nam spokój.
-Śmieszna jesteś,myślisz ,że tak łatwo sobie ciebie odpuszczę.
Mario złapał mnie gwałtownie za ręke i zaprowadził siłą do pokoju,położył na łóżku i zaczął się do mnie dobierać.Zaczęłam się drzeć,lecz on zakleił mi usta taśmą,wyrywałam się lecz on związał mi ręce.Nie mogłam nic zrobić on jest okropny zrobi to.Nagle mój telefon zaczął dzwonić.Mario spojrzał na mnie.
-Hy to pewnie ten twój chłoptaś.Spojrzał na wyświetlacz i powiedział.
-Miałem rację.-Odebrał telefon wziął na głośno mówiący i zaczął mówić.
-O siema stary.
-Siema.
-I co wszystko jest w porządku już dojechaliście.
-Tak,jesteśmy na miejscu.
-Jak tam w przygotowaniach do ślubu.-Zapytał Mario.
-A bardzo dobrze,Weronika będzie zachwycona ślubem.-Odpowiedział Marco.
-Super ona niczego się nie domyśliła ,to będzie wspaniała niespodzianka.-Powiedział Mario.
-No a mogę z nią porozmawiać.-Zapytał Marco.
Mario spojrzał na mnie .
-Nie ona teraz śpi była zmęczona,zresztą już się stęskniłeś.
-No masz rację strasznie się za nią stęskniłem ,jest dla mnie całym światem.
W oczach łzy,patrze na Mario jak ze spokojem gada z Marco,a ja nie mogę nic zrobić.Najchętniej teraz wtuliłabym się w Marco i już nigdy nie patrzyła na Gotze.
-No stary muszę kończyć,pa.-Zakończył rozmowę Mario.
-No widzisz jak twój chłopak się o ciebie martwi,ojojo biedactwo sam przygotowuje ślub,to miała być niespodzianka dla ciebie więc Marco sam mnie poprosił żebym cię zabrał do Monachium bo to było twoje marzenie by zwiedzić Monachium.Dobrze się złożyło,niczego się nie domyśliłaś.Mam wrócił z tobą do Dortmundu gdy już Marco wszystko przygotuje.Może coś powiesz-Powiedział i zaczął się śmiać.
-Oj zapomniałem ,że nie możesz ha ha.
Odkleił mi tą taśmę ,lecz ja nie miałam sił nic powiedzieć,byłam bezradna.
-Kochanie powiec coś,Mario przybliżył się do moich ust.Ja naplułam na niego mówiac.
-Zwykły huj z ciebie.
-A z ciebie niezła dziwka.-Na siłę zaczął mnie całować.
Boże kiedy to się skończy,powiecie ,że to zły koszmar.

Minęła godzina siedziałam na łóżku ,miałam związane ręce.
Mario chodził nerwowo po dużym domu,nie mogłam na niego patrzeć po tym co mi zrobił dla mnie był nikim,był zwykłym niedorobionym hujem.
-Spójrz na mnie.-Nie mogłam ,nie chciałam na niego patrzeć.
-Przepraszam.-Powiedział ,patrząc w moje oczy.Teraz to mnie zaskoczył,najpierw gwałci a teraz przeprasza.
-Weronika,ja jestem chory,po tym jak od mnie odeszłaś musiałem się leczyć.Ja po prostu nie mogę żyć bez ciebie.Chce zawsze czuć twoje usta twoje ciało,inne kobiety się dla mnie nie liczą tylko ty.Brak mi słów bo ty i tak tego nie zrozumiesz ty jesteś z Marco.Znikne z twojego życia raz na zawsze ,tylko mi coś obiecaj...obiecaj,że Marco nie dowie się ,że cię zgwałciłem.-Powiedział płacząc,następnie odwiązał mnie i szybko uciekł z domu w łzach.Nie wiedziałam co robić,zatkało mnie. Siedziałam na krześle i płakałam.Wszystko mnie bolało.Od tych sznurów miałam pręgi na rękach.
-Ja chce do Marco.-Powiedziałam sama do siebie w ciszy.Właśnie mój telefon,muszę natychmiast zadzwonić do Marco.Zaczęłam szukać mojego LG .
-Jest!!!.-Krzyknęłam.
Szybko wybrałam numer.
-Halo ,Marco!
-Hej.-Byłą 24:00, o tej porze Marco zawsze śpi.
-Proszę przyjedz po mnie,proszę!!!.-Móiłam płacząc,ręce mi drżały.
-Ale ja teraz ,czemu.
-Mario...on.-Przypomniałam sobie to co przed chwilą powiedział mi Mario,''Obiecaj,że nic nie powiesz Marco''.
-Poprostu przyjedz kochanie proszę.-Powiedziałam.klękając na kolana i chowając głowę w ręce.
-Helo Weronika gdzie jest Mario.-Rozłączyłam się i żóciłam telefon tak,że roztrzaskał się na trzy części.
Właśnie gdzie jest Mario,przecież on może sobie coś zrobić.Wiem skrzywdził mnie,ale on jest chory.Wyszłam szybko z domu.
-Mario!!!.-Wołałam.Okrążyłam cały dom,lecz go nigdzie nie było.
-Mario do cholery!!!.-Przecież ja nawet nie wiem gdzie jestem.
Za domem stała mała szopa,weszłam do niej.Bałam się jak cholera.Weszłam i zobaczyłąm Mario,który trzyma w ręku żyletkę.
-Stój.!!!-Krzyknęłam w ostatniej sekundzie.
-Zostaw to ,debilu!!!
-Weronika kocham cię,przepraszam.!!!
-Mario!!!.-Darłam się.
-Przepraszam.
W tej chwili szybko do niego podbiegłam i pocałowałam namiętnie.Wiem ,że tylko to mogło go uratować.
On upuścił żyletkę.
-Mario,nie możesz tego zrobić!.-Powiedziałam odrywając się od niego.
Mario wtulił się we mnie i z płaczem zasną.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uffff OBIECUJE ŻE BĘDZIE WESELEJ DALEJ Xd

 :)
kOMENT KOMENT KOMENT



czwartek, 15 maja 2014

Może trochę uśmiechu kotku.


Niesprawiedliwość, smutek,cierpienie hym.. to moje nowe motto życiowe.Strata boli teraz już wiem co to znaczy,co inni ludzie czują gdy odejdzie ktoś im bardzo bliski.Czasu nie cofnę,ale w moim sercu zawsze pozostanie mój mały skarb Omer for every.. Minął rok a ja nadal dusiłam w sobie łzy.''Ogarnij się'' mówiłam do siebie gdy tylko podnosiłam się z łóżka i spoglądałam w lustro.Wiem ,wiem kur*a to moja wina byłam nieodpowiedzialna , może jeszcze za młoda by zostań matką.On zginął tylko i wyłącznie przez mnie  
Stałam przed lustrem naglę poczułam dotyk na moim ramieniu.
-Cii..-Marco przytulił mnie od tyłu i delikatnie pocałował w ramię.
Wtuliłam się w niego by zdemaskować łzy napływające mi do oczu.
-Marco...ja..nie mogę żyć...chce umrzeć.-Jestem pod stałą opieką psychologa ale to na nic.
-Jak możesz tak mówić ,nie przeżyłbym bez ciebie.-Reus próbował mi to wybić z głowy.
-Obiecaj,że tego nie zrobisz.-Powiedziam mi Marco z niepokojem.
-Obiecuje.-Powiedziałam patrząc w podłogę.
-Wiesz co dzwonił do mnie wczoraj lekarz od rehabilitacji...iii...zapomniałem ci wczoraj powiedzieć bardzo ważnej rzeczy.
- Słucham?
- Oświadczam iż ja Reus...-Macco podszedł do mnie i objął w pasie.
-Ja Marco...powracam do gry w piłkę.-Marco zaczął skakać w okół mnie.
- Że coooo!!!! przecież lekarze mówili ,że to nie morzliwe.-Mówiłam z niedowierzeniem.
-Hymm....mówiłem już,że cię kocham.-Powiedział z tym swoim cwaniackim uśmiechem
-Nie.-Powiedziałam przygryzając usta.
Ahaaa...-Pocałunek jak z bajki. coraz bliżej krawędzi łóżka,jego wargi i boskie ciało pełne namiętności.
-Marco nie morzemy teraz.-Mruczałam coś gdy on mnie całował.
-Możemy.-Zaczą zdejmować ze mnie spodnie
-Marco nie możemy.
-Możemy niegrzeczna dziewczynko.-Powiedział z uśmiechem zdejmują ze mnie bluzkę.
-Ale...nie możemy tak.-Nie dawałam za wygraną.Marco nic nie odpowiedział tylko kontynuował pocałunki.
-A Omer!!.-Krzyknęłam.
Marco się oderwał.
-Ile razy to przerabialiśmy.-Powiedział leżąc obok mnie i patrząc się zły na sufit.
-Weronika nie cofniesz czasu!-Krzykną.
-Ale ja nie mogę.-Powiedziałam bezradnie.
-Ha a może ja cię już nie kręcę morze $mierć Omerka to tylko twój pretekst żeby wywinąć się od miłości.-Krzyczał Marco.
-Jak możesz tak mówić.!!-Wstałam z łóżka
-A co mówię prawdę.!
-Przecież wiesz,że cię kocham.
-Właśnie teraz się przekonałem jak mnie kochasz-Marco trzasną drzwiami i poszedł.
Byłam zła na samą siebie.Moje życie jest do dupy. Nagle zadzwonił telefon patrze na wyświetlacz Mario.
-Halo.-Odezwałam się na pół przytomna.
-Płaczesz??
-Nie mam katar.
-Nie kłam wiem kiedy płaczesz za dobrze cię znam.?-Domyślał się Niemiec.
-Dobra nie ważne co chcesz?
-Spotkajmy się, to ważne.
-Akuret teraz.-Zaptałam szczeże nie chciało mi się z nim spotykać.
-Tak dzisiaj na treningu OK.?
-Dobra,ale Marco może być zły.
-Czemu?
-Mała kłótnia w naszym związku.
-Aha rozumiem.
-Dobra to do zobaczenia.

Postanowiłam się ogarnąć .Ubrałam się ,uczesałam włosy.Chłopaki zaczynają trening o 12:30 byłą 12:00.Postanowiłąm wychodzić z domu.

Byłam na stadionie bardzo dobrze mi znanym Signal Iduna Park jedyne miejsce na ziemie gdzie życie staje się ciekawsze.Usiadłam na trubunach i czekałam aż chłopaki skończą trening aby porozmawiać z Mario.Widziałam ukratkiem oka ,żę Marco cały czas mnie obserwuje.Nagle zobaczyłam ,że w moją stronę kieruję się bardzo znana mi osoba.Pierwsza reakcje co ona to rubi?. .Nie nawidziałą ]=m jej ona jest koszmarem mojej przeszłąści ona zniszczyła mi życie poprostu jej nienawidzę.
-Hay.-Powiedziałam tym swoim zniekształconym językiem angielski.To była Ann byłą dziewczyna Mario i moja byłą najlepsza kupmela.
-Hej.-Odpowiedziałam od niechcenia.
-Widzę,że zmieniasz facetów jak rękawiczki.
-Co?-Nie wiedziałam o co jej chodzi.
-No najpierw Felix później Mario teraz Marco.-Powiedziała.
-Co cię obchodzi moje życie ..i tak mi je już dość zniszczyłaś możesz z tąd iść bo nie mam ochoty cię słuchać wybacz.-Powiedziałam zła już miałam jej przywalić a ten jej krzywy ryj ale się wspostrzymałam.
-Ha śmieszna jesteś jak tam twój mały bobasek jak on tam Omer ...muszę przyznac,że dziecko ci sie najlepiej udało jest bardziej podobne do Mario.-I tu mnie miała nie mogłąm wydusić z siebie słowa.
-To...nie jest dziecko Mario tylko Marco.-Powiedziałam przez zacisnięte zęby.
-Tak?-Powiedziała. z zaskoczeniem.
-Możesz z tąd iść.-W oczach miałąm łzy ale nie chciałam ich pokazywać przy niej.
-No i tak nie jest podobny do ciebie bo ty jesteś yy brzydka nie wiem co Marco w tobie widzi.-Przegieła.
-Wyjdziesz z tąd!!!-Zaczełąm się drzeć.
-Bo co !!
-Omer nie żyję miał wypadek potrącił go samochód wyjdziesz!!!!-Wykrzyczałam jej to w twarz .Natychmiast przy mnie pojawili się chłopacy.
-Możesz z tąd iść dziwko!-Wykrzyczał jej w twarz Mario.
-Kochanie przecież wiem ,że mnie kochasz.-Prowokował go Ann.
-Że co chyba śnisz.
-Wiecie co ja wiedziałam o wszystkim cieszę się że w końcu cierpisz!!-Wykrzyczała mi w  twarz.
-Tak to ja zabiłam twoje dziecko tego małego guwniarza nie mogłam patrzeć na te wasze obsrane szczęście
-Ty głupia szmato -Żóciłam się na nią bijąc ją rękami i kopiąc nogami.
-Jak mogłaś mało już mi zrobiłaś.-Powiedziałam jej w twarz lecz on tylko się śmiała.
-Widać za mało,to ja powinnam być teraz z Marco nie ty on jest mój.
-Spadaj ty małpo !!! Zabiłaś dziecko-Wydarł się Marco.
-Jeszcze wszyscy zobaczycie -Powiedziała i odeszła.
===========================================================================
No to czekam na wasze komentarze i polecajcie znajomym do obserwowania Jak wam się to podoba taki zwrot akcji Ann -_- i tak jej nie lubię xDDD


środa, 7 maja 2014

Nie wiesz ile kosztuje mnie powstrzymywanie łez.



Minęły 2 miesiące od wypadku.Nadszedł dzień,w którym Marco wychodził ze szpitala.
-W końcu powietrze.-Powiedział Marco gdy tylko przekroczył próg szpitala.
Ja tylko się na niego popatrzyłam z uśmiechem.
-Marco...-Nagle zatrzymałam się i złapałam go za szyję,a on mnie za biodra.
-Tak?
-Obiecasz mi coś.
-Wszystko czego chcesz.
-Obiecaj mi,że już nigdy mnie nie zostawisz...,że zawsze będziesz obok mnie i Omerka.
-Obiecuję,kocham was najbardziej na świecie.
-A ty mi coś obiecasz.-Zapytał.
-Tak?
-Jak przyjedziemy do domu to zrobibisz mi naleśnika z dżemem.
-Ha ha jasne,ale będziesz gruby.-Zaśmiałam się i pocałowałam go delikatnie w szyję.
-Ale tak naprawdę to obiecaj mi coś teraz tak na serio.-Powiedział bez ironii.
-Obiecaj mi ,że zostaniesz....zostaniesz moją żoną zostaniesz przy mniie na zawsze i nie opuściesz,będziesz moją gwiazdą na niebie i matką naszych dzieci.-Powiedział Reus , z moich oczu poleciały pojedyncze łzy.
-Nawet nie wiesz jak bardzo bałam się ciebie stracić...-Nie dokończyłam bo serce stanęło mi w gardle.
-Myślałam,że już nigdy nie powiesz mi,że mnie kochasz nie pocieszysz nie przytulisz.-Dokończyłam.
-Ja też bardzo się bałem o ciebie...o ciebie i Omerka nie chcę ciebie stracić.
-I nie stracisz obiecuję.-Powiedziałam mu to prosto w oczy.Następnie złapałam go za dłoń i ruszyliśmy w stronę auta.

godzinę później

Weszliśmy do domu.W drzwiach przywitała mnie Dominika i Moritz.Dominika rzuciła mi się na szyję.
-Weronika...-Powiedziała płacząc.
-Dominika nie płacz.-Powiedziałam cicho.
-Cieszę się ,że nic wam nie jest.
-W końcu w domu.-Marco usiadł na kanapie i położył nogi na stół,tak jak to miał w nawyku.
-Paamiętaj Marco,że musisz się oszczędzać.-Powiedziałam do Marco siadając przy nim.
-Właśnie stary co z..co z piłką.-Nieśmiało zwrócił się do Marco Moritz.
-Nie wiem stary na prawdę nie wiem.-Do jego oczu zaczęły napływać łzy.
-Lekarze mówią,że to mało prawdopodobne żeby Marco wrócił do gry.To był bardzo ciężki wypadek ledwo co uszliśmy z życiem cód ,że żyjemy i możemy się poruszać.-Powiedziałam spuszczając głowę w dół.
-Przepraszam.-Powiedział Marco następnie raptownie podniusł się z kanapy i udał się w stronę drzwi.
-On jeszcze tego nie zrozumiał...potrzebuje czasu.
-Ja sam sobie nie wyobrażam jak mógłbym żyć bez piłki,co dopiero Marco przecież on był bardzo dobrym piłkarzem .-Moritz mówił to przez zaciśnięte zęby.
Wszyscy siedzieliśmy w ciszy.Nikt nie mógł nic powiedzieć,nagle z sypialni dziecięcej zaczął dochodzić krzyk dziecka.
-Ja pójdę-Powiedziała Dominika.
 Spojrzałam niechcący na kalendarz, zobaczyłam tam datę zaznaczona na czerwono.Podeszłam bliżej na śmierć zapomniałam o urodzinach Omera.
-Jeju!!-Wrzasnęłam .
-Na śmierć zapomniałam.-Mortiz spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.
Musze mu to jakoś wynagrodzić muszę mu wynagrodzić moją nieobecność przy nim.
Dominika zeszła z Omerkiem na dół gdzie wszyscy się znajdowali.
-Hejo mały!-Powiedziałam z  uśmiechem i wzięłam go na ręce.
-Mamo co dzisiaj robimy.
-Hym a co powiesz na wycieczkę.
-Gdzie?-Zapytał mały przecierając rączką oczy.
-Niespodzianka.-Pocałowałam go w puliczek.
-Super!
-To idziemy ubieraj się.A ja pójde do taty.
-Dobze.-Odpowiedział mały i poszedł się ubierać.
Ja poszłam na taras gdzie siedział Marco.
-Marco dzisiaj Omer ma urodziny.-Powiedziałam do nieobecnego Marco.
-Wiem patrzyłem dzisiaj w kalendarz.-Powiedział.
-Marco musisz być silny.
-Jestem .-Wstał raptownie i ruszył w moją stronę.
-Love love love xD
Weszłam z Marco do domu wzięłam torbę i spakowałam potrzebne rzeczy.
-Gdzie Omer?-Zapytał Marco
-Noo.-Zaczęłam się rozglądać.
-Dominika wiesz może gdzie Omerek?-Zapytał Marco.
-Nie ja brałam prysznic nie wiem gdzie on jest.-Odpowiedziała zdziwiona.
-Może się schował.-Powiedział zdziwiony Moritz.
Patrzyliśmy na siebie.Nagle pisk   pisk taki sam jak w dniu wypadku.I bardzo głośny krzyk,MAMO!
-Omer!!!-Wybiegłam z domu za mną Marco.
 Podbiegłam do miejsca wypadku,klęknęłam przy moim synku,a raczej do zwłok mojego dziecka.Plama czerwonej krwi.Co mną kierowało,tego opisać się nie da duży ucisk w sercu niesamowita rozpacz i brak sił na łzy.Brak poczucia odpowiedzialności ,krwawiące serce moje połamane,jakby ktoś wbił mi w serce nóż ostry jak brzytwa .Czemu mnie to spotyka może w ogóle nie powinnam żyć.Natychmiast przyjechała policja straż i karetka.
-Proszę się odsunąć.-Krzyczeli policjanci,jednak gdy zobaczyli zwłoki  to tylko zdjęli czapki i stali bez ruchu.

Wszyscy stali bez ruchu i przyglądali się wypadkowi.Każdy wiedział ,że już nic nie da się zrobić  z świata odeszło małe niewinne dziecko o imieniu Omer Reus.Nigdy już nie wróci nie da się nic zrobić,nie da się cofnąć czasu.Umarł choć nie powinien.Jak to się stało nikt nie wie,może tak musiało być,ten świat przecież jest i zawsze będzie niesprawiedliwy.
STRACIŁAM SWÓJ SKARB!!!!!




---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Dobra...popłakałam się no!! Trudno było mi to pisać .

Czekam na wasze opinie i dużo dużo komentarzy :) motywujcie MNIE Lenia :) xD 

czwartek, 1 maja 2014

Żyj chwilą...

-Marco żyje,ludzie on żyje!!!-Darłam ryja,natychmiast przybiegli lekarze.Nie mogłam w to uwierzyć.Jednak życie potrafi zaskakiwać i to pozytywnie.Łzy smutku i rozpaczy zamieniłam na łzy radości i szczęścia.
-Niech pani opuści salę musimy przebadać pacjenta.-Krzyczeli lekarze,którzy biegali w okół Marco.
Wyszłam na korytarz gdzie czekał na mnie Łukasz.
-Weronika ! co z nim!!.-Darł się Łukasz.
Podeszłam do niego i mocno się w niego wtuliłam nie mogłam nic powiedzieć.
-Przykro mi Wera.-Po moich płaczach łuki stwierdził,że Marco nie żyję no ale się mylił.
-Łukasz ja...JAK MOGŁEŚ TAK POMYŚLEĆ!!!.-Wybuchnęłam śmiechem.
-Marco żyje żyję żyję!!.-Skakałam jak debil w okół Piszczka.
-Wystraszyłaś mnie!!.-Zaczął śmiać się razem ze mną Łukasz.
-Wiesz lubię straszyć ludzi.
-Nie dziwię ci się,wiesz jak nam ciebie brakowało ,ciebie i Marco waszych głupich żartów,beznadziejnych sucharów.
-No ale sucharów z dźemem.-Wtrąciłam.
-Tak,bez was było bardzo nudno.-Stwierdził Łukasz.
-A...co z Omerkiem.?-Zapytałam Łukasza. Szczerze to bardzo, bardzo za nim tęskniłam ale dzieci poniżej 18 lat nie mogły przebywać w szpitalu.Nie mogłam go zobaczyć ale nigdy o nim nie zapomniałam.Tęskniłam za nim całując jego fotografię.
-Pod naszą opieka nic mu nie jest. Wiesz, on bardzo za wami tęsknił codziennie pytał się gdzie mama, gdzie tata, my nie wiedzieliśmy jak mamy mu to powiedzieć że wy jesteście w śpiączce.Przecierz to tylko dziecko.
-Właśnie tylko dziecko ,któremu nie umiem dać najważniejszej rzeczy w jego życiu... ,miłości..-Stwierdziłam siadając na krześle.
-Nie mów tak jesteś bardzo dobrą matką.-Pocieszał mnie Łukasz.
-Tsaa..-Nie wierzyłam w słowa Łukasza.
-Weronika ja cię na prawdę podziwiam, przerzłaś bardzo wiele w swoim życiu, zdrada Mario,Dominika i do tego dziecko a mimo to dałaś sobie radę z wszystkim problemami.Uwierz mi nie jedna by już uległa..Jesteś bardzo silną kobietą inne powinny brać z ciebie przykład.
Naszą rozmowę przerwał lekarz.
-Pani Weroniko.. ja na prawdę nie wiem jak to się stało,że Pan Marco się obudził może pani go odwiedzić.-Powiedział lekarz z uśmiechem na twarzy.

Weszłam do dużej ,niebieskiej sali na której lerzał Marco.
Patrzyliśmy sobie prosto w oczy i po prostu nic, tylko łzy .Spojrzałam na nogi Marco,które były..po prostu były w gipsie niby zwykły gips a zmienia życie człowieka o 180 ..Następnie spojrzałam na Marco,po jego oczach widziałam wielki ,ogromny smutek i ból.A przed wszystkim strach ,że nigdy nie będzie już mógł grać w piłkę nożną. Pierwszy raz widziałam Marco jak płaczę .Przybliżyłam się do niego i ścisnęłam jego dłoń.
-Marco ja..-Nie mogłam wykrztusić ani słowa.
-Cii.. po prostu zostań.-Powiedział.Położyłam się koło niego i spojrzałam w jego błękitne oczy.Wiem,że chcę spędzić z tym mężczyzną całe swoje życie bez względu na wszystko.
-Ja Weronika obiecuje ci ..wierność, miłość i że cię nie opuszczę aż do śmierci.-Powiedziałam patrząc w jego oczy.Ujrzałam lekki uśmiech na twarzy piłkarza a następnie usłyszałam następujące słowa,które w jego ustach brzmiały inaczej.
-Ja Marco obiecuję ci ..wierność,miłość i że cię nie opuszczę aż do śmierci.-Powiedział Reus.
Położyłam się obok niego i zasnęłam trzymając go za dłoń.


Obudziłam się z uśmiechem przy Marco.Cieszę się , że on żyje .
-Marco ja dzisiaj wychodzę ze szpitala, muszę się spakować.
-Dobrze ,ale wrócisz...
Pocałowałam go i odeszłam.Spakowałam się i z pomocą Łukasza wróciłam do domu.Zostawiłam walizki w swoim domu i pojechałam do mieszkania Piszczków aby odebrać Omera.Po 30 minutach byliśmy na miejscu.Bardzo się cieszę ,że zobaczę Omerka , w końcu!Weszłam do domu, od razu powitała mnie Kamila.
-Hej.-Przytuliła mnie mocno.
-Hej.-Odpowiedziałam z uśmiechem.
-Dawno cię nie widziałam..myślałam żę cię już nigdy nie zobaczę.-Powiedziała mi do ucha .
Stałam przed nią i zdałam sobie sprawę ,że trzeba żyć każdą chwilą.Cieszyć się nawet z  najmniejszych rzeczy w życiu bo niby ,że mała rzecz a może cieszyć bardziej niż duża.
-Gdzie Omer?-Zapytałam z niecierpliwością aż w końcu go zobaczę.
-Gdzieś tu był.-Zaczęła rozglądać się Polka.Nagle w progu stanął Omerek trzymając w rękach samochodzik.
-Ciocia pats samotodzik sie ze...-Nie dokończył mówić kiedy mnie zobaczył.Z jego malutkich rączek wypadłą zabawka,w jego niebieskich oczkach pojawiły się łzy.Omerek stał bez ruchu i przyglądał mi się bacznie.
-Omerku chodz do mamusi.-Powiedziałam i rozłożyłam ręce.
Dziecko jednak stało i bacznie mi się przyglądało jakby z nie dowierzeniem że to ja jego mama.
Czyżby własne dziecko mnie nie poznawało.Traciłąm już nadzieję że mnie rozpozna serce krajało mi się na pół własne dziecko zapomniało jak wygląda jego mama.Co on musiał czuć gdy mnie przy nim nie było ,że jego rodzice go zostawili lecz to nie było tak.
-Mamusia...?-Naglę powiedział nieśmiało.Podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam.Mówiąc mu do ucha.
-Już nigdy...przenigdy cię nie zostawię.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Komentttttt i leci następny przynajmniej 5 i mówcie czy mam kończyć i zaczynać nowy ???


niedziela, 27 kwietnia 2014

Nie możesz mnie zostawić.

                                               Żyj.. puki możesz żyć i ciesz się chwilą



Pierwsze co powiedziałam gdy obudziłam się w szpitalu to rozpaczliwe Marco ,lecz go przy mnie nie było.Nie miałam siły się ruszyć nie miałam siły płakać. Chciałam tylko wiedzieć gdzie jest Marco.Czy żyję.Nagle przybiegli do mnie lekarze i zaczęli krzyczeć.
-To cud ,cud ona żyje jak to,przecież ten wypadek był bardzo ale to bardzo groźny,praktycznie nie dało go się przeżyć.-Powiedział zdziwiony lekarz.Natychmiast zaczęli mnie badać.Nie wiedziałam o co chodzi,wszyscy koło mnie biegali  i krzyczeli .
-Gdzie jest Marco.-Powiedziałam ostatkiem sił lecz nikt mi nic nie mówił.Traciłam już powoli wiarę ,że żyje .Cały czas myślałam o jego słowach ''Weźmy ślub'' ,czemu nie odpowiedziałam mu ,nie zdążyłam powiedzieć Tak.
-Czy możecie mi powiedzieć gdzie jest Marco!-Krzyknęłam i w tedy wszystko zaczęło mnie boleć jeszcze bardziej.
-Proszę pani ,proszę się nie odzywać bo to pani tylko szkodzi!!-Krzyknął zabiegany lekarz.
-W dupie to mam!! , muszę wiedzieć czy on żyję!!!-Wydarłam się na niego płacząc.
-Pan Marco..
-Tak.-Byłam gotowa na najgorsze.
-On..
-Człowieku ja tu zaraz umrę.
-On żyje ale jest w stanie podobnym do pani czyli krytycznym.
-Chce się z nim spotkać.!!-Ulżyło mi i to bardzo nie wiem co bym zrobiła gdyby go przy mnie nie było.
-Czy pani widzi jak pani wygląda,pani teraz absolutnie nie może się nigdzie z tąd ruszyć.-Powiedział zdenerwowany lekarz.
- A może mi pan powiedzieć tylko który dzisiaj.
-Tak 12 września.
Coś mi tu nie gra przecież wypadek był w czerwcu.
-Ale wypadek był wczoraj a nie w wreśniu.Chyba się panu miesiące pomylił.
-Była pani w śpiączce naprawdę to cud że pani żyje,każdy tracił już nadzieje na to,że pani się jeszcze obudzi.Pani chłopak nie miał tyle szczęścia co pani.
-Jak to.
-Pani chłopak jeszcze się nie obudził jest w śpiączce.


3 tygodnie później




Lekarz powiedział,że czuję się już lepiej.Mogłam już wstać na nogi i swobodnie się poruszać.Jednak pierwsze co mi przyszło do głowy to iść do Marco o którym myślałam dniami i nocami.
W końcu mogłam zobaczyć go po tylu miesiącach.Weszłam do pokoju i od razu w oczach łzyon leżał jagby martwy.Gdzie jest mój kochany zawsze radosny Marco mój skarb.Czemu mi to robisz czemu cierpie,czemu znów wylewam łzy na podłogę .Co czułam. Nie czułam nic,pustka ,zero.Podeszłam bliżej na jego umięśnionej sylwetce widniały rany.Uklęknęłam przy nim i położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
-Marco...powiedz,powiedz że mnie kochasz powiedz,że mnie nie zostawisz ,powiedz co kolwiek byle co.-Nagle jego serce przestaje bić.
-Marco prosze nie rób mi tego,nie zrób to dla Omera przecież on potrzebuje ojca.-To była najgorsza chwila w moim życiu,nie da sie tego opisać słowami.Stracić kogośtak nagle w sekundę,stracić osobę najważniejszą osobę w życiu.
Z moich oczu popłyneły łzy cierpienia,spadły prosto na serve.Patrzyłam zapłakana na niego .
-Kocham cię na zawsze.-I nagle cud,poprostu cud .
-Marco ty żyjesz.-Pocałowałam go tak jak nigdy .
-Weronika.-Powiedział z ledwością.

piątek, 25 kwietnia 2014

Strata..



Nowy dzień ,cieszę się,że Dominika jest z Moritzem są naprawdę słodka parą. Leżałam u boku Marco i myślałam jak zawsze zresztą ,o moim szczęściu.
-Marco, wstawaj ty leniu!.-Wrzasnęłam naglę.
-Nieee.-Jęczał Marco.
-Wstawaj!.-Powtórzyłam powtórnie.
-Zostaw mnie kobieto.-Mówiąc to Marco wsadził głowę pod poduszkę.
-Sam tego chciałeś Marco.-Zaczęłam go gilgotać po brzuchu.
 W końcu Marco śmiejąc się złapał mnie w pasie u usiadł na mnie .
-Złapałeś mnie Marco jestem twoja.-Powiedziałam z uśmiechem.
Marco zaczął mnie całować.Nagle zaczął dzwonić telefon,jednak żadne z nas na to nie zareagowało.Telefon dzwonił chyba już 3 raz.
-Ja odbiorę.-Powiedziałam z trudem.
-Zostaw go !-Gdy miałam już wziąść telefon Marco złapał mnie za rękę  całując mnie przy tym po szyi.
Odpuściłam ,jednak telefon nie dawał nam spokoju i nadal dzwonił.. W końcu Marco się zdenerwował i przestał mnie całować.
-Nie na widzę telefonów.-Powiedział zły i się odkręcił w drugą stronę.
Ja tylko się uśmiechnęłam i odebrałam dzwoniący telefon.Okazało się ,że dzwoni Piszczek
-Hallo.
-Przyjeżdżaj szybko do szpitala.!!-Darł się Łukasz.
-Jakiego szpitala!!.-Zerwałam się z łóżka.
Jednak Łukasz mi nie odpowiedział tylko się rozłączył.
-Marco ubieraj się jedziemy do szpitala.!
-Co jak gdzie ?-Zapytał Marco nie wiedząc o co chodzi.
Ubrałam się szybko i poszłam na dół ,aby powiedzieć Dominice,żeby zaopiekowała się Omerkiem.
-Dominika zajmij się nim my z Marco jedziemy do szpitala.-Powiedziałam nerwowo.
-Nie ma sprawy .-Odpowiedziała Dominika nie wiedząc o co chodzi.




Po 30 minutach byliśmy z Marco na miejscu.Weszliśmy do dużego budynku.Gdzie czekał na nas Łukasz.
-O co chodzi Łukasz!-Darłam się na niego.
-Kamila ..ona.
-Co ona! co jej jest!!-Darłam się na niego ,lecz on nie mógł wydusić z siebie ani słowa.
-Ona teraz właśnie rodzi.!!-W końcu powiedział Łukasz.
Marco nic nie mówił tylko się zaczął śmieć.
-I o to tyle afery,człowieku ja przez ciebie musiałem..-Nie dokończył Marco bo Weronika spojrzała się na niego wzrokiem ,który mówił jasno zamknij się bo pożałujesz.
-No ja musiałem wcześnie wstań przez ciebie.-Wybronił się z tej sytuacji Marco.
-Nie martw się Łukasz,wszystko będzie dobrze.-Pocieszałam Łukasza.
Po chwili spędzonej z Łukaszem na korytarzu przed salą , w której leżała Kamila wyszedł lekarz.
-Przepraszam pani Kamila prosiła do siebie pana Lukasa Piscka.-Powiedział lekarz po niemiecku.
-Tak to ja.-Powiedział Łukasz i wszedł na sale.



Czekaliśmy na niego dosyć długo jedna kawa druga w końcu Marco powiedział a raczej zajęczał.
-Chodźmy do domu! nudzi mi sięeeeee.
Już mieliśmy wychodzić gdy z sali wyszedł zadowolony od ucha do ucha Łukasz mówiąc.
-Mam śliczną małą córeczkę aaa!!!!-Wydarł się na cały szpital.
-Stary gratulacje.-Przybił mu piątkę Marco.
-Gratulacje.-Przytuliłam Łukasz.
Weszlismy do sali gdzie leże Kamila i usłyszeliśmy od razu płacz dziecka.
-Jeju jakie to jest słodkie.-Powiedziałam i dodałam.
-Pamiętasz jak Omerek się urodził.
-Jak mógłbym zapomnieć jednej z najwspanialszych chwili w moim życiu.-Powiedział piłkarz i przytulił się do mnie.

Posiedzieliśmy chwilkę z Kamila i udaliśmy się do domu.Łukasz jeszcze został z Kamila na jakieś badania.
Siedzieliśmy w samochodzie gdy Marco przyciszył radio i mówił.
-Mam dla ciebie pewną propozycję.
-Tak.-Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po Marco.
-Weśmy ślub.-Wyskoczył w najmniej niespodziewanej chwili.
-Marco ja ..-Zaniemówiłam.
-Zatkało cie co,ale ja chcę być twoim mężem już na papierze kocham cię .Nagle usłyszałam pisk dalej nic nie pamiętam.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Komentujcie motywujcie :) 4 komy  miało być tak fajnie no ale nie może tak być 


KOMENTUJCIEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! :) :::::::)))))))




środa, 23 kwietnia 2014

Nie..to nie tak !




Życie moje, tak samo jak twoje ma dużo dobrych stron, no ale ty przecież widzisz życie zawsze od tych złych stron.
Na moim sercu jest wielka rysa której nie da się zagoić czemu ranisz mnie aż tak boleśnie przez ciebie draniu muszę teraz cierpieć.

miesiąc później

Dominika szykowała się do snu .Leżała sobie grzecznie w łóżku czytając książkę pt.''Miłość''.  Nagle  do sypialni, którą miał dzielić z Dominiką wpadł Leitner w samych bokserkach.
-Może byś się ubrał.-Zwróciła się do Leitnera Dominika.
-A co nie podoba ci się.-Zaczął drażnić się z Dominiką Moritz.
Dominika przekręciła oczami i odłożyła książkę na półkę.Zaraz potem Moritz położył się obok niej, zabierając jej całą kołdrę.
-Ej!
-Oddawaj!-Zaczęła się drzeć Dominika.
-Nie.-Śmiał się Leitner
- Nie drażnij się ze mną bo zrobię się nie grzeczna.
- Hym czytli szantaż.-Spojrzał na nią,tak jak nigdy Leitner dodając.
-Lubię niegrzeczne dziewczynki.
Zaczęli zbliżać do siebie swoje usta on złapał ją za rękę dotknęli swoich ust i poczuli się jak w niebie .
Nagle Dominika oderwała się od niego.
- Znamy się miesiąc
- A ja nie mogę bez ciebie żyć, dla mnie ten miesiąc był jak rok.Próbowałem się do ciebie zbliżyć lecz ty dawałaś mi zawsze kopa. Dominika teraz wiem ,że z tobą chce spędzić resztę życia wiem co  przeżyłaś i już nigdy nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić mała kocham cię.
-Ja czuję do ciebie to samo ale..Moritz ja...-Naglę Dominika zerwała się z łózka i wybiegła płacząc z pokoju.Zeszła na dół gdzie Marco bawił się z Weroniką i Omerkiem żelkami mówiąc ''żelek cię zje'' łaskocząc Weronikę w brzuch.
-Marco przestań.-Nagle z twarzy Marco i Weroniki znikł uśmiech widząc rozpłakaną Dominikę ,która wychodzi z domu.
-O co chodzi?-Zapytał Marco patrząc z zdziwieniem na Weronikę.
-Mnie się pytasz, idę za nią.
-Dobra ja zostanę z Omerkiem.-Nagle do salonu, na dół zbiegł Moritz.
-Gdzie ona jest?!-Zapytał .
-Co ty jej zrobiłeś wyszła z domu, Weronika za nią pobiegła.
-Ja nic, nie wiem o co chodzi?-Powiedział zrozpaczony Moritz po czym udał się do drzwi wyjściowych.


Biegłam za nią a ona nie chciała się zatrzymać.
-Stój.-Darłam ryja na cały regulator, dogonił mnie Leitner a ,że był szybszy dogonił Dominikę i objął w pasie.Stwierdziłam,że lepiej będzie jak zostawię ich samych i poszłam do domu.
-Spójrz mi w oczy.-Moritz złapał ją kurczowo za ręke.
-Moritz ja czuję się jak szmata.
-Czemu ?.-Zapytał Leitner.
W jej oczach pojawił się łzy , przypomniała sobie wszystko co zrobiła Weronice ,Mario i Marco.A przed wszystkim przypomniała sobie to co zrobiła sama sobie.
-Wiesz jak to jest zabić drugiego człowieka!!.-Wydarła się na cały głos.
-Zabiłam własne dziecko rozumiesz, rozumiesz jestem zabójcą.!!
-W tym momencie Moritz przytulił ją mocno do siebie.
-Wiesz jak ja się czółam jakbym straciła cały świat , jeden ruch i straciłam wszystko co miałam.Do dziś nie mogę sobie tego wybaczyć, patrze na Omerka i widzę moje dziecko.
-Cii wszystko będzie dobrze .-Pocieszał ją lecz to nic nie dawało.
-Nie mam po co żyć.-Nagle powiedziała odrywając się od niego.
-Gdybym stracił ciebie stracił bym wszystko.-Bez zastanowienia Moritz przyciągną ją do siebie i zaczął namiętnie całować.
-Z tobą ,przejdę nawet najtrudniejsze chwilę nie zostawię cię nigdy mała.
-Obiecujesz?-Zapytała ocierając łzy.
-Obiecuje.-Popatrzył w jej błękitne oczy ,złapał za ręke i udał się wraz z nią do domu.


Weszli do domu i od razu pytania Marco.
-Co to było za przedstawienie!.
- Nie ważnę.-Odpowiedziała z uśmiechem Dominika patrząc na Mortiza.
-Dobra dziwne ale nie będę się czepiał.-Skomentował Marco.
-No i prawidłowo.-Odpowiedział mu Leitner.
-Dobra chodźcie na kolacje.-Zawołała Weronika.
-Ej to miała być kolacja we dwoje za wcześnie wróciliście.- Palną jak zawsze Marco tymi swoimi sucharami.
-Y Marco jaki suchar.-Skomentowała Dominika.
-No ale z dżemem.-Odpowiedział Marco.
-Suchar z dżemem specjalność Marco.-Powiedziałam z uśmiechem.
-No ale wybaczcie na kolacje przygotowałam naleśniki nie suchary.
-No przeżyjemy.-Odpowiedziałam Dominika.
-Pyszne!-Powiedział Marco.
-Ubrudziłeś się kochanie.-Skomentowałam .
-Gdzie?
Pocałowałam go namiętnie.
-Już nic nie ma.-Uśmiechnęłam się.
-Ale wy się kochacie.-Skomentował Moritz.
-Nom bez mojej księżniczki to nie wiem co bym zrobił.-Odpowiedział Marco patrząc w oczy Weronice.




----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 Takie namiętne obiecuje żę będzie akcja w następmnym xDProszę o komentarze 4 i pisze next i przy okazji zapraszam na mój kanał youtube .Dodaje tam filmiki o Marco Mario i całej Borussi




czwartek, 17 kwietnia 2014

Przypadek nie sądze






 Miałam już wychodzić z domu Mario,gdy ten złapał mnie mocno za rękę i przycisnął do ściany,zaczął namiętnie całować w tej samej chwili do domu Mario wszedł niespodziewanie Marco.Oderwałam się natychmiast od Mario i przywaliłam mu z liścia w twarz.Marco żucił  się na Gotzego i zaczął go bić.
-Marco uspokuj się !-Darłam ryja na nic ani jeden ani drugi nie miał zamiaru odpuścić.
-Jak mogłeś mi zabrać dziewczynę!-Krzyczał Mario .
-Widocznie nie byłeś tak dobry w łóżku żeby ją zadowolić,że wybrała mnie.!-Powiedział Marco,zatkało mnie.
To bardzo  rozzłościło Mario .
-Mario uspokuj się!!-Wydarłam się płacząc.
Gdy Marco zobaczył moje łzy przestał bić Mario.Szybko do mnie podbiegł i zaczął przytulać.Mario leżał z twarzą czerwoną od krwi.
Kucnęłam przy Mario razem z Marco zanieśliśmy go na łóżko.Marco usiadł ponieważ również miał rozwalony nos we krwi.
-Zachowaliście się jak dzieci.-Skomentowałam zła.
Zrobiłam im zimne okłady i obu oczyściłam z krwi.

-Przepraszam Marco.-Odezwał się po chwili Mario.
-To ja przepraszam nie powinienem mówić ci ,że jesteś..-Nie dokończył Marco bo zaczął się śmiać.
-Ale ty Marco jesteś głupi,z kąd wiesz jaki jest Mario w łóżku.-Zapytałam Marco na co Mario spojrzał na mine Reusa i zaczął się śmiać.
-Mniejsza o to, to jest nie istotne.Może w końcu do tych waszych mózgownic dojdzie ,że nie możecie się już kłócić to bez sensu.
-Masz racje .-Chłopaki krzyknęli równo i podali sobie ręce.
-No to na zgodę robimy teletubisiowy krem.-Wrzasnął Mario.
-Zgoda .-Obaj wstali i ruszyli do kuchni robić jakiś tak krem,nie miała pojęcia co to jest jak im coś strzeli do głowy to nie wiadomo czy masz się śmiać czy płakać.


Spędziliśmy miło czas u Mario, po 3 godzinach, byliśmy w domu.W wejściu przywitał nas Omerek i Dominika.
-Mamusia!!
-Hej mały .
-Czemu jeszcze nie śpisz mały, jest już późno.-Zapytał Marco patrząc na Omerka.
-No juz idę chyba nie.-Odpowiedział słodko Omerek i skierował się w stronę sypialni.
-Dobranoc.-Powiedziałam do synka całując go w czoło,to samo zrobił Marco.
-Dominika dzięki,że się nim tak zajmujesz.
-Nie ma sprawy i tak nie mam co robić.
Udałam się na górę aby wziąść prysznic jednak Marco mi w tym przeszkodził wlazł do łazienki i nie miał zamiaru z niej wyjść.
-Wyłaź byłam pierwsza.!
-Chciała byś.-Powiedział Marco z tym swoim uśmieszkiem.
-Marco !!.-Ten nic nie mówiąc zdjął koszulkę,mówiąc
-Wiem ,że lubisz mój szekszy brzuszek.
-YY zdjęłąm koszulkę mówiąc.
-Wiem ,że lubisz mój szekszy brzuszek xD.
-Dobra wygrałaś.-Zaśmiał się Marco wychodząc z łazienki.

Wyszłam po 30 minutach ,Marco umył się na dole i teraz leżał grzecznie,no dobra nie grzecznie w łóżku.
Weszłam do pokoju a ten z tekstem.
-Hey babe comon to bed Now!!.
Zaśmiałam się i położyłam się koło dzikiego Marco,który zaczął mi jeździć palcem po brzuchu i coraz wyżej i wyżej.
-STOP.-Zabrałam mu z tamta ręke.
-Uparta dziewczynka,tak bawić się nie będziemy.-Rzekł Marco siadając na mnie,przytrzymując mi przy tym ręce uniemożliwiając mi poruszanie się.
-Ej !-wrzasnęłam.
-Ty jesteś moja ja jestem twój i razem będziemy wywalać gnój.
-HaHa.-Zdążyłam powiedzieć tylko to gdyż Marco zaczął mnie namiętnie całować.
Strony się zmieniły teraz to ja byłam na górze.
-Ej!-Wrzasnął Marco.
Zaczęłam się cwaniacko śmiać.Zdjęłam z niego koszulkę i zaczęłam delikatnie go całować po torsie, on zrobił to samo.
-A serio jestem lepszy od Mario.
Nic mu nie odpowiedziałam tylko kontynuowałam pocałunki.



Minęła noc,kolejna noc z Marco.Leżeliśmy obok siebie patrząc sobie głęboko w oczy.Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Ja pójdę.-Ubrałam szlafrok i poszłam na dół otworzyć drzwi.
-Niespodzianka.!-Wrzasną
-Leitner!!.-Krzyknęłam z nie dowierzeniem wskakując na szyje  Moritzowi .
-Co ty tu robisz.
-A więc..-Nie dokończył bo na dół przyszedł Marco i zaczęli się ze sobą witać.
-No a więc ja ... WRACAM DO DORTMUNDU NA STAŁE.-Wypowiedziała słowa Moritz.
-Zajebiście.-W tym momencie na dół zeszłą Dominika.
-Hej.-Powiedziała nieśmiało
-O hej poznaj Moritza .-Powiedziałam do Dominiki.
-Hej Dominika.-Podała nieśmiało ręke Dominika .Trzymali się tak za ręke i ani jedno ani drugie nie potrafiło jej od sobie oderwać,patrzyli sobie w oczy i nic.
-Ekkhem.-Chrząkną Reus patrząc na mnie i się uśmiechając.
Nagle Moritz wybuchnął śmiechem , szybko wszyscy zaczęli się śmiać.
-Dobra chodźmy na śniadanie.Wszyscy kierowaliśmy się do kuchni.
W pewnej chwili usłyszałam płacz Omerka dochodzące z góry.Szybko pobiegłam na górę.
-Ciii co się stało.-Powiedziałam czule do dziecka, głaszcząc je po głowię.
-Mamusiu bo mi sie snilo ze ten potful chce mnie zjesc i on mi mowil ze ja nie bende jus nigdy mial rodzicow .-Móił przerażony wtulając się we mnie.
-Ten potwór gada głupoty.-Rzekłam z uśmiechem i wzięłam Omerka na ręce.Zeszłam z nim na dół.
-O a kto to jest.-Żekł do Omerka  Moritz.
-Mała awaria,duży potwór .-Powiedziałam
-Nie przejmuj się tata ci dzisiaj kupi odlotową piłkę.-Pocieszał go Marco biorąc go od mnie na ręce.
Razem z Dominiką przygotowywałyśmy śniadanie.
-Przyznaj ,że ci się on podoba.-Walnęłam łokciem Dominikę.
Ona nic nie mówiąc tylko się do mnie uśmiechnęła.
Usiadłyśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.
-Dobra  mam do was proźbę czy ja mógłbym zostać tu na parę dni, bo wiecie dopiero co przyjechałem i muszę czegoś poszukać, a nie chcę się błąkać po hotelach.-Poprosił nas o to Moritz.
-Jasne.-Rzekliśmy oboje.
-Tylko jest mały problem.-Powiedziałam.
-Jaki?-Spytał Marco.
-Będziesz musiał spać z Dominką .-Uśmiechnęłam się do niej.
Dominika zakrztusiła się herbatą.
-No dobra skoro muszę.-Nie miał z tym problemów Leitner.
-ŻE CO!!.-Krzyknęłą Dominika.
-Nie chisteryzuj przecież on ci nic nie zrobi.-Zaczęłam się śmiać.
-Ta żeby on jej nic nie zrobił.-Zaczą się śmiac razem ze mną Marco.
-Ha Ha ha bardzo śmieszne.-Powiedział Moritz .

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to jest 4 komentarze i next leci .Serio to nie wiem czy wam się spodoba ale dobra xDDDDDDD







poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Mów szeptem...o miłości

Czemu nadal błądzisz w moich myślach jeżeli szukasz  wyjścia to jest ono w moim sercu.

Obudziłam się w ramionach mojego Marco.Tylko mojego.Mam  wielkie szczęście,że on i mój synek Omerek są przy mnie.Bez nich mój świat nie miał by sensu.
Marco zaczął otwierać swoje niebieskie oczy.
-Hej-Powiedział patrząc mi w oczy.
Pocałowałam go mówiąc.
-Kocham cię Marco.
-Ja ciebie bardziej słońce.
-Marco coś nie daje mi spokoju ty wiesz co.-Spojrzałam na niego.
-Mówiłem ci już-Nagle przestało być miło.Marco oderwał się od mnie i patrzył w sufit .
-Marco.-Położyłam się na jego klatce piersiowej.
-Ja muszę się spotkać z Mario.-Powiedziałam do niego błagalnym głosem.
-Nie!.-Krzykną Marco .
-Czemu.Nie zabronisz mi.
-Zabronie!.
-Marco przecież nic mnie z nim nie łączy a dobrze wiesz ,że to również ty mógłbyś być ojcem dziecka!.-Przesadziłam,wiem ,że zraniłam tymi słowami Marco.W jego oczach pojawiły się łzy.
Nastała cisza.Długa męcząca cisza.W końcu Marco odwrócił się w moją stronę mówiąc.
-Boja się ,że cię stracę.-Powiedział przez łzy.
-To tylko spotkanie.-Spojrzałam na niego.
- Kocham cie Marco już na zawsze.-Spojrzałam na pierścionek zaręczynowy.Uśmiechnęłam się i pocałowałam Marco .Wstałam i zaczęłam się ubierać wiem,że Marco będzie zły lecz ja muszę spotkać się z Gotze.Miałam już wychodzić spojrzałam ostatni raz na Marco ,który milczał.Uśmiechnęłam się do niego i zniknęłam w drzwiach.Dominika z Omerkiem jeszcze spali .Założyłam buty i wyszłam z domu.Idąc tak ulicami Dortmundu myślałam o wszystkich chwilach spędzonych z Mario.

Po 30 minutach byłam przy domu Mario .Zapukałam do drzwi.Po chwili wyszedł z nich Mario.
-Hej.-Powiedziałam nie śmiało.
-Hej, wejdz.
-Musimy pogadać.-Powiedziałam.
Weszłam do domu zdjęłam buty na korytarzu zobaczyłam jedno znajome mi zdjęcie ,moje i Mario na wakacjach w Madrycie gdzie oboje się całujemy.Mario stał w futrynie i patrzył na mnie,która dziwnym códem stałam przy zdjęciu i nie mogłam oderwać od niego oczu.Może dlatego właśnie Marco nie chciał abym poszła do Mario bał się ,że wszystkie wspomnienia wrócą.
-Oj sorry zamyśliłam się.-Spojrzałam z uśmiechem na Mario.
-O czym chciałaś porozmawiać.
-Mario mam nadzieje ,że nie masz mi niczego za złe .
-Aha przyszłaś tu tylko po to.
-Nie!-Zareagowałam szybko.
-Pamiętasz tą noc, impreza u Piszczka.
-Najgorsza impreza w moim życiu.-Powiedział Mario spuszczając głowę.Złapał mnie nagle za rękę i zaczął mówić.
-Gdyby nie ona to teraz byłabyś przy mnie wspierała mnie w każdy momencie moje życia.Pamiętasz jak było nam z sobą dobrze , byłaś dla mnie wszystkim, jesteś nadal ,myślę o tobie 24 godziny na dobę.Nie  mogę
 o tobie zapomnieć .Twój uśmiech twoje oczu są dla mnie czymś więcej.Ta jedna jedyna noc ja nawet jej nie pamiętam ona nic dla mnie nie znaczy..
-Mario ja..-Musze mu to powiedzieć ale nie wiem jak .W tym momencie nie wiedziałam co robić Mario patrzył na mnie i mówił ja nie mogłam mu powiedzieć przestań !  nie miałam odwagi zachowywałam się jak tchórz .Czemu akurat ja muszę zawsze cierpieć.
-Nic nie pamiętałeś bo ...Dominika dosypała ci czegoś do drinku tak samo jak Marco.-Mario spojrzał na mnie.Zaczęłam mu wszystko po kolei mówić.Płacząc przy tym jak małe bezbronne dziecko.


-Impreza u Piszcza piękna noc , idziemy zakochani w  blasku księżyca.Wchodzimy nagle do miejsca które zmienia nasze życie .Ja podeszłam do Marco kilka mocniejszych drinków i...-Przerwałam bo musiałam wytrzeć łzy.
 -Obudziłam się u boku Marco. Szybko wyszłam z pokoju i szłam płacząc przez korytarz.Dominika dobrze wiedziała że będę iść akurat prosto do sypialni.Weszłam do środka zobaczyłam ciebie .Nawet nie wiesz jak się czułam widząc ciebie razem z moją najlepszą przyjaciółką.Chciałam się zabić.Nie miałam dla kogo żyć.Tego samego dnia wyjechałam do Polski.Gdy byłam na miejscu w moim starym studenckim mieszkaniu w Warszawie myślałam tylko o jednym. Żyletka ....Straciłam dużo krwi wyszłam na ulice i upadłam.Obudziłam się w szpitalu.Lekarze mówili,że códem przeżyłam, ale to nie była jedna informacja była jeszcze jedna.Jest pani w ciąży.Co w tedy czółam ...powiem ci tylko tylko tyle ,że gdyby nie Piszczek i Kamila to już byś mnie nigdy nie zobaczył.Minęło kilka dni wróciłam do Dortmundu , nabrałam odwagi by powiedzieć ci wszystko ,że dziecko nie jest twoje.Dalej to znasz prawdę.

 -Weronika....
 -Mario chce żebyś wiedział,że między nami już nic nie będzie, jestem z Marco szczęśliwa, nie mam ci niczego za złe .
-Jak ona mogła mi to z robić i czemu.-Zapytał
-Ona była o mnie zazdrosna, a pozatym to po tym co nam zrobiła poszła na imprezę gdzie... po prostu ją zgwałcili.Później wyjechałam do Irlandi na leczenia psychiczne.Wybaczyłam jej.
-Nie wiem czy dobrze robisz.-Powiedział Mario.
-Zabaczymy pozyjemy,
-Mario zostańmy przyjaciółmi.
-Będzie mi trudno.. ale skoro ty jesteś z Marco szczęśliwa .
-Jestem i to bardzo.
-Ja rozważam przejście do Bayernu tutaj nnic mnie już nie trzyma a po za tym Marco nie mogę na niego patrzeć on mnie nienawidzi.
-On po prostu musi się przyzwyczaić do dziecka.
Uściskałam Mario i kierwałam się do wyjścia.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo prosze o komentarze przynajmniej 3 i pisze kolejny rozdziała bo nie wiem czy wam sie podoba to co ja pisze.xD











poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Zazdrość czy jednak smutek?

Czemu mi to robisz. Jak możesz tak postępować z ludźmi dla których kiedyś byłaś na prawdę ważna.
- Weronika nawet nie wiesz co te 9 obsranych miesięcy dla mnie znaczyło i jak bardzo mnie zraniło myślisz, że chciałam cię zranić uwierz mi nie, ja byłam szantażowana bita i zgwałcona!-Powiedziała przez łzy które spływały jej po puliczkach .
Zatkało mnie nigdy bym się nie spodziewała tego co powie mi Dominika. Moje oczy zrobiły się czerwone i już miałam wybuchnąć płaczem
-Jak to byłaś szantażowana?-Zapytałam z nie do wierzeniem.
-Przepraszam- Powiedziała po czym chciała wybiec z domu lecz zatrzymał ją Marco.
-Stój nigdzie nie idziesz do puki wszystkiego nie powiesz!-Wrzasną do niej Marco.
Usiadłam na kanapie mój dawny koszmar wrócił i znów mnie męczy widzę rozpłakaną Dominikę i tak na prawdę to nie wiem czy powinnam jej uwierzyć. Przecież ona tak bardzo mnie zraniła.
-Ja nie chciałam to miało być inaczej!-Wrzasnęła przez łzy Dominika.
-Jak inaczej?-Zapytałam patrząc jej w oczy.
-To ja miałam teraz siedzieć obok Marco, to ja miałam teraz mieć z nim dziecko i tworzyć szczęśliwą rodzinkę. Ty zawsze byłaś tą lepszą zawsze taką kochaną Weroniką, zawsze odbierałaś mi wszystkich chłopaków. Wiesz jak się w tedy czułam ?.Aż do pewnego dnia w końcu zrozumiałam ,że to musi się skończyć . Wyszłam ze szpitala siedział  koło mnie Marco od razu mi się spodobał ,czułam ,że on czuje do mnie to samo ,że w końcu znalazłam kochającą mnie osobę. Poszliśmy do jego domu pamiętam jak dziś była piękna noc. Weszliśmy do domu miło rozmawialiśmy i...
-Skończ!-Nagle Marco wstał i powiedział.
-Nie możesz zrozumieć że ja wtedy nie wiedziałem co robię.
-No a wiesz czemu nie wiedziałeś co robisz?-Zapytała Dominika patrząc na dywan.
-Dosypałam ci do wina narkotyk gwałtu. Dalej Marco... byłeś cudowny.-Mówiła patrząc na blondyna.
-Obudziłam się w twoich ramionach narkotyk przestawał działać o 10:00  była 9:54.Leżałeś koło mnie i nagle wybiła 10:00 .Twoja reakcja nie była reakcją na jaka oczekiwałam.Wtedy zrozumiałam ,że tu znów chodzi o ciebie.-Dominika spojrzała na mnie .
- Postanowiłam się zemścić przespałam się z Mario mu też dosypałam coś do drinku.Pewnego dnia ty o wszystkim się dowiedziałaś,zrozumiałam jak bardzo cię zraniłam . Nie mogłam sobie wybaczyć tego jakie świnstwo popełniłam , tego samego wieczoru poszłam na impreze...-W tym momencie Dominika umilkła na chwile odwracając głowę w tył .
-Na tej imprezie zostałam zgwałcona , obudziłam się na policji.Nie mogłam z nikim porozmawiać wszystkich zraniłam nikt nie chciał mnie znać.Wyjechałam do Irlandii na 8 miesięcy dowiedziałam się tam,że jestem w ciąży usunęłam.-Dominika już dalej nie była w stanie nic mówić.
-Cii- Podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.Nie mogłam sobie wyobraźić tego jak można usunąć swoje własne dziecko to tak jakbym ja usunęła, chociaż mi tez było bardzo ciężko w tym czasie. .
-Pszepraszem wyksztusiła Dominika.
-Wybaczam ci .-Powiedział przez łzy.
-Mogę u was zostać na parę dni do puki się nie ograne.-Zapytała mnie o to Dominika patrząc na mnie ze łzami w oczach.
-Jasne , możesz iść do gościnnego pokoju na górę.-Odpowiedziałam jej.

Dominika nic nie mówiąc wzięła swoją walizkę i poszła na górę po drodze łapiąc się za brzuch i płacząc.
-Nie mogę w to uwieżyć.-Powiedział z niedowierzeniem w to co usłyszał od Dominika.
-Marco?-Zapytałam.
-Czy ty zdajesz sobie sprawę ...,że to mogło być twoje dziecko.-Zapytałam cicho siadając przy zdruzgotanym Marco.
-Albo Mario - Po chwili odpowiedział mi Marco. 
-Muszę do niego zadzwonić i pogadać.-Już miałam rękę na telefonie,gdy Marco złapał mnie za rękę.
-Weronika.-Spojrzał mi w oczy Marco.
-Nawet gdyby to było moje dziecko to i tak bym cie kochał i kocham nadal.-Powiedział i mnie pocałował.
- Przecież ty nie wiedziałeś co robisz ona ci coś dosypała, .. to nie istotne Marco.
-Przez to wszystko zapomniała o własnym dziecku!!-Krzyknęłam na cały dom.
-Spokojnie u Piszczków niczego mu nie zabrakło?-Uspokajał mnie Marco.
-No może mu było dobrze ale oni sa pewnie nim wykączeni.-Odpowiedziałm z uśmiechem.
-Gdzie są klucze ?
-Na stole.
-Jadę po niego.
-Ja też ,czekaj!-Krzyknął za mną Marco.
-Dobra powiem Dominice że jedziemy po Omerka.

Udałam się na górę gdzie przez drzwi słyszłam płacz mojej przyjaciółki.Serce mi się krajało ja bez mojego dziecka nie mogę dnia wytrzymać, nawet nie wyobrażam sobię co ona musi czuć w ty momencie.
-Dominika my jedziemy po Omerka.-Zdałam sobie sprawę,że ona nawet go nie zna ale mniejsza o to.Przez drzwi usłyszałam tylko krótkie wymuszone OK.

Zeszłam na dół.Ubrałam się i udałam do sportowego samochodu w ,którym czekała na mnie Mraco.
W końcu ruszyliśmy.Po 30 minutach byliśmy na miejscu.
Weszliśmy do domu gdzie podejrzanie panowała cisza( Omerek ma 3 lata) nagle usłyszałam tupanie stup i głośne Mama!. W zięłam dziecko na ręce i mocno przytuliłam.
-No a taty już nie widziałeś?-Zapytał z uśmiechem Omerka po czym mocno się do nas przytulił.
-Hej -Krzyknął  radośnie Piszczek ,który patrzył się na nasze przytulańce.
-Elo- odpowiedziałam  z uśmiechem . Po chwili przyszła też Kamila z szklanką herbaty mówiąc.
-Chodźcie na kawę.
-Tak zrób naszą ulubiona kawę i wszystko ci opowiemy.-Odpowiedziałam z uśmiechem.
-Ej z kądś to znam.-Spojrzła na mnie podejrzanie Marco.
Yy może z reklamy xD.-Odpowiedziałam irytująco.
Usiedliśmy z Kamilą przy stole bo oczywiście chłopaki poszli bawić się z Omerkiem.
-Dominika ona wróciła.-Powiedziałam Kamili na co ona zrobiła minę wtf?.
-Co??
-No to opowiedziałam Polce całą historie.
-Nie do wiary.-Powiedziałam po chwili z łazami w oczach.
-No bardzo mi jej szkoda chociaż tyle złego mi zrobiła.
-Weronika wiesz,że to mogło być dziecko Marco.
-Wiem.-Odpowiedziałam odwracając głowę w tył gdzie widziałam słodkiego roześmianego Omerka ,który patrzy się na swoje tatę, który jeździ samochodem po głowię Łukasza mówiąc-Zjem twoje włosy a później nakarmię cię żelkami.
 Spojrzałam na Kamile z śmiechem.
-Marco ty już lepszych tekstów nie masz?-Zapytałam ze śmiechem.
 -Zjem cię .-Marco pokazał mi przy tym język śmiejąc się.
Minęły dwie godziny  czas się zbierać.Pożegnaliśmy się z Piszczkami dziękując im za opiekę nad Omerkiem. Po 30 minutach byliśmy w domu.Weszliśmy do willi .Poczuliśmy jakieś zapachy dochodzące z kuchni.
-Mmyyy..-Wydał z siebie głos Marco.
-Spojrzałam się na niego.
-Kochanie twoja kuchania jest najlepsza.-Powiedział po chwili z uśmiechem od ucha do ucha.
Weszliśmy do kuchni gdzie Dominika cos pichciła.
-Hej pomóc ci.-Zwróciłam się do niej z uśmiechem.
-Nie już wszystko gotowe pomyślałam ,że wam się jakoś odwdzięczę i coś upichcę.-Odpowiedziała Dominika.
Wzięłam Omerka na ręce i poszłam do Dominiki.
-Poznaj mojego małego najważniejszego mężczyzne Omerka
-Ej myślałem że to ja jestem ważniejszy-Odezwał się Marco,który siedział prz stole.
-Mama moja -Krzykął z uśmiechem Omerek patrząc się na Marco.
-Ej to moja żona.
-Omerek pokazał Marco język śmiejąc się.
-Osz ty wrzasnął Marco i podszedł do Omerka zaczęli jak małe dzieci ganiać się w okół stołu śmiejąc się prz tym.
-Dzieci powiedziałam patrząc na Dominikę która kończyła z uśmiechem potrawę.
-Spokój krzyknęłam biegać razem z nim po całym domu. Marco złapał mnie w tall i położył na łózko.
Omerek poszedł do Dominiki .Dominika wzięłą go na ręce mówiąc do nas no to chyba ja pójdę z Omerkiem na górę położyć go spać bo nasz mały ksiązy trochę ziewa.
-Mama ja ide śpać z ciociom pa.-Pomachał nam Omerek.
-Hymm czy my kochanie zostaliśmy sami?-Zapytał marco całując mnie po ustach.
Ani mi się waż Marco.