Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 15 maja 2014

Może trochę uśmiechu kotku.


Niesprawiedliwość, smutek,cierpienie hym.. to moje nowe motto życiowe.Strata boli teraz już wiem co to znaczy,co inni ludzie czują gdy odejdzie ktoś im bardzo bliski.Czasu nie cofnę,ale w moim sercu zawsze pozostanie mój mały skarb Omer for every.. Minął rok a ja nadal dusiłam w sobie łzy.''Ogarnij się'' mówiłam do siebie gdy tylko podnosiłam się z łóżka i spoglądałam w lustro.Wiem ,wiem kur*a to moja wina byłam nieodpowiedzialna , może jeszcze za młoda by zostań matką.On zginął tylko i wyłącznie przez mnie  
Stałam przed lustrem naglę poczułam dotyk na moim ramieniu.
-Cii..-Marco przytulił mnie od tyłu i delikatnie pocałował w ramię.
Wtuliłam się w niego by zdemaskować łzy napływające mi do oczu.
-Marco...ja..nie mogę żyć...chce umrzeć.-Jestem pod stałą opieką psychologa ale to na nic.
-Jak możesz tak mówić ,nie przeżyłbym bez ciebie.-Reus próbował mi to wybić z głowy.
-Obiecaj,że tego nie zrobisz.-Powiedziam mi Marco z niepokojem.
-Obiecuje.-Powiedziałam patrząc w podłogę.
-Wiesz co dzwonił do mnie wczoraj lekarz od rehabilitacji...iii...zapomniałem ci wczoraj powiedzieć bardzo ważnej rzeczy.
- Słucham?
- Oświadczam iż ja Reus...-Macco podszedł do mnie i objął w pasie.
-Ja Marco...powracam do gry w piłkę.-Marco zaczął skakać w okół mnie.
- Że coooo!!!! przecież lekarze mówili ,że to nie morzliwe.-Mówiłam z niedowierzeniem.
-Hymm....mówiłem już,że cię kocham.-Powiedział z tym swoim cwaniackim uśmiechem
-Nie.-Powiedziałam przygryzając usta.
Ahaaa...-Pocałunek jak z bajki. coraz bliżej krawędzi łóżka,jego wargi i boskie ciało pełne namiętności.
-Marco nie morzemy teraz.-Mruczałam coś gdy on mnie całował.
-Możemy.-Zaczą zdejmować ze mnie spodnie
-Marco nie możemy.
-Możemy niegrzeczna dziewczynko.-Powiedział z uśmiechem zdejmują ze mnie bluzkę.
-Ale...nie możemy tak.-Nie dawałam za wygraną.Marco nic nie odpowiedział tylko kontynuował pocałunki.
-A Omer!!.-Krzyknęłam.
Marco się oderwał.
-Ile razy to przerabialiśmy.-Powiedział leżąc obok mnie i patrząc się zły na sufit.
-Weronika nie cofniesz czasu!-Krzykną.
-Ale ja nie mogę.-Powiedziałam bezradnie.
-Ha a może ja cię już nie kręcę morze $mierć Omerka to tylko twój pretekst żeby wywinąć się od miłości.-Krzyczał Marco.
-Jak możesz tak mówić.!!-Wstałam z łóżka
-A co mówię prawdę.!
-Przecież wiesz,że cię kocham.
-Właśnie teraz się przekonałem jak mnie kochasz-Marco trzasną drzwiami i poszedł.
Byłam zła na samą siebie.Moje życie jest do dupy. Nagle zadzwonił telefon patrze na wyświetlacz Mario.
-Halo.-Odezwałam się na pół przytomna.
-Płaczesz??
-Nie mam katar.
-Nie kłam wiem kiedy płaczesz za dobrze cię znam.?-Domyślał się Niemiec.
-Dobra nie ważne co chcesz?
-Spotkajmy się, to ważne.
-Akuret teraz.-Zaptałam szczeże nie chciało mi się z nim spotykać.
-Tak dzisiaj na treningu OK.?
-Dobra,ale Marco może być zły.
-Czemu?
-Mała kłótnia w naszym związku.
-Aha rozumiem.
-Dobra to do zobaczenia.

Postanowiłam się ogarnąć .Ubrałam się ,uczesałam włosy.Chłopaki zaczynają trening o 12:30 byłą 12:00.Postanowiłąm wychodzić z domu.

Byłam na stadionie bardzo dobrze mi znanym Signal Iduna Park jedyne miejsce na ziemie gdzie życie staje się ciekawsze.Usiadłam na trubunach i czekałam aż chłopaki skończą trening aby porozmawiać z Mario.Widziałam ukratkiem oka ,żę Marco cały czas mnie obserwuje.Nagle zobaczyłam ,że w moją stronę kieruję się bardzo znana mi osoba.Pierwsza reakcje co ona to rubi?. .Nie nawidziałą ]=m jej ona jest koszmarem mojej przeszłąści ona zniszczyła mi życie poprostu jej nienawidzę.
-Hay.-Powiedziałam tym swoim zniekształconym językiem angielski.To była Ann byłą dziewczyna Mario i moja byłą najlepsza kupmela.
-Hej.-Odpowiedziałam od niechcenia.
-Widzę,że zmieniasz facetów jak rękawiczki.
-Co?-Nie wiedziałam o co jej chodzi.
-No najpierw Felix później Mario teraz Marco.-Powiedziała.
-Co cię obchodzi moje życie ..i tak mi je już dość zniszczyłaś możesz z tąd iść bo nie mam ochoty cię słuchać wybacz.-Powiedziałam zła już miałam jej przywalić a ten jej krzywy ryj ale się wspostrzymałam.
-Ha śmieszna jesteś jak tam twój mały bobasek jak on tam Omer ...muszę przyznac,że dziecko ci sie najlepiej udało jest bardziej podobne do Mario.-I tu mnie miała nie mogłąm wydusić z siebie słowa.
-To...nie jest dziecko Mario tylko Marco.-Powiedziałam przez zacisnięte zęby.
-Tak?-Powiedziała. z zaskoczeniem.
-Możesz z tąd iść.-W oczach miałąm łzy ale nie chciałam ich pokazywać przy niej.
-No i tak nie jest podobny do ciebie bo ty jesteś yy brzydka nie wiem co Marco w tobie widzi.-Przegieła.
-Wyjdziesz z tąd!!!-Zaczełąm się drzeć.
-Bo co !!
-Omer nie żyję miał wypadek potrącił go samochód wyjdziesz!!!!-Wykrzyczałam jej to w twarz .Natychmiast przy mnie pojawili się chłopacy.
-Możesz z tąd iść dziwko!-Wykrzyczał jej w twarz Mario.
-Kochanie przecież wiem ,że mnie kochasz.-Prowokował go Ann.
-Że co chyba śnisz.
-Wiecie co ja wiedziałam o wszystkim cieszę się że w końcu cierpisz!!-Wykrzyczała mi w  twarz.
-Tak to ja zabiłam twoje dziecko tego małego guwniarza nie mogłam patrzeć na te wasze obsrane szczęście
-Ty głupia szmato -Żóciłam się na nią bijąc ją rękami i kopiąc nogami.
-Jak mogłaś mało już mi zrobiłaś.-Powiedziałam jej w twarz lecz on tylko się śmiała.
-Widać za mało,to ja powinnam być teraz z Marco nie ty on jest mój.
-Spadaj ty małpo !!! Zabiłaś dziecko-Wydarł się Marco.
-Jeszcze wszyscy zobaczycie -Powiedziała i odeszła.
===========================================================================
No to czekam na wasze komentarze i polecajcie znajomym do obserwowania Jak wam się to podoba taki zwrot akcji Ann -_- i tak jej nie lubię xDDD


4 komentarze:

  1. O_o Weroniko tego sie po tobie nie spodziewałam :| Dobra czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uhuhu no to dowaliłaś do pieca, czekam na nexta z niecierpliwością i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale rodział.
    Piękny
    Czekam na kolejny i zapraszam do siebie
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń