Stałam przed lustrem naglę poczułam dotyk na moim ramieniu.
-Cii..-Marco przytulił mnie od tyłu i delikatnie pocałował w ramię.
Wtuliłam się w niego by zdemaskować łzy napływające mi do oczu.-Marco...ja..nie mogę żyć...chce umrzeć.-Jestem pod stałą opieką psychologa ale to na nic.
-Jak możesz tak mówić ,nie przeżyłbym bez ciebie.-Reus próbował mi to wybić z głowy.
-Obiecaj,że tego nie zrobisz.-Powiedziam mi Marco z niepokojem.
-Obiecuje.-Powiedziałam patrząc w podłogę.
-Wiesz co dzwonił do mnie wczoraj lekarz od rehabilitacji...iii...zapomniałem ci wczoraj powiedzieć bardzo ważnej rzeczy.
- Słucham?
- Oświadczam iż ja Reus...-Macco podszedł do mnie i objął w pasie.
-Ja Marco...powracam do gry w piłkę.-Marco zaczął skakać w okół mnie.
- Że coooo!!!! przecież lekarze mówili ,że to nie morzliwe.-Mówiłam z niedowierzeniem.
-Hymm....mówiłem już,że cię kocham.-Powiedział z tym swoim cwaniackim uśmiechem
-Nie.-Powiedziałam przygryzając usta.
Ahaaa...-Pocałunek jak z bajki. coraz bliżej krawędzi łóżka,jego wargi i boskie ciało pełne namiętności.
-Marco nie morzemy teraz.-Mruczałam coś gdy on mnie całował.
-Możemy.-Zaczą zdejmować ze mnie spodnie
-Marco nie możemy.
-Możemy niegrzeczna dziewczynko.-Powiedział z uśmiechem zdejmują ze mnie bluzkę.
-Ale...nie możemy tak.-Nie dawałam za wygraną.Marco nic nie odpowiedział tylko kontynuował pocałunki.
-A Omer!!.-Krzyknęłam.
Marco się oderwał.-Ile razy to przerabialiśmy.-Powiedział leżąc obok mnie i patrząc się zły na sufit.
-Weronika nie cofniesz czasu!-Krzykną.
-Ale ja nie mogę.-Powiedziałam bezradnie.
-Ha a może ja cię już nie kręcę morze $mierć Omerka to tylko twój pretekst żeby wywinąć się od miłości.-Krzyczał Marco.
-Jak możesz tak mówić.!!-Wstałam z łóżka
-A co mówię prawdę.!
-Przecież wiesz,że cię kocham.
-Właśnie teraz się przekonałem jak mnie kochasz-Marco trzasną drzwiami i poszedł.
Byłam zła na samą siebie.Moje życie jest do dupy. Nagle zadzwonił telefon patrze na wyświetlacz Mario.
-Halo.-Odezwałam się na pół przytomna.
-Płaczesz??
-Nie mam katar.
-Nie kłam wiem kiedy płaczesz za dobrze cię znam.?-Domyślał się Niemiec.
-Dobra nie ważne co chcesz?
-Spotkajmy się, to ważne.
-Akuret teraz.-Zaptałam szczeże nie chciało mi się z nim spotykać.
-Tak dzisiaj na treningu OK.?
-Dobra,ale Marco może być zły.
-Czemu?
-Mała kłótnia w naszym związku.
-Aha rozumiem.
-Dobra to do zobaczenia.
Postanowiłam się ogarnąć .Ubrałam się ,uczesałam włosy.Chłopaki zaczynają trening o 12:30 byłą 12:00.Postanowiłąm wychodzić z domu.
Byłam na stadionie bardzo dobrze mi znanym Signal Iduna Park jedyne miejsce na ziemie gdzie życie staje się ciekawsze.Usiadłam na trubunach i czekałam aż chłopaki skończą trening aby porozmawiać z Mario.Widziałam ukratkiem oka ,żę Marco cały czas mnie obserwuje.Nagle zobaczyłam ,że w moją stronę kieruję się bardzo znana mi osoba.Pierwsza reakcje co ona to rubi?. .Nie nawidziałą ]=m jej ona jest koszmarem mojej przeszłąści ona zniszczyła mi życie poprostu jej nienawidzę.
-Hay.-Powiedziałam tym swoim zniekształconym językiem angielski.To była Ann byłą dziewczyna Mario i moja byłą najlepsza kupmela.
-Hej.-Odpowiedziałam od niechcenia.
-Widzę,że zmieniasz facetów jak rękawiczki.
-Co?-Nie wiedziałam o co jej chodzi.
-No najpierw Felix później Mario teraz Marco.-Powiedziała.
-Co cię obchodzi moje życie ..i tak mi je już dość zniszczyłaś możesz z tąd iść bo nie mam ochoty cię słuchać wybacz.-Powiedziałam zła już miałam jej przywalić a ten jej krzywy ryj ale się wspostrzymałam.
-Ha śmieszna jesteś jak tam twój mały bobasek jak on tam Omer ...muszę przyznac,że dziecko ci sie najlepiej udało jest bardziej podobne do Mario.-I tu mnie miała nie mogłąm wydusić z siebie słowa.
-To...nie jest dziecko Mario tylko Marco.-Powiedziałam przez zacisnięte zęby.
-Tak?-Powiedziała. z zaskoczeniem.
-Możesz z tąd iść.-W oczach miałąm łzy ale nie chciałam ich pokazywać przy niej.
-No i tak nie jest podobny do ciebie bo ty jesteś yy brzydka nie wiem co Marco w tobie widzi.-Przegieła.
-Wyjdziesz z tąd!!!-Zaczełąm się drzeć.
-Bo co !!
-Omer nie żyję miał wypadek potrącił go samochód wyjdziesz!!!!-Wykrzyczałam jej to w twarz .Natychmiast przy mnie pojawili się chłopacy.-Możesz z tąd iść dziwko!-Wykrzyczał jej w twarz Mario.
-Kochanie przecież wiem ,że mnie kochasz.-Prowokował go Ann.
-Że co chyba śnisz.
-Wiecie co ja wiedziałam o wszystkim cieszę się że w końcu cierpisz!!-Wykrzyczała mi w twarz.
-Tak to ja zabiłam twoje dziecko tego małego guwniarza nie mogłam patrzeć na te wasze obsrane szczęście
-Ty głupia szmato -Żóciłam się na nią bijąc ją rękami i kopiąc nogami.
-Jak mogłaś mało już mi zrobiłaś.-Powiedziałam jej w twarz lecz on tylko się śmiała.
-Widać za mało,to ja powinnam być teraz z Marco nie ty on jest mój.
-Spadaj ty małpo !!! Zabiłaś dziecko-Wydarł się Marco.
-Jeszcze wszyscy zobaczycie -Powiedziała i odeszła.
===========================================================================
No to czekam na wasze komentarze i polecajcie znajomym do obserwowania Jak wam się to podoba taki zwrot akcji Ann -_- i tak jej nie lubię xDDD
O_o Weroniko tego sie po tobie nie spodziewałam :| Dobra czekam na next ;)
OdpowiedzUsuńUhuhu no to dowaliłaś do pieca, czekam na nexta z niecierpliwością i zapraszam do siebie.
OdpowiedzUsuńAle rodział.
OdpowiedzUsuńPiękny
Czekam na kolejny i zapraszam do siebie
Pozdrawiam
Ortografia...
OdpowiedzUsuń